NASZYMI MYŚLAMI TWORZYMY ŚWIAT



pomaranczowe love
źródło
Kurt Cobain śpiewa w kawałku Dumb „Słońce zaszło, ale ja mam światło.” Kilka wieków wcześniej Budda udzielił ostatniej wskazówki swoim uczniom. Brzmiała mniej więcej tak: „Siebie uczyńcie światłem. Polegajcie na sobie: nie bądźcie zależni od nikogo innego.”

Przyszedł na świat w 563 roku p.n.e. w dzisiejszym Nepalu.  Siddhartha Gautama, książę rodu Śakjów. Żył w dostatku i puchu, zniechęcony jednak do świeckiego życia na dworze zrezygnował ze wszystkich przywilejów i oddał się kontemplacji i poszukiwaniu prawdy o człowieku. Kiedy zmarł, leżąc pod dwoma drzewami sala one cudownie zakwitły, choć nie była to ich pora kwitnienia.

Z każdym ze swoich uczniów rozmawiał inaczej biorąc pod uwagę ich predyspozycje i zdolności. Proponował innym tylko te nauki i medytacje, które sam sprawdził i praktykował. Uczył się medytacji u napotkanych podczas wędrówek mistrzów. Wciąż jednak było mu mało. Nie prowadziło go to do wyzwolenia, jakiego pragnął. Usiłował doznać oświecenia tłumiąc swe żądze i namiętności. Podejmował wiele, często ekstremalnych wyrzeczeń. Do dziś jednym z postulatów buddyzmu jest stwierdzenie, że namiętności budzą cierpienie. Jest to jedna z Czterech Szlachetnych Prawd, które stanowią podwaliny do medytacji.


pomarańczowe love
źródło
Początkowe próby oświecenia nie przyniosły wymarzonych efektów – wstrzymywanie oddechu przyprawiło go o bóle głowy, kiedy później ograniczył sobie racje żywieniowe i jadł zaledwie łyżkę zupy fasolowej na dzień poczuł, że zamiast oświecenia przynosi to osłabienie; nie potrafił utrzymać się w pozycji pionowej, zaczęły mu wypadać włosy. Zrezygnował więc ze skrajności – odkrył ich bezcelowość.

Tak zaczęło się szukanie złotego środka, między życiem pełnym zbytku i luksusu a ascetycznymi wyrzeczeniami. Po sześciu latach udręk Budda, co dosłownie znaczy ‘przebudzony’ i jest tytułem honorowym zaczerpniętym od słowa bodhi – przebudzony, oświecony, odkrył najlepszą drogę: zachowywanie umiaru bez negowania i ulegania pragnieniom. Zaczął normalnie jeść i znów zaczął medytować. Swój ów upragniony stan oświecenia osiągnął pod drzewem Bodhi, zwanym dziś Bodhgaja. Przebywał tam siedem tygodni rozkminiając nas swoją przyszłością. (Siedem tygodni to niewiele biorąc pod uwagę fakt, że niektórzy z nas robią to przez całe życie…)


pomarańczowe love
źródło
Oglądał swoje wcześniejsze wcielenia, miał dar jasnowidzenia. Wyeliminował ze swojego życia żądze i niewiedzę. Osiągnął nirwanę i przerwał koło wiecznych narodzin. Kilka wieków później, w 1987 roku, wspomniany przeze mnie na początku Kurt Cobain nazwał swój zespół właśnie Nirvana. Ówczesnym kolegom z zespołu; Kristowi Novoselicowi i Dave’owi Fosterowi wytłumaczył, że jest to osiągnięcie doskonałości. Cobain uważał się za buddystę, jednakże jego doświadczenie z tą nauką ograniczało się od obejrzenia kilku programów na ten temat. Innymi znanymi (praktykującymi i żyjącymi do dziś) buddystami są: Uma Thurman, Kate Bosworth, Orlando Bloom, Patti Smith, David Bowie (żyjący jeszcze w chwili pisania tego posta...), Keanu Reeves, Leonard Cohen, Richard Gere, Goldie Hawn, George Lucas i Steve Seagal (uznany za inkarnację Chungdraga Dorje, siedemnastowiecznego odkrywcę nauk buddyjskich). Buddystami byli także twórca marki Apple – Steve Jobs oraz nadworny pisarz i kronikarz ery beatników i jeden z prekursorów ruchu hipisowskiego – Jack Kerouac.

Siddhartha Buddha początkowo nie chciał się z nikim dzielić swoimi przemyśleniami, myślał o życiu w całkowitej samotności. Później jednak postanowił ogłosić swoje nauki światu. W pierwszej mowie przedstawił cztery powiązane ze sobą tezy, które stały się później podstawą buddyzmu - wspomnianymi wcześniej Czterema Szlachetnymi Prawdami:

  • Istnieje cierpienie
  •  Przyczyną cierpienia jest pragnienie
  •  Ustanie cierpienia to całkowite ustanie pragnienia
  •  Drogą do ustania cierpienia jest Szlachetna Ośmioraka Ścieżka (słuszne poglądy, słuszne myślenie, słuszne słowa, słuszne czyny, słuszne zarobkowanie, słuszne dążenie, słuszne skupienie i słuszna medytacja)
Budda spędził resztę życia wędrując po północnych Indiach nauczając zasad swojej religii. Jest to jednak bardziej filozofia życia niż religia, nie opiera się tradycyjnie na wierze w Boga, ale na nauczaniu – jak dobrze, godnie żyć, jak przechodzić do wyższych stanów świadomości, w końcu jak osiągnąć stan oświecenia. Buddyzm traktuje głównie o moralności, oświeceniu i praktykowaniu mądrości. Każde działanie ma moralne konsekwencje – nie można kraść, kłamać, cudzołożyć, ani „wędrować brzegiem Gangesu bijąc, mordując, zadając rany i nakazując innym zadawać rany, dręcząc i nakazując innym dręczyć”. Złe czyny przynoszą nieszczęście w tym lub w przyszłym życiu; to karma - co rzucisz za siebie powróci do ciebie.


pomarańczowe love
źródło
Budda nigdy nie stworzył spójnej hierarchii ani nie zdecydował się na spisanie zasad buddyzmu. W Kalama sutcie możemy przeczytać: „Wstrzymaj swój osąd, jeżeli czujesz się w jakimś sensie zakłopotany. Nie wierz jakiejś rzeczy, dlatego, że jest kolportowana, dlatego, ze jest przedmiotem tradycyjnej wiary, dlatego, że można ją znaleźć w świętych tekstach, dlatego, (…) że jest przyodziana prestiżem twego mistrza”.

Zmarł w mieście Kusinara, do którego dążył, aby osiągnąć stan parinirwany – stan między życiem a śmiercią. Miał ponad osiemdziesiąt lat.
Buddyzm należy do najstarszych i najpowszechniejszych religii świata. Zaczął się rozpowszechniać około V wieku p.n.e. w Indiach. Jego wyznawcy odrzucając pragnienia niższego rzędu i wstępując na ośmioraką ścieżkę mogą osiągnąć nirwanę i wyzwolić się od życia pełnego bólu i trosk. Sam Budda miał powiedzieć „Jes­teśmy tym, co o so­bie myśli­my. Wszys­tko, czym jes­teśmy, wy­nika z naszych myśli. Naszy­mi myśla­mi tworzy­my świat”.



Samych przyjemnych myśli!
xoxo
Simona

PS. Tym wpisem zapoczątkować chcę cykl wpisów z tagiem niepospolici.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz