ZAANSE SCHANS - TRADYCYJNA, DREWNIANA HOLANDIA

Ostatnimi czasy powrót do korzeni, do tradycji jest tematem bardzo popularnym. W dobie sztucznych barwników, glutaminianu sodu i mięsa tak taniego, że niewiadomo, czy to wciąż jeszcze mięso  chętnie wracamy do tego, co wypracowały nasze mamy i babcie. Sięgamy po swojskie produkty – jajka od szczęśliwych kur, samodzielnie wyhodowane warzywa itd. Modne stało się vege itd. Swoją drogą zawsze zastanawia mnie fenomen diety tylko warzywnej, kiedy ja wciąż nie umiem się obejść bez kawałka karkówki…
Wydawać by się mogło, że w kraju takim jak Niderlandy, gdzie są legalne narkotyki, prostytucja, aborcja i eutanazja coś takiego jak powrót do korzeni nie ma racji bytu. Wiele znanych mi ludzi patrzy na mnie ze zdziwieniem, kiedy mówię, że Holendrzy są konserwatywni, przywiązani do tradycji czy wręcz niechętni nowościom. Cóż, wiele rzeczy nie jest takich, jak się wydaje, także tutaj. Nie ma się więc co dziwić, że popularność skansenów w Niderlandii nie słabnie. I właśnie do takiego skansenu zapraszam Was dzisiaj. Do tradycyjnej, drewnianej Holandii.

W pewien czerwcowy weekend wybraliśmy się z MR RIGHT’em na drugi koniec kraju, ażeby poznać Niderlandię u jej źródeł. Gdy teraz to piszę myślę sobie Simona, mieszkaliście w Nijmegen, gdzie więc szukaliście źródeł, jeśli nie w najstarszym mieście Niderlandów? Otóż pojechaliśmy zobaczyć najsłynniejszy niderlandzki skansen, który każdy miłośnik Niderlandii, a także każdy turysta w Niderlandii zwiedzić powinien. Jako, że miał to być prezent urodzinowy to ja ułożyłam plan wycieczki, oprócz skansenu znalazł się tam Hoorn, miasto, w którym mieszkałam zanim się poznaliśmy, a także Alkmaar, Haarlem i plaża w Bloemendaal, która otoczona jest malowniczymi wydmami. Wróciliśmy pełni pomysłów na życie, weseli i zakochani. Nie tylko w sobie, ale i w kilku nowych miejscach. 

Zaanse Schans znajduje się nieopodal miejscowści Zaandam, oba miejsca leżą nad rzeką Zaan. Jest to typowy skansen, gdzie można zobaczyć bardzo dobrze zachowane domy, sklepy i gospodarstwa z XVII wieku. A przynajmniej na lata 1600+ datowane są wiatraki, które można tam zwiedzić. Początkowo wiatraki nad rzeką Zaan używane były do osuszania terenu, w czasach ich największej świetności było ich tam niemal tysiąc! Dziś większości już nie ma, a te, które pozostały "pracują" jedynie ku uciesze turystów.  Ciekawostką jest, że formalnie to wcale nie jest muzeum, a jedynie miejsce, które miało pomóc zachować niderlandzkie dziedzictwo kulturowe w jak najlepszym stanie.  Jak jednak powszechnie wiadomo miejsca takie budzą ciekawość, stąd też zapewne pojawił się pomysł, aby udostępnić Zaanse Schans zwiedzającym.
Większość domków, a także młynów, które można podziwiać w Zaanse Schans została tam przeniesiona i odrestaurowana, głównie w XX wieku. Pięknie zachowane drewniane domki oglądać można tylko z zewnątrz i nietaktem jest gapienie się w okna. Dlaczego? Domy są zamieszkane! Przez prywatne osoby. Niektóre z nich są wynajmowane, a inne są własnościami ludzi w nich mieszkających. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, dzięki mieszkańcom domy są zawsze zadbane, okna umyte, żywopłoty przystrzyżone, a poza tym władze Zaandamu chciały, żeby poza turystami do miasta ściągali także Holendrzy. Wyjaśnia to, dlaczego wiele z domków ma okna zaklejone folią. Pomysł dobry, a idea zacna doprawdy, ale nie wiem, czy chciałabym, żeby codziennie pod moim domem przewijał się tabun turystów... A wiem coś o tym, bo mieszkam przy głównej ulicy i przechodni jest tu naprawdę sporo. A co dopiero, gdybym mieszkała w takim miejscu…?

Co możecie zobaczyć w skansenie?
  • jak robione są niderlandzkie sery. A nawet je kupić, za astronomiczne ceny, podobnie jak czekolady w domku - mleczarni
  • pracę wiatraków; mielenie ziaren gorczycy na musztardę, mielenie pigmentów na farby, tłoczenie oleju, pracę tartaków (aż trzy wiatraki to wiatraki tartaczne!)
  • replikę stoczni, a także wytwórnię typowych niderlandzkich chodaków. Wielki chodak wita zresztą wszystkich wchodzących do skansenu :D
  • replikę jednego z pierwszych Albertów Heijnów, piekarnię, oraz muzeum destylacji (z degustacją!)
  • nie brakuje także sklepów z pamiątkami mniej lub bardziej potrzebnymi do domu :D
A na co uważać?
Przy wejściu do parku czatuje na Was Pan Fotograf, jeśli dacie sobie zrobić fotkę, to przy wyjściu będziecie mogli zakupić na przykład kalendarz ze swoją podobizną (oczywiście za astronomiczną sumę!), dlatego warto mieć go na uwadze i odwrócić głowę. Po wyjściu poszliśmy zobaczyć te kalendarze (nie, nie pozwoliliśmy sobie zrobić zdjęcia) i niektóre zdjęcia były wyraźnie robione z zaskoczenia! Dlatego albo od samego wejścia uśmiechajcie się i ustawiajcie ten właściwy profil, albo wypatrujcie gościa i przemknijcie niepostrzeżenie, kiedy będzie zajęty kimś innym.

Nie da się ukryć, że Zaanse Schans to piękne, inspirujące miejsce. Duch Starej Niderlandii jest tam odczuwalny na każdym kroku. Można go zobaczyć w zdobieniach domów, w wielkich oknach, na wąskich uliczkach, w kanałach i oczywiście w wiatrakach. Jeśli macie więcej czasu możecie przejść przez Juliana Brug przez rzekę Zaandam, do leżącego obok miasteczka Zaandijk, gdzie znajdziecie równie piękną, urokliwą starówkę z typową, ciemnozieloną, drewnianą zabudową. Zresztą już sam widok na Zaandijk z Zaanse Schans zdaje się mówić Gościu, zostań tu jeszcze a odpocznij sobie…Celowo napisałam, że Zaanse Schans to najsłynniejszy taki niderlandzki skansen. w całej Niderlandii jest ich całkiem sporo. Co więcej można tu znaleźć całe wioski, które zachowały oryginalny styl dawnych lat, a ich mieszkańcy paradują w tradycyjnych strojach i robią dla turystów przedstawienia itd. 

Mam nadzieję, że nigdy nie zdarzy Wam się okrojony czas na wycieczkę po Holandii, bo to kraj tak piękny i tak obfitujący w niezwykłe miejsca, że nawet tydzień to byłoby za mało czasu...
A gdyby nawet? Cóż, zapiszcie na liście Zaanse Schans i… nie marnujcie ani chwili!

Macie już plany na wrzesień?
FLEVOLAND - NAJMŁODSZA Z PROWINCJI.

FLEVOLAND - NAJMŁODSZA Z PROWINCJI.


pomarańczowe love

Pokaż mi granice a ja Ci pokażę jak je przesunąć. Brzmi jak hasło z plakatu Loesje, ale mam wrażenie, że to domena Holandii. Który inny kraj nie walczy o swoje granice z innymi państwami, ale z wodą? Wyobraź sobie tylko – budzisz się pewnego dnia i myślisz "A może by tak nowa prowincja?"

Flevoland, bo nim mowa jest największą na świecie sztuczną wyspą i znajduje się 5 metrów poniżej poziomu morza. Prowincja składa się z dwóch części – Noordoostpolder, która jest częścią stałego lądu i Flevopolder, czyli faktycznej wyspy. Czego potrzeba było, aby cieszyć się nowym stałym lądem?

OJCIEC DYREKTOR CORNELIUS LELY

Zacznijmy od tego, że plany osuszenia tego terenu były już w XVII wieku, jednak wtedy technologia jeszcze nie była tak dobra. A potem pojawił się Cornelius Lely – marzyciel i inżynier, bez którego Holandia nie byłaby taka sama. Już w 1886, po tym jak rozpoczął pracę w Zuiderzee Society roku zaczął obmyślać jak osuszyć zatokę. Do 1891 miał juz cały plan, ale na jego realizację musiał czekać do 1918, na co złożyły sie dwie rzeczy – po pierwsze po I wojnie światowej ludzie potrzebowali nowych lądów, a po drugie w 1916 roku Niderlandię nawiedziła straszna powódź.
Zatokę zamknięto tamą Afsluitdijk, której budowa trwała pięć lat, ma 32 kilometry długości i biegnie z Den Oever w Noord Holland do Zurich we Fryzji. Z zatoki Zuiderzee powstało słodkie jezioro IJsselmeer. W latach 70 na jeziorze wybudowano drugą tamę – Houtribdijk z Enkhuizen do Lelystad, którą miałam okazję podróżować.


pomarańczowe love
pomnarańczowe love
pomarańczowe love

Po wybudowaniu Afsluitdijk rozpoczęto osuszanie terenu i lokację nowych miast. Pierwotnie władze Holandii chciały osuszyć całe jezioro, a zaczęto od północno – wschodniej części jeziora, gdzie w 1936 roku powstał Noordoostpolder. Na jego terenie były dwie wyspy – Urk i Schokland, które do niego wcielono. Dziś Noordoostpolder jest osobną gminą z siedzibą w Emmeloord, a Urk stanowi odrębną gminę.


pomarańczowe love

Po osuszeniu Noordoostpolder i utworzeniu miasta Emmeloord postanowiono dalej osuszać teren i tak powstały kolejne gminy – Dronten, Lelystad, Almere i Zeewolde. Lelystad, którego nazwa powstała w wyniku dodania do nazwiska Corneliusa Lely cząstki "stad" zostało stolicą Flevolandu. Obecnie Lelystad jest największą gminą w Holandii, a sławę zyskało między innymi dzięki książce Jorisa van Casterena pod tytułem "Lelystad".

LELYS(T)AD

Casteren opisuje w niej, jak Lelystad było postrzegane przez projektantów – jako miasto cud, które dzięki nowoczesnej formie, wielkich, szklanych domach i szerokich uliczkach miało być najbardziej pożądaną destynacją w Holandii. Duże domy i zieleń miały przyciągnąć ludzi tłoczących się w klaustrofobicznym i zatłoczonym Amsterdamie. Miasto było eksperymentem – pozbawionym historii, wszystko było sztuczne i zaplanowane. Van Casteren krytykuje to miasto, jego rodzice byli jednymi z pierwszych, którzy do raju się przenieśli, ale szybko okazało się, że to nie raj, a piekło na ziemi. W latach 80 i 90 miasto straszyło pustostanami i największą w Holandii przestępczością. Tak, jak szybko Lelystad miało stać się cudem i dumą Holandii tak szybko upadło.


lelystad '80
źródło
lelystad nederland
źródło
lelystad nederland
źródło
Dziś dużo większe tryumfy święci Almere. Najmłodsze miasto Holandii, którego nazwa pochodzi od jeziora Almere. Prawa miejskie uzyskało w 1984 roku i dziś jest jednym z najbardziej zaludnionych miast w Holandii. Na popularność tego ostatniego składa się także położenie – z Almere najbliżej jest do starej Holandii, z Amsterdamu można dostać się tam pociągiem w 20 minut.


batavia stad

FLEVOLIJN

Przez Flevoland biegną dwie linie kolejowe – główna Flevolijn, która łączy Lelystad i Weesp powstała już w latach 80 ubiegłego wieku. Na jej trasie jest siedem stacji, z czego sześć w samym Almere, siódmą jest Lelystad. Druga, Hanzelijn jest czasem uznawana za przedłużenie Flevolijn, ale to błędne. Hanzelijn łączy Lelystad ze Zwolle, a do jej stacji należą Dronten i Kampen Zuid. Jest najmłodszą linią w kraju, ukończoną w 2012 roku. W międzyczasie rozważano jeszcze połączenie Schiphol – Groningen, które biegłoby przez Almere, Lelystad, Emmeloord, Heerenveen i Drachten. Pierwsze pomysły pojawiły się w 1989 roku jako projekt ProRail 21. Miał zostać ukończony w 2015 roku. Plany porzucono ostatecznie w 2007 roku. Rząd holenderski przyznał jednak Północy Holandii zadośćuczynienie.


flevoland nederland

Nie podaje się jednak gmina Noordoostpolder, która wciąż bada możliwości połączenia kolejowego z Emmeloord. Więcej informacji o Flevo -, Hanze – i Zuiderzeelijn można znaleźć na stronie: infrastruct/zuiderzeelijn.


Najstarsze miasto Flevolandu, powstało jako jedna z pierwszych miejscowości na nowo otrzymanym terenie. Emmeloord jest siedzibą gminy Noordoostpolder, który połączony jest ze stałym lądem. To w tej części Flevoland znajdują się dwa historyczne ośrodki – Urk i Schokland. Schokland jest na liście dziedzictwa kulturowego UNESCO. Osadę opuszczono w XIX wieku obawiając się podtopień. W samym Emmeloordzie mieszka wielu obcokrajowców, głównie z Polski i Litwy, dzieje się tak za sprawą działających tam biur pośrednictwa pracy. Mieszkałam w Emmeloordzie ponad trzy miesiące i z moich obserwacji wynika, że miasto umiera po zamknięciu sklepów. Do miejscowości obok po 20 nie kursują już autobusy, w mieście nie rozwija się turystyka, ani gastronomia. Być może są to tylko moje subiektywne odczucia. Szkoda, że plany ZZ lijn wzięły w łeb, uważam, że miasto mogłoby wiele na tym zyskać. 


sinterklaas emmeloord
Ulica handlowa w Emmeloord, listopad 2013 (Sinterklas feest)
emmeloord flevoland
Emmeloord, kwiecień 2014
FLEVO - CHLEWOLAND
W chwili, kiedy napisałam ten artykuł jestem już daleko poza Flevolandem, ba, jestem w najstarszym mieście w Holandii! Sama prowincja Flevoland jest dla mnie przytłaczająca - współczuję osobom, dla których Flevoland to pierwszy kontakt z Holandią, gdybym trafiła najpierw do Emmeloordu a nie do Leiden nigdy by mnie tak Holandia nie zauroczyła. Flevoland to już nie ta sama Holandia...

creil flevoland nederland
pole i budujący sę wiatrak = typowy krajobraz Flevolandu! Na zdjęciu pole cykorii w Creilu, a wiatrak jest częścią Wiatrakowego Parku

Trzeba faktycznie przyznać, że Flevoland jest przemyślany - do bólu wykalkulowany. Bardzo dobra infrastruktura i oznakowanie, autostradka, atrakcje i ceny (północny wschód Holandii to podobno jedne z najtańszych i biedniejszych regionów). Dla mnie Flevoland to przede wszystkim brak kolei (a autobusy są bardzo drogie!), wszędobylskie topole i bardzo dużo Polaków.
Przygnębiająca prowincja na przygnębiający dzień :) :>

xoxo,
Simona

LEIDEN - MOJA NIDERLANDZKA MIŁOŚĆ

Kiedy zamykasz oczy i myślisz o Holandii z pewnością widzisz Leiden. Średniowieczna zabudowa z wąskimi kamieniczkami i wielkimi oknami, piękne kościoły i biblioteka z wieloma kamiennymi ornamentami, są kanały i jest uniwersytet. 
Leiden to historyczne, niderlandzkie miasto, od którego zaczęłam swoja przygodę z Holandią. Leży na zachodzie Niderlandii, w prowincji Holandia Południowa (Zuid Holland), niedaleko Hagi i Delftu. Trafiłam tutaj całkiem przypadkiem i cieszę się, że moim pierwszym niderlandzkim miastem było właśnie Leiden. Jeśli czytaliście mój wpis o prowincji Flevoland zapewne wiecie dlaczego. Uroku Lejdzie (to polska nazwa) nie można odmówić.

Na starówkę można wejść przez jedną z czterech bram. Bramy te wychodzą na cztery różne strony świata. Na każdej z nich jest herb miasta i rok - 1669. Miasto przecina mnóstwo kanałów ( z których większość jest do siebie prostopadła lub równoległa), ale leży ono nad Renem. Dlatego też jest jednym z głównych ośrodków handlowych Niderlandii. Tutaj mieści najstarszy niderlandzki uniwersytet, na którym zgodnie z tradycją studiują członkowie rodziny królewskiej. Założył go Willem van Oranje w XVI wieku. Swoją przygodę z tym uniwerkiem miał twórca naszego hymnu - Józef Wybicki, a także Albert Einstein, czy Hugo Grotius. Studiowanie na tym właśnie uniwersytecie jest jednym z moich wciąż niespełnionych marzeń. 
Także w Leiden, w 1594 zakwitły pierwsze holenderskie tulipany. Zasadził je Carolus Clusius, który opiekował się uniwersyteckimi ogrodami. Cebulki dostał w prezencie od ambasadora Austrii, który przywiózł je z Turcji. Tulipany szybko stały się symbolem władzy i prestiżu wśród tamtejszej arystokracji. Tulipany, razem z gladiolami i irysami pozostają w czołówce eksportowanych przez Holandię kwiatów.

W Leiden urodził się prawdopodnie najsłynniejszy niderlandzki malarz (no, może poza van Goghiem), czyli Rembrandt van Rijn, czyli Rembrandt znad Renu. Jak podają źródła urodził się na ulicy Weddesteg, której dziś próżno już szukać na mapach Lejdy. Nie mniej jednak w miejscu, w którym kiedyś mieścił się dom Rembrandta można znaleźć tabliczkę z napisem Tutaj, w 1606 roku urodził się Rembrandt van Rijn. Naprzeciwko mieści się plac Rembrandta i jego pomnik (jeden z wielu oczywiście). Mieszkańcy Leiden uwielbiają swojego sławnego malarza, wszędzie można spotkać jego pomniki, portrety czy inne ślady działalności.
Innym znanym Leidenaaren/ lejdejczykiem jest Armin van Buuren. On, choć urodził się w Lejdzie wychował się jednak w pobliskiej miejscowości, Koudekerk aan den Rijn. Z wykształcenia jest prawnikiem, studiował na Uniwersytecie lejdejskim, tam też rozpoczął swoją karierę jako DJ.

Leiden jest jednym z tych miast, które gra Amsterdam w filmach. Bardzo rzadko zdarza się, że zdjęcia kręcone są faktycznie w stolicy Niderlandii. Do miast imitujących należą między innymi Lejda, Delft, Haarlem i Utrecht. W pięknych historycznych domach i budynkach mieści się większość urzędów, biblioteka, szkoły i tym podobne. Nietrudno też domyślić się, dlaczego to właśnie Lejda udaje Amsterdam. Nie brakuje tutaj tak charakterystycznych dla niderlandzkiej zabudowy strzelistych kamienic, domów odbijających się w kanałach i mostów. 

Tęsknię czasem za tamtymi czasami lejdejskimi. Wtedy bardzo intensywnie chłonęłam wszystko, co działo się wokół mnie. Leiden spowodowało, że w wieku 15 lat podjęłam decyzję na całe życie. To dzięki temu miastu zakochałam się w Holandii.
FRIESLAND - SPECYFICZNA NIDERLANDIA

FRIESLAND - SPECYFICZNA NIDERLANDIA


Gdyby ktokolwiek z Was kiedykolwiek zapytał mnie o jakikolwiek niderlandzki motyw, który warto znać z pewnością powiedziałabym o fladze prowincji Friesland. Jest bardzo charakterystyczna i z pewnością już kiedyś mieliście z nią do czynienia, chociażby kupując mleczko do kawy Friesche Vlag. Motyw pasków i serduszek, które tak naprawdę są liśćmi lilii wodnej, wytłoczony jest na butelce. 

Friesland, po naszemu Fryzja to całkiem ciekawy region, w którym ludzie posługują się własnym dialektem. Fryzyjski jako jedyny dialekt w Holandii uznany jest za oficjalny, stąd możesz się spotkać z dwujęzycznymi tablicami w tym rejonie, co więcej napisy w języku fryzyjskim pojawiają się w sklepach i restauracjach! Mnie osobiście ciężko jest uwierzyć, że fryzyjski jest niderlandzkim dialektem, bo dla mnie te języki są różne jak polski i kaszubski :P Żeby było ciekawiej po fryzyjsku mówią nie tylko Holendrzy zamieszkali tę prowincję, ale prawdopodobnie także część Duńczyków (Jutlandia Południowa) i Niemców - historyczna Fryzja bowiem obejmuje przede wszystkim także dwa niemieckie landy - Niedersachsen (Dolną Saksonią) oraz Schleswig - Holstein. 


Ciekawostką, o której dowiedziałam się w trakcie pisania tego posta jest to, że nawet fejsbók można sobie ustawić po fryzyjsku! :O Nie, nie próbujcie tej opcji :D

Skąd wzięła się nazwa "Friesland"? Tego dokładnie nie wiadomo, choć hipotez jest kilka - nazwa mogła wziąć się od słowa fries, które oznacza wybrzeże, ale istnieje także teoria, wedle której fries pochodzi ze starogermańskiego i oznacza mężny, czy odważny. Inna legenda mówi o pradawnym założycielu landu - niejakim Friso, a jeszcze inna teoria wspomina o staroniderlandzkim słowie fries - oznaczającym dziś tyle co posiadacz kręconych włosów. Wszystkie teorie/ legendy mają w sobie ziarnko prawdy, bowiem Fryzowie są ludźmi wybrzeża i do tego ogólnie uchodzą za ludzi nie dających sobie w kaszę dmuchać. Skąd wziął się ten pogląd? W średniowieczu Fryzowie byli prężnymi, doskonale prosperującymi kupcami i handlarzami, świetnie się targowali i znani byli z tego, że po prostu wiedzą, czego chcą. Fryzowie byli przede wszystkim wolni, po dziś dzień Fryzja i jej mieszkańcy są kwintesencją Niderlandii. 


Holandia jako kraj wyłoniła się po rozpadzie imperium karolińskiego, w przeciągu wieków powstało tam kilka księstw i hrabstw, w tym niektóre były zależne od Francji. Północ kraju zamieszkana była przez wolnych chłopów, którzy nie uznawali zwierzchnictwa aż do wieku XIV, kiedy to wszystkie osady niderlandzkie zostały włączone do Księstwa Burgundii, a wkrótce połączone z Luksemburgiem i Belgią. W połowie XVI wieku tron objęli Habsburgowie linii hiszpańskiej. W tym czasie Królestwo zaliczyło tzw. Złoty Wiek, rozwijał się handel, a cały północny wschód kraju rozwijał się prężnie w ramach Ligi Hanzeatyckiej. Ta organizacja przyczyniła się do rozwoju handlu rzecznego w Holandii, dzięki współpracy w ramach ligi kraj bogacił się o nowe produkty, a także otwierał się na nowe rynki. Czas działania Hanzy datuje się na ok. 1356 – 1450, a więc stosunkowo krótko. Niderlandy jednakże nauczyły się na tyle dużo, że w ostateczności wyparły ligę hanzeatycką z morza Bałtyckiego, Antwerpia stała się centrum europejskiego handlu, a dzięki związkowi z Hiszpanią towary płynęły na dużą skalę do każdego miejsca na świecie. 

W złotych czasach Holandii Fryzowie wciąż pozostawali wolnymi ludźmi - jako wolne księstwo Fryzów funkcjonowali jeszcze do 1523 roku, kiedy to Fryzja wcielona została do Zjednoczonego Królestwa. Obecnie teren jest jedną z prowincji, ze stolicą w Leeuwarden. Miasto kojarzyć możecie z Domino Day, gdyż to właśnie tam organizowana była słynna impreza. Co więcej, wiele z instalacji ustawianych było przez Polaków (do tej pracy rekrutowało między innymi Otto). Innymi większymi miastami są np. Harlingen - największy fryzyjski port, czy Sneek - słynący ze sportów wodnych. Charakterystyczne dla Fryzji są wzgórza, na których budowano wsie i osady.


Z czego słynąć może Fryzja? Jak już wspomniałam to kwintesencja Holandii, prawdopodobnie jest tam więcej krów niż ludzi, bo wiele źródeł podaje, że Fryzja to najrzadziej zaludniona prowincja. Ciekawe, bo zawsze myślałam, że Drenthe ;P Jak już pewnie domyślacie Friesland to także kolebka wiatraków i polderów. Dodajcie do tego jeszcze sery - no bo skoro krowy to i wyroby mleczne (tylko czemu najsłynniejsze niderlandzkie sery gouda, edamski czy massdamer z Fryzji nie pochodzą?!), znacie pewnie wszyscy Campinę? 

Narodowym sportem Fryzji jest łyżwiarstwo - no, jednym z narodowych, ale za to najbardziej znanym, zwłaszcza, dzięki Elfstedentocht, czyli wyścigu jedenastu miast. Piętnaście tysięcy ochotników/ amatorów, 200 km po zamarzniętych kanałach oraz tzw. miejsca "klunje", gdzie uczestnicy przechodzą w łyżwach po trawie. W noc przed zawodami w Leeuwarden, gdzie zaczyna się i kończy Elfstedentocht odbywa się uroczysty festyn. Wyścig po raz pierwszy odbył się w 1909 roku i od tego czasu odbył się mniej niż dwadzieścia razy – nie jest łatwo o to, aby lód spełniał określone wymagania i na całej trasie miał grubość ponad 15 cm. Jest to jedyna tego typu inicjatywa w Holandii, w 1986 roku w wyścigu wziął udział obecny król Niderlandów – Willem Alexander.


A wszystko najprawdopodobniej zaczęło się od podróży po zamarzniętych kanałach. Zanim wynaleziono rower, czyli umiłowany przez Holendrów środek lokomocji przemieszczali się oni głównie kanałami. Zwłaszcza zimą, kiedy wszyscy wyciągali łyżwy i śmigali po zamarzniętych kanałach. W tej kwestii nic się nie zmieniło, choć globalne ocieplenie sprawia, że widok zamarzniętego kanału to rzadkość.

Okay, wracamy do Fryzji - skoro ten region jest tak typowo niderlandzki, są pola, łąki, wiatraki, krowy, sery i łyżwy to czego brakuje, żeby dopełnić niderlandzkości?


Tak, macie rację - nieustannej walki z żywiołem, jakim jest woda! 14 grudnia 1287 roku Fryzja została zaatakowana przez wodę. Biblijny niemal potop podzielił Fryzję na dwie części, zabierając ze sobą ok. 50 tysięcy istnień i setki miast, wsi i osad. W ten sposób geografia Niderlandii wzbogacona została o Morze Południowe (obecnie jezioro IJsselmeer) i tzw. Wyspy Fryzyjskie. 
Ciekawostką jest, że najprawdopodobniej starożytna, zaginiona Atlantyda była częścią Fryzji. Mówię tu o starożytnym mieście Rungholt, które zatopione zostało podczas wielkiego sztormu w styczniu 1362. W średniowieczu miasto to zamieszkane było przez ok. 1500 mieszkańców i było znanym, a do tego bogatym portem. Najprawdopodobniej Rungholt nie był jednak częścią niderlandzkiej Fryzji.


Nadal niewiele Wam mówi nazwa Fryzja? Poznajcie pięć sław tego regionu :D


  • Doutzen Kroes - twarz marki L'Oreal i perfum Eternity Calvina Kleina oraz były aniołek Victoria's Secret, jedna z najlepiej zarabiających modelek na świecie. Urodzona trzydzieści lat temu w Oostermeer w prowincji Fryzja w Holandii. Jest jedną z najbardziej pożądanych kobiet według Askmen. Nie zawsze jednak chciała być modelką - podobnie jak wiele młodych dziewczyn w Niderlandii panna Kroes marzyła o karierze panczenistki... Siostra jednak zrobiła jej kilka zdjęć i wysłała do amsterdamskiej agencji modelek. Wcześniej panna Kroes podziwiała modelki w kolorowych pismach i marzyła, by być równie idealna jak one. Nikomu nie pochwaliła się, że wysłała zdjęcia, bo bała się wyśmiania, gdyby coś poszło nie tak. Co jednak może pójść nie tak, kiedy ma się babyface, blond włosy, wielkie niebieskie oczy i kształtne ciało? W ciągu roku Kroes przeprowadziła się do Nowego Jorku i rozpoczęła karierę jako twarz L'Oreal. Jak sama o sobie mówi - Nie jest z tych bardzo chudych, ani z tych, które odmawiają sobie przyjemności. Dziewczyna z sąsiedztwa, w jeansach i t – shircie, która "lubi cieszyć się życiem". Pytana o swoje ciało odpowiada, że ma zmysłowe kształty i nie zamierza się głodzić, żeby upodobnić się do kogoś innego. Mimo to, kiedy zaproponowano jej zostanie Aniołkiem Victoria's Secret na jakiś czas zrezygnowała z chleba, chipsów i czekolady.
  • Kawa Douwe Egberts - słynna kawa, która od 2009 (dopiero?! :O) roku dostępna jest także w Polsce, swoje korzenie także ma we Fryzji. Firma została założona bowiem w Joure (De Jouwer), mieście, w którym w ostatnią środę lipca uczestniczyć można w tradycyjnym fryzyjskim weselu ;) Firma założona została przez Egberta Douwesa (och, oczywiście, a czego się spodziewaliście? ;D ) i jego żonę Akke Thyses, jednakże biznes na dobrą sprawę rozhulał dopiero ich syn - (a jakże!) Douwe Egberts.
  • Konie fryzyjskie - rasa koni zimnokrwistych, czyli taki, który jest raczej silny, masywny i spokojniejszy, stateczniejszy -  w odróżnieniu od koni gorącokrwistych konie takie są mniej ruchliwe, dlatego są chętniej wykorzystywane jako konie robocze, zaprzęgowe, czy pociągowe. Typ koni zimnokrwistej wywodzi się od koni leśnych Europy Północnej, które charakteryzowały się potężną budową, grubą sierścią i powolnymi ruchami. Konie fryzyjskie, które poznacie po karym umaszczeniu, bujnej grzywie i szczotkach pęcinowych (cokolwiek to jest...) to właśnie taki typ. Hodowla tych koni podlega Holenderskiemu Związkowi Hodowców Koni Fryzyjskich, która to wyznacza, że koń do rozrodu może być tylko kruczoczarny, a nie np. wronoczarny...
  • Zegar fryzyjski - To rodzaj zegarów stojących, ale i ściennych z charakterystycznymi zdobieniami, oraz wahadłem zrobionym z dębowego drewna. Wytwarzane było głównie od XVII do XIX wieku. 
  • Jogurty Campina. Okay, Campina z Fryzją związana jest dopiero od grudnia 2008, kiedy to Campina i Royal Friesland Foods połączyły swe siły ;) Oficjalnie Campina jako spółdzielnia mleczarska powstała w 1797 roku, a nazwa wywodzi się od łacińskiej nazwy krainy geograficznej Kempen, na którą składa się południe Holandii, w tym prowicja Brabant Noord i północ Belgii, w tym Antwerpia. Co do Royal Friesland Foods - sama firma powstała w 1879, jednakże ostateczna nazwa została nadana w 1997, a 1 stycznia 2005 otrzymała przydomek królewski i aż do 2008 pełna nazwa firmy brzmiała właśnie Royal Friesland Foods. W skład niemieckiej filli firmy wchodzą między innymi marki Alpa, Fruttis, Landliebe, Milbona czy Milfina, które mogą Wam być znane z Lidlów czy Aldi. Co więcej? Oficjalnie (Friesland) Campina nie istnieje w      Polsce od roku 2005. Nieoficjalnie można jeszcze znaleźć w Polsce jogurty, czy inne wyroby z logo Campiny, ale w rzeczywistości produkty sprzedawane w Polsce z tym logo nie mają nic wspólnego z holenderskim gigantem, są one własnością polskiej spółki - Bacha Polska Ltd. Firma powstała pod koniec 2004 roku, a od roku 2005 jest niezależną firmą, która ma wyłączne prawo do korzystania logo Campina na produktach, które są produkowane lub dystrybuowane na terenie polski.


Długa wyczerpująca notka? Trochę. Mam jednak nadzieję, że Fryzja jako region trochę Was zainteresowała :) Miałam przyjemność mieszkać niedaleko fryzyjskiej wioski Lemmer, o której mówię zawsze, że lepsza taka wieś jak Lemmer niż takie miasto jak Emmeloord :D Lemmer nadal pozostaje najważniejszym portem południowej Fryzji i północnego Flevolandu. W miasteczku znajduje się największa na świecie działająca stacja pomp parowych - woudagemaal, która jest obiektem dziedzictwa UNESCO. 

Holandia jest piękna 

Miłego dnia,
Simona
NASZYMI MYŚLAMI TWORZYMY ŚWIAT

NASZYMI MYŚLAMI TWORZYMY ŚWIAT



pomaranczowe love
źródło
Kurt Cobain śpiewa w kawałku Dumb „Słońce zaszło, ale ja mam światło.” Kilka wieków wcześniej Budda udzielił ostatniej wskazówki swoim uczniom. Brzmiała mniej więcej tak: „Siebie uczyńcie światłem. Polegajcie na sobie: nie bądźcie zależni od nikogo innego.”

Przyszedł na świat w 563 roku p.n.e. w dzisiejszym Nepalu.  Siddhartha Gautama, książę rodu Śakjów. Żył w dostatku i puchu, zniechęcony jednak do świeckiego życia na dworze zrezygnował ze wszystkich przywilejów i oddał się kontemplacji i poszukiwaniu prawdy o człowieku. Kiedy zmarł, leżąc pod dwoma drzewami sala one cudownie zakwitły, choć nie była to ich pora kwitnienia.

Z każdym ze swoich uczniów rozmawiał inaczej biorąc pod uwagę ich predyspozycje i zdolności. Proponował innym tylko te nauki i medytacje, które sam sprawdził i praktykował. Uczył się medytacji u napotkanych podczas wędrówek mistrzów. Wciąż jednak było mu mało. Nie prowadziło go to do wyzwolenia, jakiego pragnął. Usiłował doznać oświecenia tłumiąc swe żądze i namiętności. Podejmował wiele, często ekstremalnych wyrzeczeń. Do dziś jednym z postulatów buddyzmu jest stwierdzenie, że namiętności budzą cierpienie. Jest to jedna z Czterech Szlachetnych Prawd, które stanowią podwaliny do medytacji.


pomarańczowe love
źródło
Początkowe próby oświecenia nie przyniosły wymarzonych efektów – wstrzymywanie oddechu przyprawiło go o bóle głowy, kiedy później ograniczył sobie racje żywieniowe i jadł zaledwie łyżkę zupy fasolowej na dzień poczuł, że zamiast oświecenia przynosi to osłabienie; nie potrafił utrzymać się w pozycji pionowej, zaczęły mu wypadać włosy. Zrezygnował więc ze skrajności – odkrył ich bezcelowość.

Tak zaczęło się szukanie złotego środka, między życiem pełnym zbytku i luksusu a ascetycznymi wyrzeczeniami. Po sześciu latach udręk Budda, co dosłownie znaczy ‘przebudzony’ i jest tytułem honorowym zaczerpniętym od słowa bodhi – przebudzony, oświecony, odkrył najlepszą drogę: zachowywanie umiaru bez negowania i ulegania pragnieniom. Zaczął normalnie jeść i znów zaczął medytować. Swój ów upragniony stan oświecenia osiągnął pod drzewem Bodhi, zwanym dziś Bodhgaja. Przebywał tam siedem tygodni rozkminiając nas swoją przyszłością. (Siedem tygodni to niewiele biorąc pod uwagę fakt, że niektórzy z nas robią to przez całe życie…)


pomarańczowe love
źródło
Oglądał swoje wcześniejsze wcielenia, miał dar jasnowidzenia. Wyeliminował ze swojego życia żądze i niewiedzę. Osiągnął nirwanę i przerwał koło wiecznych narodzin. Kilka wieków później, w 1987 roku, wspomniany przeze mnie na początku Kurt Cobain nazwał swój zespół właśnie Nirvana. Ówczesnym kolegom z zespołu; Kristowi Novoselicowi i Dave’owi Fosterowi wytłumaczył, że jest to osiągnięcie doskonałości. Cobain uważał się za buddystę, jednakże jego doświadczenie z tą nauką ograniczało się od obejrzenia kilku programów na ten temat. Innymi znanymi (praktykującymi i żyjącymi do dziś) buddystami są: Uma Thurman, Kate Bosworth, Orlando Bloom, Patti Smith, David Bowie (żyjący jeszcze w chwili pisania tego posta...), Keanu Reeves, Leonard Cohen, Richard Gere, Goldie Hawn, George Lucas i Steve Seagal (uznany za inkarnację Chungdraga Dorje, siedemnastowiecznego odkrywcę nauk buddyjskich). Buddystami byli także twórca marki Apple – Steve Jobs oraz nadworny pisarz i kronikarz ery beatników i jeden z prekursorów ruchu hipisowskiego – Jack Kerouac.

Siddhartha Buddha początkowo nie chciał się z nikim dzielić swoimi przemyśleniami, myślał o życiu w całkowitej samotności. Później jednak postanowił ogłosić swoje nauki światu. W pierwszej mowie przedstawił cztery powiązane ze sobą tezy, które stały się później podstawą buddyzmu - wspomnianymi wcześniej Czterema Szlachetnymi Prawdami:

  • Istnieje cierpienie
  •  Przyczyną cierpienia jest pragnienie
  •  Ustanie cierpienia to całkowite ustanie pragnienia
  •  Drogą do ustania cierpienia jest Szlachetna Ośmioraka Ścieżka (słuszne poglądy, słuszne myślenie, słuszne słowa, słuszne czyny, słuszne zarobkowanie, słuszne dążenie, słuszne skupienie i słuszna medytacja)
Budda spędził resztę życia wędrując po północnych Indiach nauczając zasad swojej religii. Jest to jednak bardziej filozofia życia niż religia, nie opiera się tradycyjnie na wierze w Boga, ale na nauczaniu – jak dobrze, godnie żyć, jak przechodzić do wyższych stanów świadomości, w końcu jak osiągnąć stan oświecenia. Buddyzm traktuje głównie o moralności, oświeceniu i praktykowaniu mądrości. Każde działanie ma moralne konsekwencje – nie można kraść, kłamać, cudzołożyć, ani „wędrować brzegiem Gangesu bijąc, mordując, zadając rany i nakazując innym zadawać rany, dręcząc i nakazując innym dręczyć”. Złe czyny przynoszą nieszczęście w tym lub w przyszłym życiu; to karma - co rzucisz za siebie powróci do ciebie.


pomarańczowe love
źródło
Budda nigdy nie stworzył spójnej hierarchii ani nie zdecydował się na spisanie zasad buddyzmu. W Kalama sutcie możemy przeczytać: „Wstrzymaj swój osąd, jeżeli czujesz się w jakimś sensie zakłopotany. Nie wierz jakiejś rzeczy, dlatego, że jest kolportowana, dlatego, ze jest przedmiotem tradycyjnej wiary, dlatego, że można ją znaleźć w świętych tekstach, dlatego, (…) że jest przyodziana prestiżem twego mistrza”.

Zmarł w mieście Kusinara, do którego dążył, aby osiągnąć stan parinirwany – stan między życiem a śmiercią. Miał ponad osiemdziesiąt lat.
Buddyzm należy do najstarszych i najpowszechniejszych religii świata. Zaczął się rozpowszechniać około V wieku p.n.e. w Indiach. Jego wyznawcy odrzucając pragnienia niższego rzędu i wstępując na ośmioraką ścieżkę mogą osiągnąć nirwanę i wyzwolić się od życia pełnego bólu i trosk. Sam Budda miał powiedzieć „Jes­teśmy tym, co o so­bie myśli­my. Wszys­tko, czym jes­teśmy, wy­nika z naszych myśli. Naszy­mi myśla­mi tworzy­my świat”.



Samych przyjemnych myśli!
xoxo
Simona

PS. Tym wpisem zapoczątkować chcę cykl wpisów z tagiem niepospolici.

DLACZEGO HOLANDIA?

DLACZEGO HOLANDIA?


Dlaczego Holandia? Pytanie to pada bardzo często w moim życiu, przewija się tak już jakoś od dziesięciu lat. Najlepsze jest w tym to, że nigdy nie wiem, co tak naprawdę odpowiedzieć. I pewnie każda z moich odpowiedzi jest inna :D No, bo właściwie dlaczego Holandia?

Doskonale pamiętam swoje randki w Opolu. Każda z nich kończyła się martwą, niezręczną ciszą po dialogu jak poniżej:

   - A Ty jakie masz plany? Co chcesz robić w życiu?
   - Zamierzam wydać książkę za milion erłów i zamieszkać w Delft w Holandii.
   - W Holandii?! Lubisz jarać, co?


Och, oczywiście! Bo przecież ten kraj nie ma nic innego do zaoferowania! To cud, że jeszcze jakoś funkcjonuje w ogóle. Uśmiechałam się tylko najsłodziej jak umiałam i mówiłam coś w stylu no ja akurat jestem przeciwniczką palenia wiedząc już, że czar prysł, pora ruszać dalej. Zresztą przykłady takie, jak ten, kiedy mój entuzjazm i miłość do Holandii zostają przyrównane do czegoś takiego mogłabym mnożyć.

W Holandii pracowałaś? To pewnie jesteś bajecznie bogata!

Masz bloga o Holandii? A polecisz jakieś biura pośrednictwa pracy!

A dużo płacą? A najtańszy sklep? Ile da się wyciągnąć na miesiąc? 

Blog o tematyce Holandii? O, to dowiemy się wszyscy jak szukać pracy w Holandii...

A co to w Polsce faceta nie znajdziesz?

Tam to inny poziom życia, co?

Wszyscy przyjechaliśmy tu dla pieniędzy.


Że nie wspomnę o całej otoczce Amsterdamu - to miasto jest specyficzne i zasługuje na kilka słów na jego temat... Przeczytałam kiedyś opowiadanie z Amsterdamem w tle. Było dość dobrze napisane, całkiem wciągające i gdybym nie znała Holandii wzięłabym je za typowy pamiętnik z wakacji. A przynajmniej do pewnego momentu, kiedy pomyślałam sobie o nie, co to to nie i zaczęłam się zastanawiać, skąd u ludzi takie poczucie, że Holandia to tylko ćpańsko, że Amsterdam to kurwy, że w tym kraju żyją sami bezbożnicy, ludzie lekkich obyczajów, a wszyscy przyjeżdżający tu Polacy to bydło. Spotkałam się z tym na kilku blogach z Holandią w tle i wciąż nie umiem tego pojąć, dlaczego powielamy te zakorzenione w nas stereotypy, uprzedzenia i plotki? Dlaczego?

A może to coś jest nie tak ze mną? Że mnie ten kraj fascynuje, że chcę poznawać niderlandzką kulturę w wtopić się w tłum, a nie na każdym kroku wyróżniać się akcentem, podejściem do życia, lolkiem w ręce czy podniesionym głosem? Nie dając szansy temu krajowi i pielęgnując w sobie stereotypy nie dajesz szansy samemu sobie. Na co? Na rozwój, na przygodę, na naukę... Czasem na domkach pracowniczych, kiedy opowiadałam innym o tym, że kocham Holandię Polacy uśmiechali się z politowaniem, a ja czułam się jak odludek ciesząc się na weekend w pociągu w drodze do nieznanego...


Krew się we mnie gotuje jak Rodacy narzekają na ten kraj, jak skarżą się na zarobki, jak naśmiewają się z Holendrów (których nie nazywają inaczej jak Wiatrakami, ciekawe jak w takim razie Holendrzy powinni nazywać nas? :P ), ludzie, skoro tak Wam jest tutaj źle to CO WY TU JESZCZE ROBICIE? Przecież nikt nikogo nie zmusza do pobytu tutaj? Gotowi na zmierzenie się z największymi absurdami tego kraju i najgorszymi stereotypami?

AMSTERDAM JEST BRUDNY

No jest, a nasze polskie miasta to niby co? Lśnią? Sory wery, ale nie! Więc nie mówcie, że w Polsce by to nie przeszło, skoro wszyscy dobrze wiemy, że nawet gdyby stolica Holandii zatrudniała specjalne wojsko do sprzątania na bieżąco to nikt nie byłby w stanie ogarnąć tego motłochu... Amsterdam jest jednym z najchętniej odwiedzanych stolic w Europie (w czy swój udział ma oczywiście etykietka miasta seksu, rozpusty i marihuany), więc nie ma możliwości, żeby było czyste. Wiecie jak wyglądają przyautostradowe kible w Niemczech? Są brudne. W Polsce kible czyste, ale płatne. Gdyby były darmowe wyglądałyby tak samo i gorzej jak w Niemczech. Skąd wiem? Wystarczy poczytać w jakim języku są hasła w Niemczech. 

NA CZERWONĄ ULICĘ CHODZĄ TYLKO FACECI/ BYŁAM JEDYNĄ KOBIETĄ W TYM MIEJSCU

Poza Hamburgiem nie słyszałam nigdy, żeby zabronili kobiecie wejść na De Wallen. Owszem, jest tam sporo mężczyzn, zazwyczaj więcej niż przedstawicieli płci pięknej (nie licząc oczywiście witryn), ale kobiety spacerują po ulicy także... I fakt, niektóre panny w oknach nie należą do zbyt urodziwych, ale jak to mówią każda potwora znajduje amatora, a o gustach się nie dyskutuje, więc nie mi to oceniać. Żenujące, że miasto zarabia na seksie? Tak naprawdę tytuł najbardziej wyuzdanego miasta w Europie Amsterdam zdobył dopiero w XX wieku. Zdziwieni? No gdzie wcześniej purytański, protestancki kraj z wielkimi oknami stworzonymi po to, żeby każdy mógł z ulicy obserwować praworządność Holendrów mógł stać się Stolicą Seksu? Te wszystkie gadżety, knajpki w De Wallen, atmosfera zepsucia i rozpusty generują ogromne zyski dla miasta - Holandia potrafi to doskonale wykorzystać. A przecież nie od dziś wiadomo, że to co nas podnieca to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa to wtedy sukces jest.



W AMSTERDAMIE/ W HOLANDII SĄ SAME ĆPUNY

Serio? Jak to możliwe, że będą tam kilka razy nigdy nie zapaliłam? Ani moi znajomi z którymi tam byłam też nie? A może nie byłam w Amsterdamie? Owszem, widywałam ćpunów i uzależnionych od marihuany w Holandii. Na dworcu w Amsterdamie jednak nigdy nie spotkałam się z żadnym z nich, za to w Polsce a i owszem. Może miałam po prostu szczęście, aczkolwiek z grupką fanów marihuany spotkałam się na innym dworcu - w Hadze. Fakt: w Amsterdamie jest multum coffeeshopów. Ale to nie znaczy, że wszyscy do nich chodzą! Grzech być w stolicy Holandii i nie zapalić? Nie! Mnie tam wystarczy zapach unoszący się z zielonych przybytków, już sam ten odorek odstrasza mnie od kofików. Skończcie wmawiać ludziom, że wszyscy ćpają, mam wrażenie, że każdy ocenia podług siebie. Jaką miarą Ty mierzysz taką i Ty zostaniesz zmierzony ćpunku.

POLACY W HOLANDII TO SAME BURAKI

Taaaa,  nie generalizujmy, że wszyscy. Co mnie doprowadza do szału jeśli chodzi o PL w NL dobrze wiecie, a przynajmniej nietrudno się domyśleć. Czasem czytam komentarze naszych Rodaków i myślę sobie Boże, widzisz i nie grzmisz! Buractwo lęgnie się w Polsce i ciągnie za granicę, no niezły towar eksportowy mamy, serio pierwsza klasa! Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby oczyścić atmosferę w tym kraju. Tzn wiem, ale to się nie stanie. Nie w tym życiu i nie w tym świecie. Ok, odejdźmy od tego punktu zanim napiszę coś, czego bym potem żałowała...

BO W HOLANDII WIECZNIE PADA/ JEST ZIMNO

O wow! A w Polsce to co przepraszam nigdy nie pada? W Niderlandii tak to jest, że jeśli jeszcze dziś nie padało to za chwilę zacznie, a potem znowu jest dzień i znów świeci słońce. I kiedy zaczyna lać (lać jak z cebra a nie jakiś kapuśniaczek) wtedy typowy Holender zatrzymuje swój rower, wyciąga z plecaka pelerynę i spodnie przeciwdeszczowe, ubiera się i jedzie dalej. Wymuskana businesswoman zadziera spódnicę, żeby założyć te spodnie, szczelniej wiąże kaptur, żeby nie zmoczyć idealnej fryzury i jedzie dalej. Bez spiny. Ja lubię deszcz. I nie tylko ja. A to, że jest zimno? Nawet w Hiszpanii bywa. Wszędzie na świecie biednym wieje wiatr w oczy. 

HOLANDIA NIE JEST ŁADNA/ HOLANDIA JEST PŁASKA (NIE MA GÓR)
Oczywiście, że Holandia nie jest ładna! Jest piękna! Urokliwa, pełna słońca, wiatru we włosach, kanałów, rowerów i miłości. Nie wszystko w Holandii jest płaskie, a jeśli zależy Wam na różnicach poziomów wybierzcie się pociągiem z Nijmegen do Amsterdamu i bacznie obserwujcie co się dzieje za Utrechtem! Holandia ma też dostęp do morza, prawdziwego morza, a nie umownego jak Polska, ma wydmy, góry (no dobra ponadprzeciętne wzniesienia np. w Nijmegen, Maastricht, Noorbeek), rzeki (w tym trzy najważniejsze/ największe: Waal, Nederrijn i IJssel), piękne, charakterystyczne starówki i ładne, oświetlone mosty. 

Rozumiem doskonale ludzi, którzy zachwycają się Hiszpanią, Portugalią czy Włochami. Zapewne są to piękne kraje, popularne, jeśli chodzi o wakacje, morze, turystów, egzotyczne rośliny i w ogóle super są. Dla mnie pięknym krajem jest Holandia i zupełnie nie rozumiałam nigdy (dalej nie rozumiem) takiego pełnego litości uśmiechu ludzi, którym mówię, że kiedy pierwszy raz przyjechałam do Holandii przyjechałam NA WAKACJE i NIE DO PRACY.


WSZYSCY PRZYJECHALIŚMY TUTAJ DLA PIENIĘDZY

Wiem, jestem wyjątkowa. Dla mnie pieniądze to rzecz nabyta, owszem ważna, ale do pobytu tutaj nie najważniejsza. Mnie urzeka tutejsza atmosfera, podejście do życia, poziom życia, dostępność wielu produktów, za którymi tęskniłam i tęskniłabym w Polsce.

Podoba mi się to, że ten kraj jest przystępny cenowo (no dobra niekiedy!) i nie ma sztucznej ekskluzywności rzeczy, co zawsze śmieszy mnie w Polsce (kawa w Starbucksie kosztuje 20 zł?! Tutaj małe latte to koszt zaledwie 3€...), ajfon za kilka tysi? Tutaj to koszt góra kilkuset erłów, podobnie Conversy, ciuchy projektantów i ładne rzeczy dla domu. Głupi przykład: pewnego dnia odwiedził mnie tutaj mój dobry znajomy. Poszliśmy do jednego z najtańszych sklepów (tak sobie myślę, że to niderlandzki odpowiednik polskiego Pepco) i oglądaliśmy świeczniki i wazony. Nagle mój znajomy widząc cenę wielkiego wazonu krzyknął głośno. Wazon kosztował 3,99 €, podczas gdy on za identyczny zapłacił w Polsce 30 zł... Takie przykłady mogłabym mnożyć i mnożyć. Lepiej jest zrobić zakupy za 100 € w Holandii niż za 100 zł w Polsce, taka prawda. Za 15 € obkupisz się w Lidlu na cały miesiąc, a w nadwiślańskim kraju miodem i mlekiem płynącym? W sumie to nawet już nie wiem...

Dla mnie Holandia jest miejscem, w którym nie muszę wpisywać się w ramy. Lubię różowy kolor? Ok, nikomu nic do tego, w co się ubieram. Masz ochotę na zielone włosy? Spoko. Kolczyki, tatuaże, przekonania, anonimowość. Możesz to nazwać znieczulicą, ale wierz mi lub nie, jeśli masz ten komfort, że ludzie wiedzą o Tobie, tylko tyle ile im powiesz nie zatęsknisz już za miejscem, w którym każdy wie o Tobie wszystko nawet lepiej niż Ty sama...

HOLENDERSKI JEST OKROPNY/ TRUDNY/ BRZYDKI/ STRASZNY/ WSTAW TU SOBIE COKOLWIEK

Fakt, nie jest to najpiękniejszy język na świecie. Fakt numer dwa: sprawia mi on wiele, wiele trudności i z ulgą mówię zawsze Sorry, I do not speak dutch.  Niderlandzki to taki miks niemieckiego z angielskim, coś w deseń pijany (bezzębny) Anglik mówi po niemiecku... Możesz wieszać psy na języku, ale i tak powinnaś pamiętać, że granice Twojego języka są granicami Twojego świata i zawsze warto znać języki obce. A niderlandzki? Mnie tam nie przeszkadza. A innym? Jeśli nie chcesz zostać tutaj na stałe nie musisz się uczyć - wszędzie bez problemu dogadasz się po angielsku. Tylko pamiętaj, żeby się uśmiechać ;)



DLACZEGO HOLANDIA?

Tak samo zapytać mogę inne blogerki: dlaczego Norwegia, Szwajcaria, Niemcy, UK? Na każdym inny kraj robi takie, a nie inne wrażenie. Być może moje podejście do Niderlandii byłoby całkowicie odmienne, gdybym trafiła tu po raz pierwszy w innym czasie, z innego miejsca, w innych okolicznościach. Możliwe, że gdybym poznała Niderlandię od tej strony nigdy nie chciałabym w tym kraju zostać i nie byłoby tego bloga. Nie wiem tego. I nigdy już się nie dowiem.

Zresztą nie chcę wiedzieć. Mnie w tym kraju jest po prostu dobrze. Tyle w temacie, dlatego Holandia.


Sztuka życia. Hi ho, let's go!

Sztuka życia. Hi ho, let's go!

Najgorzej zacząć – mówią. Może i tak, ale zdarza się, że najtrudniej jest wytrwać. Albo, że najtrudniej jest wrócić. Do czegoś. Np. do czegoś, co bardzo się lubiło. W natłoku codzienności, bieganiny z pracy do domu i z domu do praca zatraciłam swoje ulubione czynności. Typu pisanie. A może i słusznie? Nie wiem. Wiem jedno – moje lekkie pióro bawi się gdzieś teraz dobrze daleko ode mnie.

Dlatego też długo czekałam na odpowiedni moment, żeby zacząć. A właściwie wrócić. Czekałam na moment idealny, który przecież nie istnieje. Odkładałam na później i później powrót do blogowania – to później miał określać szablon idealny, nazwa idealna, ale im dłużej myślałam, tym bardziej wszystkie nazwy były zajęte, a moja głowa pękała w szwach. W pracy na przemian popadałam w euforię i nie mogłam się na niczym skupić, byle tylko sprawdzić, czy owa domena jest zajęta, czy nie…
Ale czy to tak naprawdę się liczy? Czy to ważne, jak profesjonalnie wygląda Twój blog? Nauczyliśmy się, że blog musi być minimalistyczny, przejrzysty, wszystko na jedno kopyto. Że dobór fontów i kolorów jest najważniejszy. Że na blog trzeba zarabiać, że musi być zakładka współpraca… A gdzie podziała się po prostu przyjemność z samego blogowania?
Może to tylko moje odczucia, że wszystko jest takie samo, wszyscy mają identyczne meble kupione w Ikei, wszyscy kochają biel i wszyscy są minimalistami mającymi super prosperujące własne biznesy. W Polsce.

Ja nie. Nie mieszkam w Polsce, od tego zacznijmy. Mieszkam w kraju, w którym zakochałam się 11 lat temu. I który jest trudnym krajem do życia – powiedzmy to sobie szczerze. Można kochać emigrację i nienawidzić. Po której stronie Ty jesteś?
Tak, żyję na emigracji, nie pracuje w #korpo w Mordorze na Domaniewskiej. I jest mi z tym dobrze. Wcale nie musisz czuć się gorsza, jeśli nie masz tego wszystkiego, co pokazuje instagram. Nie podróżujesz i kariera nie ma dla Ciebie znaczenia. Za to młodo wyszłaś za mąż i jesteś szczęśliwa.
Masz dużo więcej niż Ci się wydaje. Spokój ducha. Może i Twoja praca w Holandii nie jest najwyższych lotów. Może ciężko pracujesz fizycznie. Może w brudzie, pyle i kurzu. Może w upałach i deszczach. Nie zawsze mamy to, czego chcemy. W dobie mody na minimalizm i kochanie swojej pracy często zapominamy o tym, że praca marzeń nie zawsze da nam poczucie  bezpieczeństwa i spełnienia.
Dystans to zen. Dla coś porównywalnego do osiągnięcia stanu nirwany. Dystans to klasa, spokój i niezapominanie np o tym, że po robocie nie gadamy o robocie :) Kiedy ostatnio byłaś ponad tym? Kiedy ja byłam? Nie wiem, nie pamiętam, ja bywam. Niekiedy. Zawsze wtedy, kiedy osiągam stan słodkiego, niewzruszonego zen myślę sobie - czy przejmowanie się czymś takim uczyni mnie lepszą i szczęśliwszą? Jakie będą dla mnie wymierne korzyści? Z plotek nie ma korzyści nigdy. Ze wzruszenia ramion owszem. Dlatego dziś właśnie tego Wam życzę - dystansu. We wszystkim.
I tak na koniec – myślę, że dziś jest dobry dzień na nowy początek. A właściwie powrót.
Co do nazwy – myślałam i myślałam… Aż w końcu trafiłam na ten artykuł Head Divided. Dla mnie to jedno słowo jest dosyć oczywiste.
Niepospolita.

Dziś jest dobry dzień na nowy start. Tak sobie postanowiłam, poza tym nie ma co czekać, nic się nie wydarzy dopóki nie zaczniesz o to walczyć. Tak bardzo chciałam napisać, że to był jeden z tych idealnych poranków - obudziło mnie poranne słońce, z uśmiechem na ustach zeszłam do kuchni celebrować swój kawowy rytuał przy delikatnych porannych nutach dobiegających z radia. Tak bardzo chciałam zacząć idealnie, jak z obrazka. Walczyłam ze sobą, z szablonem, z czasem, z kodem, ze wszystkim. Spinałam się i próbowałam. Zapomniałam przy tym o najważniejszym.
Że najważniejsze to zacząć pisać.
Miłego dnia.

Simona. 


Copyright © 2014 NIEPOSPOLITA NL , Blogger