ŚWIAT Z SZAFY

ŚWIAT Z SZAFY


Gdyby żył obchodziłby dziś swoje 119 urodziny. Zmarł tydzień przed swoją 65 rocznicą urodzin. Urodził się w irlandzkim Belfaście, jako drugi syn Alberta i Flory Lewisów. O jego życiu opowiada film „Cienista dolina” z 1993 roku z Anthonym Hopkinsem w roli głównej.

C. S. Lewis, bo o nim mowa studiował na uniwersytecie oksfordzkim, gdzie zdobył nawet tytuł najlepszego studenta w Anglii, a także wiele państwowych wyróżnień. Interesował się literaturą renesansową i średniowieczną. Do tego stopnia, że został pierwszym w tej dziedzinie profesorem w Magdalen College w Cambridge.  Poznał tam twórcę „Władcy Pierścieni”, J. R. R. Tolkiena, z którym później długo się przyjaźnił. Wraz z Charlesem Williamsem należeli do Wielkiej Trójki The Mythpoetic Society, czyli nieformalnego towarzystwa intelektualistów oksfordzkich.

Najbardziej znanym dziełem Lewisa są Opowieści z Narnii. Cykl siedmiu książek traktujący o baśniowej krainie ukrytym w szafie i w obrazach. Dziś podawana jako klasyka literatury mówi tak naprawdę o oderwaniu się od rzeczywistości, ucieczce od zniszczonej wojną Anglii, choć nie obiło się bez krytyki, zwłaszcza, jeśli chodzi o kwestie równości płci i seksizmu. Najbardziej kontrowersyjną w tej kwestii bohaterką jest Zuzanna, która pewnego dnia zostaje z Narnii wykluczona gdyż dorasta i zaczyna interesować się chłopakami (po niewinnym pocałunku z filmowym Kaspianem Aslan mówi jej, że już nie wróci do Narnii). Zuzanna zresztą długo nie wierzy w mityczną krainę w szafie, a w końcu uważa ją tylko za dziecinną mrzonkę i wyobrażenie.

Inna kwestia dotyczy kolejności książek w cyklu. Sam autor nie numerował ich. Obecnie przyjmuje się numerację zgodną z datami wydań wydawnictwa Harper Collins.

W magicznej Narnii rządzi król Lew Aslan, jednakże nie niepodzielnie i dzieci pomagają mu odzyskać władzę i zażegnać kryzys. Głównymi bohaterami cyklu jest czwórka rodzeństwa Pevensie – Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Towarzyszą im wspomniany już wcześniej Lew Aslan, książę Kaspian, Biała Czarownica, Eustachy i Zuchon. W Narnii splatają się ze sobą motywy chrześcijańskie, mityczne, starogreckie oraz celtyckie. Na szczególne wyróżnienie zasługują tu motyw chrześcijańskie właśnie - w literaturze nie brak odwołań do życia Jezusa Chrystusa, nawoływań do zachowania czystości i niewinności. Wiele także mówi się o zazdrości i pożądaniu rzeczy bliźniego swego.
Nazwa mitycznej krainy pochodzi od włoskiego miasteczka Narni.

NARODOWE DNI SZTUKI W HOLANDII

NARODOWE DNI SZTUKI W HOLANDII

niepospolita.nl

Discover art – doesn’t it sound like a sentence from another book about slow life? Well, it turns out, that sometimes this is that thing we really need nowadays. In these times of rat races, pragmatism, minimalism and living for later – you may not believe it, but there still so many Poles in the Netherlands, who decided to live somewhen later – it’s very important to stop for a while, go to the museum, see something new, like exhibition or at least check some exposure or performance. Thanks to Teodozja and Jolanta from T&J Muurschilderingen, we had recently this pleasure to participate the National Days of Art in the Netherlands (Nationale Kunst Dagen).

Obcowanie ze sztuką – czyż nie brzmi to jak zdanie z kolejnej książki o slow life? Okazuje się jednak, że właśnie tego czasem naprawdę potrzebujemy. W dobie bieganiny, pragmatyzmu i życia na potem – a możecie mi wierzyć, w Niderlandii wciąż wiele, wiele Polaków żyje na potem! – bardzo ważne jest, żeby choć na chwilę się zatrzymać, pójść do muzeum, zobaczyć jakąś ekspozycję, albo chociaż wystawę. Dzięki Teodozji i Jolancie z T&J Muurschilderingen mieliśmy ostatnio przyjemność uczestniczyć w Narodowych Dniach Sztuki w Niderlandii (Nationale Kunst Dagen).

So once upon a Saturday we jumped into a car and reached Nieuwegein, where NKD where placed, even before the whole event has started. Exposure was made in an old factory, which was an excellent background for it. The large hangar was divided into numbered boxes, in which each artist could present himself. Art in every form - hence, apart from the paintings, you could admire beautiful photos, sculptures, lamps, and finally wooden ornaments.

W pewną deszczową sobotę wsiedliśmy w samochód i jeszcze przed otwarciem wystawy dotarliśmy do Nieuwegein, gdzie NKD miały miejsce. Wystawę zorganizowano w starej fabryce, która stanowiła doskonałe tło dla ekspozycji. Wielki hangar podzielony został na ponumerowane boksy, w których każdy artysta mógł się zaprezentować. Technika i forma dowolna – stąd też poza obrazami można było podziwiać przepiękne zdjęcia, rzeźby, lampy, czy w końcu drewniane ornamenty.

niepospolita.nl

niepospolita.nl

Many installations have naturally inspired us to create something of our own, but also to simply lose ourselves in what we see and experience. We could make small talks with every artist, ask questions about inspirations, time spent on making these masterpieces or find out, where they get their ideas from… One of the girls we met there told us, that she creates one painting during more than hundred hours! Here you can check out why. There were a few paintings we couldn’t take our eyes off, but there were also some of them, which seemed to shout for your attention.

Wiele instalacji w naturalny sposób zainspirowało nas do stworzenia czegoś swojego, ale także do tego, żeby po prostu zatracić się w tym, co widzimy i czego doświadczamy. Z każdym z artystów można było porozmawiać, zapytać go czym się inspiruje, jak długo maluje, skąd czerpie pomysły… Jedna z dziewczyn powiedziała nam, że jeden jej obraz powstaje w ponad sto godzin. Tutaj możecie sprawdzić, dlaczego. Były też dzieła, od których nie można było oderwać wzroku oraz takie, które krzyczały do Ciebie z daleka. 

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

Teodozja and Jolanta showed two paintings, which were directly related to the Netherlands. In the corner of the big depot was a special exhibition named  Nederland Kunst Land (Holland Country of Art), where many artists exhibited their paintings inspired by this country. Therefore, you could admire here windmills, canals, and sunsets under the dutch open sky. Teodozja performed Molen (Windmill) and Klompen (Clogs aka wooden shoes). These two are very characteristic for us, Poles. There is another thing, why you should check out T & J Muurschilderingen - their paintings have hand-made, personalized frames. Each is different, tailored to the painting.

Teodozja i Jolanta wystawiły dwa obrazy związane bezpośrednio z Niderlandią. W kącie hali zrobiono specjalną wystawę pod tytułem Nederland Kunst Land (Holandia Kraj Sztuki), w którym wielu artystów wystawiło swoje obrazy inspirowane właśnie Niderlandią. Stąd też podziwiać było można wiatraki, kanały i zachody słońca na niderlandzkim niebie. Nie zabrakło też tradycyjnego niderlandzkiego open sky. Teodozja wystawiła Molen, czyli wiatrak i Klompen, czyli klompeny, czy też drewniane chodaki. Dwa bardzo dla nas, Polaków charakterystyczne symbole. T&J Muurschilderingen charakteryzuje też jeszcze jedno – ich obrazy mają ręcznie robione, personalizowane ramy. Każda jest inna, dopasowana dla danego obrazu.

niepospolita.nl
tutaj możecie zobaczyć, jak powstają obrazy Teodozji. To jeden z moich ulubionych obrazów, a także jeden z najczęściej docenianych przez Holendrów.
Here you can see where and how Teozdozja is creating.  This is one of my favorite paintings, and also one of the most appreciated by the Dutch people.
niepospolita.nl
Każdy obraz Todzi jest przemyślany w najdrobniejszym szczególe - najpierw szkic, potem farby
All we will remember and keep is a lot of memories, inspirations and of course photo. Unfortunately, many artists only agreed to make personal use photos. Hence, I leave you with a few links and a sincere invitation to discover some art!

Zachowaliśmy z tej imprezy wiele wspomnień, inspiracji i zdjęć. Niestety wielu artystów zgadzało się tylko na zdjęcia na własny użytek. Stąd też zostawiam Was z kilkoma linkami oraz serdecznym zaproszeniem do obcowania ze sztuką

AKWARELE FERNAND THIENPONDT polecam zajrzeć na jego prace. Przez cały czas trwania wystawy pan Thienpondt dopracowywał jedno ze swoich dzieł.  
CARINE MEUNIER od jej obrazów nie można oderwać wzroku. Zwłaszca od jednego. Co ciekawe Carine sprzedaje tylko kopie swoich obrazów opatrzone specjanym certyfikatem. 
MARINA CLEIREN przepiękne twarze, spójrzcie tylko na jej Michelle Pfeiffer! I bardzo miła kobieta.
KIM WIGGERS młoda dziewczyna, która poświęca na jeden obraz ponad sto godzin. Efekt jest taki, że zastanawiasz się, czy to jeszcze obraz, czy już zdjęcie. 
JOANNA SMOLARZ polski akcent. W pamięć zapadł nam obraz pary kąpiącej się w rzece (tutaj). 
DIDO DESIGN kobieta, która rysuje graficzne twarze. Jej dzieła spodobają się fanom pop - artu, ale także osobom, które szukają podobizny idola do pokoju nastolatka. 
ELS KRANENDONK również portrety. Tymrazem każdy obraz utrzymany w innej kolorystyce.
HANNEKE RIJKS cuda z drewna! I ciekawe wariacje na temat kostki rubika. 
MARGA BOOGAARD - ceramika

Listę wszystkich zobaczyć możecie tutaj - Nationale Kunst Dagen
KUP PAN ROWER W NIDERLANDII

KUP PAN ROWER W NIDERLANDII

niepospolita.nl

Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego, niż kupienie roweru w Niderlandii. Wiecie, trochę to paradoks, ale ja na swój rower czekałam bardzo długo. O ile mój pierwszy rower tutaj zdobyłam raczej szybko, o tyle po przeprowadzce i rozpoczęciu studiów roweru dorobiłam się dopiero pod koniec października. Masakra, co? Nie móc kupić roweru w kraju rowerów! Nie żeby nie było ich pod dostatkiem...

W samym Nijmegen jest chyba z dziesięć sklepów, gdzie mogłabym swoje dwa kółka zakupić... W ramach oszczędności postanowiliśmy jednak szukać w internecie. Co wcale nie jest takie proste, pomijając już fakt, że niektórzy Holendrzy chyba nie wiedzą jak używać aparatu, albo nie znają opcji "obróć w prawo/ lewo"... Albo to, że rower pojawił się 10 minut temu, dzwonisz, a oni mówią, że sprzedane...

niepospolita.nl

Jednym z największych problemów jeśli chodzi o Niderlandię i rowery są kradzieże. Sama słyszałam kilka opowieści w stylu "Nie chciało mi się wracać z imprezy pieszo..." i wierzcie mi lub nie to wcale nie są przypadki odosobnione. Już na pierwszych zajęciach z Dutch History & Culture mój wykładowca powiedział nam, żeby nasze kłódki w rowerach były większe niż rowery :D Pół żartem, pół serio, ale coś w tym jest.
Kradzione rowery trafiają potem masowo na marktplaats (holenderski odpowiednik Allegro) i są sprzedawane za 1/5 wartości. Ty cieszysz się, że masz tani rower, ale wcale może nie być Ci do śmiechu, jeśli pewnego dnia skontroluje Cię policja. A powodem może być choćby niesprawne światło. Mnie kiedyś zatrzymała, kiedy wracałam do domu w bardzo późnych i ciemnych godzinach wieczornych, żeby zapytać "Czy się nie boję" :)

Warto dobrze się zastanowić, zanim napalicie się za rower, który jest podejrzanie tani. Nie mówię o wszystkich przypadkach, ale warto podejść do szukania na spokojnie. Przejrzyj wiele ofert, zapisz numery, zadzwoń, zapytaj, kiedy można rower zobaczyć, czy sprzedający ma jakieś dokumenty poświadczające własność (np. paragon), jeśli nie czy nie ma nic przeciwko podpisania umowy kupna sprzedaży. Jeśli już oglądasz rower na żywo koniecznie sprawdź numer ramy! (na samym spodzie ramy) Jeśli nie jesteś pewien czy sprzedający ma czyste intencje poproś kogoś o pomoc i przez telefon przedyktuj mu numer ramy, jeśli okaże się, że jest bazie rowerów kradzionych lepiej zrezygnuj z transakcji... Strona do sprawdzania czipów i numerów ram tutaj.
niepospolita.nl

Nie skreślajcie też ofert rowerów, które nie są do końca sprawne. Mój rower miał przebitą oponę (a właściwie dętkę, bo opona była dobra) i dlatego kupiłam go poniżej 100 euro. 
Oczywiście nie każdy tani rower jest kradziony! Czasem ludzie po prostu kupują coś elektrycznego, czasem po prostu chcą za symboliczną kwotę "oddać w dobre ręce". Rozsądek powinien być z Wami! I kiedy w końcu zauważycie coś godnego uwagi nie bójcie się napisać! Wystarczy proste "Hi, I am interested to buy your bike, can you tell me... (tu wstaw cokolwiek, np. kiedy mogę go zobaczyć, jaki jest wysoki, w jakim jest stanie, czy ma pan dokumenty, czy możemy podpisać umowę kupna sprzedaży/ papiery etc).
  • when and where I can see it?
  • how tall is this bike?
  • everything works properly?
  • do you have any documents on this bike? Any bill or something?
  • can we sign an agreement/ do you mind to sign some papers?
Jak sporządzić umowę kupna - sprzedaży po niderlandzku? Można poszukać w internecie (aan-/verkoopovereenkomst fiets), oczywiście, ale można także napisać ją samemu. Kilka zwrotów przydatnych (dzięki uprzejmości naszego holenderskiego kolegi):

  • verkoper – sprzedający
  • koper – kupujący
  • fietsgegevens - dane o rowerze
  • naam (en voorleter) - imię i nazwisko (inicjały imion)
  • geboortedatum - data urodzenia
  • straat - ulica,
  • huisnummer - numer domu
  • plaats – miejscowość
  • postcode - kod pocztowy
  • documentnr identititeit bewijs - numer dowodu osobistego
  • (ewentualnie numer telefonu (telefoonnummer) lub obywatelstwo (nationaliteit))
  • merk en type - typ i marka
  • bouwjaar - rok (produkcji, lub wiek)
  • framenummer - numer ramy
  • de verkoopprijs bedraagt - cena
  • datum - data
  • handtekening - podpis

Niderlandia to rowerowe zagłębie, mówi się, że w Amsterdamie jest więcej rowerów niż ludzi. Grzechem byłoby nie mieć rowera w Holandii, po pierwsze rowerzyści mają tu ogromne prawa (co czyni ich strasznie pewnymi siebie, nic mnie bardziej nie wnerwia na drodze niż to, że nie patrzą na drogę i przejeżdżają na czerwonym "bo przecież mają pierwszeństwo"), po drugie oszczędzacie na benzynie i PARKINGACH (parkometry uliczne w Nijmegen liczą sobie 2 euro za niecałą godzinę...), a po trzecie któż nie lubi jeździć na rowerze i czuć, że wszystko zależy od niego?
Ja lubię. Pozdrawiam :)
niepospolita.nl

JESIEŃ W NASZYM OBIEKTYWIE

JESIEŃ W NASZYM OBIEKTYWIE

niepospolita.nl
„Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad!” powiedziała pewnego razu Ania Shirley do Maryli. Ciężko się z nią nie zgodzić.
Wszak październik to chyba najpiękniejszy jesienny miesiąc – we wrześniu jeszcze nie jest tak pięknie i kolorowo, a w listopadzie już nie jest tak pięknie i kolorowo. Wykorzystując wspaniałą pogodę wybraliśmy się na jesienny spacer. Na tropie kolorowych liści, żołędzi i kasztanów towarzyszył nam nasz aparat, stąd też zapraszamy dziś na spacer po niderlandzkiej wiosce przystrojonej w jesień.

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

A Wy? Lubicie październik? 
O CZYM KOBIETA W HOLANDII PAMIĘTAĆ POWINNA

O CZYM KOBIETA W HOLANDII PAMIĘTAĆ POWINNA


Słyszeliście kiedyś o różowym podatku? Albo zastanawialiście się kiedyś dlaczego produkty dla małych dzieci, są takie drogie? Na przykład buty, w których maluch i tak chodzić nie będzie, założysz mu je raz, czy dwa zanim z nich wyrośnie, a kosztują krocie… Dlaczego? Odpowiedź jest banalna – bo w zdecydowanej większości i tak je kupisz. Różowy podatek, to różnica w cenie kosmetyków damskich i męskich.

Termin ten wymyśliły kiedyś brytyjskie aktywistki, które porównały ceny produktów damskich i męskich i stwierdziły, że rożowe rzeczy są droższe. Co ciekawe dotyczy to nie tylko kosmetyków, ale i jednorazowych golarek, ubranek dziecięcych, a nawet leków. Co więcej, każda z nas ma wiele osobnych produktów – masz żel pod prysznic, szampon, odżywkę, piankę do golenia nóg etc, podczas gdy nasi mężczyźni często używają 2 w 1 -  szampon i żel pod prysznic w jednym, pianka do golenia i balsam w jednym. Czy my naprawdę jesteśmy aż tak wymagające? Czy kobieta w Niderlandii wyda więcej niż mężczyzna?
Z pewnością, jeśli scrapujesz, robisz projekt – life czy planujesz niestandardowo wydasz więcej, zwłaszcza w Hemie albo Actionie ;) Dziś jednak nie o tym. A o produktach, o których w Niderlandii każda kobieta pamiętać powinna.

Po pierwsze i najbardziej oczywiste - kobieta potrzebuje przede wszystkim płaszcza przeciwdeszczowego! To stale wyposażenie torebek, plecaków i torb na laptopy. Ja sama mam swój przy rowerze, choć bardzo rzadko go używam. Zazwyczaj zaciągam tylko kaptur na głowę i delektuję się zapachem powietrza podczas deszczu. A mokre ubrania? Przecież i tak zaraz zaświeci słońce! Oczywiście może być i parasolka, ale płaszcz jest dużo praktyczniejszy podczas jazdy na rowerze.

NIEPOSPOLITA.NL


Po drugie? Zawsze powinnaś mieć drobne w portfelu. Drobne przydadzą się, kiedy zechcesz kupić bilet autobusowy, albo spodoba Ci się świecznik w sklepie z używanymi rzeczami. Nie musisz mieć przy sobie za dużo, bo w Niderlandii bardziej będzie Ci potrzebna karta płatnicza (obowiązkowo maestro!). Jak masz kartę nie zginiesz.

Numer trzy. Od którego mogłam w sumie zacząć, to dowód osobisty. Nieważne, czy schodzisz sprawdzić pocztę, czy chcesz wyskoczyć do pobliskiego sklepu po warzywa tylko na pięć minut. Musisz mieć jakikolwiek dokument potwierdzający Twoją tożsamość. W Niderlandii kary za nieposiadanie dowodu bądź paszportu są bardzo wysokie, sto euro piechotą nie chodzi, także warto pamiętać o dowodzie nawet, kiedy chcecie sobie pobiegać w parku!
NIEPOSPOLITA.NL

Holendrzy są na ogół bardzo zorganizowani i mało spontaniczni, raczej nie liczcie na entuzjastyczne przyjęcie, kiedy wpadacie znienacka na kawę, bo akurat mieliście po drodze… Stąd też obowiązkowo u każdego na wyposażeniu jest kalendarz. Czy to torebkowy, czy ścienny agenda musi być! Zalety torebkowego kalendarza znają chyba wszystkie kobiety i to dużo lepiej niż ja, która korzystam z niego okazyjnie. Kalendarz ścienny ma w wielu niderlandzkich domach specjalne miejsce - takie, które jest codziennie (i często) odwiedzane. Nie zdziwcie się więc, kiedy zobaczycie kalendarz... w łazience lub toalecie!

Rower! Oczywiście trzeba mieć rower w Holandii. Nie dość, że łatwiej i szybciej się gdziekolwiek dostaniesz, to jeszcze wyrabiasz sylwetkę, zażywasz świeżego powietrza, same plusy! Czy to zwykła damka, czy to pospolity góral czy stylowy omafiets rower w Holandii to must have!

NIEPOSPOLITA.NL

A co jeśli chodzi o typowe kosmetyki? Z pewnością w Waszych torebkach powinna znaleźć się pomadka ochronna. I grzebień – tutaj co chwilę wieje wiatr, dlatego warto mieć w zapasie spinkę do włosów, albo gumkę. Przyda się też kieszonka na karty zniżkowe i lojalnościowe, które są w każdym niemal sklepie.


 A na koniec najważniejsze. Każda (!!!) kobieta w Niderlandii powinna mieć… ŁEB NA KARKU!


5 KONT NA INSTAGRAMIE, DZIĘKI KTÓRYM SPODOBA CI SIĘ NIDERLANDIA

5 KONT NA INSTAGRAMIE, DZIĘKI KTÓRYM SPODOBA CI SIĘ NIDERLANDIA

niepospolita.nl

Ja uwielbiam Niderlandię. Bardzo, bardzo mi się podobają niderlandzkie miasteczka, godzinami mogłabym przeglądać zdjęcia kanałów i odbijających się w nich domów. To było to, co zauroczyło mnie w tym kraju na samym początku – urok. Czyż te wysokie, strzeliste kamieniczki z wielkimi oknami nie są przepiękne? 

Od jakiegoś czasu jestem fanką Instagrama. Mój Mr Right śmieje się za każdym razem, kiedy robię zdjęcie, albo kiedy odpicujemy coś w domu – już wstawiłaś na instagrama? Instagram jest prostszy niż fejsbók, nie ma aż tylu reklam, więc nie trzeba przekopywać się przez całe to gówno, żeby trafić na coś, albo coś znaleźć. Zdecydowanie częściej publikuję na instagramie. Fejsa przeglądam tylko raz w tygodniu ;)

Uwielbiam profile o niderlandzkiej tematyce. Godzinami mogłabym przeglądać zdjęcia kanałów, morza, mostów, żaglówek i open sky. Stąd też pojawił się pomysł na taki wpis – może ktoś z Was zacznie obserwować niderlandzkie piękno z równym zachwytem, co ja. Interesuję się kulturą Niderlandii, zwiedziłam mnóstwo miejsc, mieszkałam w kilku prowincjach, stąd też zazwyczaj bez problemu odgaduję miasto lub miejsce, gdzie fotka została zrobiona. To zresztą jedno z moich ulubionych ćwiczeń na obudzenie – zgadywanka na podstawie charakterystycznego punktu. Czasem przeglądając instagramowy feed niderlandzki planuję wycieczki, czasem przypominam sobie minione wakacje i czasy. Poniżej 5 wybranych kont, które pokazują, jaka Niderlandia jest piękna.
  1. Een wasbeer, czyli szop pracz. Niesamowity profil. Autorka działa głównie w Amsterdamie i Amersfoorcie, ale często można znaleźć u niej fotki z domkami łudząco podobnymi do tych niderlandzkich, ale… znajdującymi się np. w Niemczech :D 
  2. Wonderful_holland. To chyba mój ulubiony profil. Dzięki niemu dowiedziałam się o mnóstwie przepięknych miejsc w Holandii. Każde zdjęcie jest dokładnie opisane, skąd jest i z jakiego profilu pochodzi. Jeśli robicie zdjęcia w Holandii wystarczy obserwować ten profil, a zdjęcie otagować hashtagiem #wonderful_holland. To też mój ulubiony profil do łamigłówek z miastami i miejscami.
  3. ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• Wonderful_Holland is proud to present one of today's Featured Photos. ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 🇳🇱🏆 @robin.oelschlegel 🏆🇳🇱 ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• Location: Zaanse Schans (NH) ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• Please visit her/his amazing gallery and show some support •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• For a chance to be featured please 🌷Follow @wonderful_holland 🌷Tag #wonderful_holland Selected by @jose0051 •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• Check out @wonderful_worldshots ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• #wonderful_worldshots #netherlands #nederland #holland #dutch #landscape  #nature #cityscape #city #cityview #europe #travel #postcard #landscapes #landscapephotography #landscapelovers #cities #building #architecture  #sunset  #sky #clouds #trees #beautiful #wonderful #world #zaanseschans #windmill ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••
    Post udostępniony przez Wonderful Holland 🇳🇱 (@wonderful_holland)
  4. Iamsterdam. Jak można się domyślić tutaj znajdziemy głównie zdjęcia z Amsterdamu. 
  5. Post udostępniony przez I amsterdam (@iamsterdam)
  6. Instamsterdammer. Może mało tu zdjęć typowych dla Niderlandii, ale można tu znaleźć dużo ciekawostek dotyczących tego kraju.
  7. Post udostępniony przez Jan (@instamsterdammer)
  8. Hollandonscreen i NL.online. Dwa konta, które ripostują zdjęcia innych ludzi. Nie mniej jednak fajnie widzieć te zdjęcia zebrane w jednym miejscu.
  9. Post udostępniony przez Netherlands 🇳🇱 (@nl.online)

Szukając zdjęć z Niderlandii warto użyć hashtagów: #gramthedam i po prostu #nederland. A jakie profile Wy lubicie przeglądać?

DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE

DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE


Najpierw fakt - nie należę do osób raczej systematycznych. Do wielu rzeczy musze się zmuszać i o wielu sobie przypominać na kilka sposobów. Dlatego też zakładając bloga i publikując w sieci wiedziałam, że nie będzie mi łatwo. Słabo zarządzam sobą w czasie, pracuję na etacie, do tego dochodzi czasochłonny remont. Chciałam jednak znów zacząć blogować, żeby ćwiczyć. 

Ćwiczyć siebie, swoją systematyczność i... wytwałość. Jak już pewnie wiecie miałam kilka dłuższych, lub krótszych romansów z pisaniem, wciąż jednak nie byłam na tyle wytrwała, żeby stworzyć jakąś swoją markę. Taki miałam zamiar dwa lata temu, kiedy po napisaniu i obronie pracy magisterskiej założyłam wyczekiwanego bloga. Jak zapewne wiecie nic z tego nie wyszło, a miała być platforma portfolio.

Dlatego też zakładając w sierpniu niepospolitą nie nastawiałam się na wiele. Nieoczekiwanie na pomoc przyszedł mój mąż Mr Right. I jeszcze kilka wspaniałych osób, które wspierają moje pisaniny, pytają co, kiedy i ile napisałam. Chcę Wam podziękować, że jesteście. Że jesteście wytrwali. Bardziej niż ja i że czekacie na moje wpisy, opowiadania i przemyślenia. Ja powoli wracam do pisania. Tworzę szkice, chcę zapełnić, a docelowo przetłumaczyć tego bloga. 

Przede mną wiele pracy, ale jestem zmotywowana. Mówiąc o czynmś przed ludźmi liczysz się z tym, że będą Cię rozliczać. Wiem. Dlatego o tym mówię. Spodziewajcie się powrotu Simonki Piszącej :)

Miłego dnia!
NIJMEGEN - NAJSTARSZE MIASTO NIDERLANDÓW

NIJMEGEN - NAJSTARSZE MIASTO NIDERLANDÓW



Nijmegen jest jednym z ciekawszych miast Niderlandii.  Sama nie wierzę, że to napisałam, bo nie mogłam się doczekać, aż się z tego miasta wyprowadzę, ale trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że Nijmegen jest ciekawe. Dlaczego? Trudno szukać tutaj płaskich przestrzeni, strzelistych kamienic, mostów i kanałów. Nawet wiatraki są tylko dwa na całe miasto.



Pierwszy raz zetknęłam się z Nijmegen w 2009 roku. Nie polubiłam tego miasta, nie pasowało mi do Holandii, jaką znałam. Wcześniej byłam w Holandii trzy razy, ale za każdym razem właśnie w Holandii, czyli prowincjach zachodnich. Nijmegen należy do prowincji Gelderland (Geldria) i znajduje się na wschodzie Niderlandii. Blisko stąd do Niemiec, zresztą wiele pracujących w Nijmegen i okolicach ludzi mieszka właśnie w Niemczech. Ze swojego pierwszego pobytu zapamiętałam parking dla rowerów i pub dla gejów. Może dlatego, że pierwszy raz widziałam całujących się mężczyzn (na żywo). Szczerze powiedziawszy bardziej podobało mi się wtedy pobliskie Wijchen, w którym mieszkałam. Po kilku tygodniach zapomniałam o Nijmegen. Następne wakacje spędziłam już we Vlaardingen, w prowincji Holandia Południowa. 
Kiedy poznałam mojego męża wciąż byłam studentką. W Polsce, w Łodzi. Jak nietrudno się domyślić życie i związek na odległość było dosyć ciężkie. Dlatego też pojawił się pomysł wyjazdu na Erasmusa i kontynuacja studiów w Holandii. Nie bez przeżyć, ale udało się. Stałam się studentką Radboud University Nijmegen.




Wcześniej przeglądałam zdjęcia tego uniwerka i raczej mi się nie podobał. Nie było to zamczysko jak np. Uniwersytet w Liege, w Belgii, który także rozważałam. Charakterystyczna wieża przypominała jednak jeden z budynków toruńskiego uniwersytetu, na którym studiował MR RIGHT, więc uznałam to za dobry znak. Gdybym miała porównać Nijmegen do jakiegokolwiek polskiego miasta to byłby właśnie Toruń. Zarówno Nijmegen, jak i Toruń to miasta nad rzeką, do którego wjeżdża się po ogromnym moście, a z okna samochodu widzisz most kolejowy (analogicznie z okna pociągu). Toruń leży nad Wisłą, a Nijmegen nad rzeką Waal, która jest dopływem Renu. Choć właściwie nie wiem, jak to nazwać - czy dopływ to dobra nazwa? Ren przekracza granicę niemiecko - holenderską w Spijk, a koło Nijmegen jest najszerszy, to tam rozdziela się na trzy części - Waal, Dolny Ren i Ijssel.




Nijmegen jest najstarszym miastem Niderlandii. To jest fakt, choć o koronę najstarszego miasta walczyło kilka miast, np. Maastricht, Dordrecht i Lejda. Spacerując po Nijmegen nietrudno nie zauważyć, że miasto jest stare. Stare są budynki, ulice i znaki. Już na wjeździe do miasta zostajemy poinformowani, że to jest de oudste stad van de Nederlands. Pierwsza, historyczna nazwa Nijmegen to Oppidum Batavorum. Miasto powstało ok. 5 roku n.e., ale dopiero około 98 roku otrzymało nazwę i prawa miejskie od rzymskiego cesarza Trajana. Nijmegen ma więc bardzo bogatą historię – od Cesarstwa Rzymskiego, poprzez handel hanzeatycki aż do dziś. Sama nazwa pochodzi od słów Novio Magius, czyli nowy rynek.



Na rynku zresztą warto się zatrzymać. To tutaj najłatwiej znaleźć można to, co kojarzy nam się z Holandią – wysokie kamienice, wielkie okna i ozdobne budynki. Z rynku w Nijmegen łatwo można też trafić na bulwar nad Waalem czy na ruiny starych zamków i kościołów. Zdecydowanie najładniejszym budynkiem w tym mieście jest budynek wagi. Waag, stolica nijmegeńskiego handlu średniowiecza, główne centrum dowodzenia jeśli chodzi o ważenie, mierzenie i narzucanie ceł. Jest to renesansowa budowla, prawdopodobnie jedna z najładniejszych w całej Holandii. Według mojego wykładowcy budynki w podobnym stylu można znaleźć także w Skandynawii, nie wiem, nie byłam.


Idąc lub jadąc z rynku na Uniwersytet trafiamy na jeden z dwóch wiatraków – Zwarte Molen, czyli Czarny Wiatrak. Drugi znaleźć można spacerując z rynku lub z dworca w kierunku dworca autobusowego Nijmegen Dukenburg.



Specjalnie piszę o tych wiatrakach, bo ja na początku nie potrafiłam ich znaleźć i Nijmegen widziało mi się raczej jako bardziej niemieckie niż niderlandzkie miasto. Zresztą podobnie uważał także MR RIGHT :) W Nijmegen nie ma też charakterystycznej dla Niderlandii równiny, tutaj możemy spotkać równie i nierównie pochyłe i nie ma depresji! Nijmegen jest stałym lądem i oprócz humorów Waal z niczym nie musi się zmagać. Pod nijmegeńskimi domami nie ma pali (no, może pod niektórymi), które zapobiegałyby osuwaniu się domów, nie ma tu też żadnych szklarni z tulipanami (te z kolei można znaleźć w pobliskim Lent). Pisząc o historii miasta nie sposób nie wspomnieć, że Nijmegen zostało zbombardowane w czasie II Wojny Światowej. Alianci myśleli, że to już Niemcy i zrzucili bomby właśnie na Nijmegen. W związku z tym ucierpiał słynny most nad Waal. Jest to jedyny taki most w Holandii.


Ja w Nijmegen studiowałam. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie fakt, że znajduje się tam Uniwersytet. Radboud University Nijmegen jest czwartym co do wielkości uniwersytetem w Niderlandii. Do 2004 roku był uniwerkiem katolickim, wciąż jednak mottem RUN jest szczęśliwie w imię Boga. Uniwersytet w Nijmegen powstał dlatego, że kościół katolicki chciał mieć swój uniwersytet. Nijmegen wygrało z Tilburgiem, Maastrichtem (znowu!) i Den Bosch. Sześć lat temu Radboud zajął 136. miejsce w światowym rankingu uniwersytetów. Także Uniwersytet ucierpiał podczas II Wojny Światowej -  został zbombardowany, kilu wykładowców trafiło do Dachau.


Zrobił się już całkiem długi wpis, a ja wciąż nie opisałam dumy Nijmegen – Parku Goffert. Park jest ogromną, zieloną połacią w samym sercu miasta. To tutaj odbywają się koncerty, targi i wszelkie większe eventy. To tutaj zagrali w tym roku Gunsi. Można tu znaleźć urokliwe zakątki, pomniki, ale także mnóstwo spokoju. Uwielbiałam biegać z rana w parku Goffert. Zwłaszcza, że mieszkałam blisko parku. Lubiłam to - ja - typowa Sowa sama z siebie wstawałam wcześnie rano, ubierałam się i wychodziłam na zewnątrz żeby tylko pooddychać tym wspaniałym, rześkim powietrzem! Było wspaniale. Warto było zwlec się z łóżka kilka godzin wcześniej, rozpocząć dzień wcześniej! Nie mówię, że jutro, ale pewnego dnia po prostu #ruszdupęzrana i delektuj się wchodem słońca. Są piękniejsze, magiczniejsze niż zachody!



Ok, teraz już na podsumowanie – co warto zobaczyć w Nijmegen?

  • Oczywiście rynek, budynek Waag i warto przespacerować się w dół uliczki (za rogiem znaleźć można też kilka czerwonych witryn). 
  • Bulwar nad Waal. 
  • Park Goffert
  • Muzeum rowerów Velorama (do znalezienia na bulwarze nad Waal – Waalkade)
  • Kościół św. Stefana. Można do niego trafić z rynku, jego wieżę widać z daleka. Kościół otwarty jest np. w poniedziałek rano. Można tam znaleźć pozostałości po niderlandzkiej walce z kościołem – Iconoclastic revolt, czyli wszystkie święte figurki mają pourywane głowy.
  • Muzeum Valkhof. Dla tych, którzy interesują się historią Starożytnego Rzymu. 


Dla tych, którzy szukać będą holenderskości polecam kanał w Nijmegen. Łączy on dwie niderlandzkie rzeki – Waal i Maas (Moza). Znaleźć go można kierując się na osiedla Neerbosch lub Zwanenveld.

Odwiedzilibyście Nijmegen?

MARZENIA O HOLANDII.

MARZENIA O HOLANDII.


W pewną lipcową noc przemierzałam na rowerze senny Obdam. Śpieszyłam się, było już późno, a ja następnego dnia musiałam wstać wcześnie i pójść do pracy. Noc była ciepła i jasna. Jasna, dzięki przepięknie oświetlonym oknom mijanych przeze mnie domów. Zaciekawiona zerkałam w piękne przystrojone witryny.
Rodziny, całe rodziny zbierały się przy stolikach kawowych i kominkach, żeby wypić po szklance jenevera (to dorośli) i gorącego kakao (to dzieci). Zbierali się, żeby porozmawiać, pograć w karty, pobyć razem. Zatrzymywałam się czasem, żeby popatrzeć. Siedzieli w kręgu, wszyscy razem, śmiali się, ucztowali, cieszyli się sobą. Żadnych komputerów, telefonów, tylko ożywiona rozmowa en face. Offline. To było jedno z tych doświadczeń, kiedy uświadamiasz sobie, jak bardzo Holendrzy różnią się od Polaków, jak bardzo nasze kultury i religie wpisały nas w ramy postępowania, a także myślenia.

Och, jak ja lubiłam te swoje niderlandzkie wojaże! Rowerem pod osłoną nocy w Niderlandii nie bałam się nigdy. Moja wyobraźnia w tej kwestii chyba teraz jest żywsza. Lubiłam też otwartość Holendrów, niezasłonięte okna, blask świec na parapetach i urok lampek choinkowych właśnie w lipcowe noce. Przypominały mi, jak w wiele grudniowych nocy szłam przejść się po Opolu i skręcałam w ulicę Czaplaka, żeby spojrzeć w witrynę kawiarni Book a Coffee.
Zawsze było tak pięknie, jak z bajki - często na zewnątrz był śnieg i zima, a po tamtej stronie światełka, ludzie siedzący na miękkich kanapach, z kubkiem pysznej kawy w ręku, czasem sami, z książką, a czasem wtuleni w siebie. Lubiłam przystanąć przed tą witryną i uśmiechać się sama do siebie widząc zakochane pary wpatrzone w siebie jak na pierwszej randce (co nie znaczy, że później ludzie już tak nie patrzą!). Piękne dziewczyny w wielkich, wełnianych swetrach oversize z idealnymi kreskami na powiekach i paznokciami pomalowanymi na czerwono, w jeansach i karmelowych kozaczkach albo w leginsach w śnieżynki i tych śmiesznych emo butach. I ich mężczyźni o mocno zarysowanych szczękach, z dwudniowym zarostem, i wielkimi, błyszczącymi oczami. Mężczyźni o silnych rękach, z błyszczącymi zegarkami na nadgarstkach, ubrani w luźne bluzy i jeansy. Uśmiechnięci i wpatrzeni w swoje dziewczyny, czasem trzymali je za ręce, a ich uściski były pewne i władcze, widać było, że nie widzą świata poza sobą. Single pewnie też by się znalazły, ale ja stałam i marzyłam, że pewnego dnia też usiądę tam z ukochanym i będziemy jedną z tych pięknych, wpatrzonych w siebie par. To było najmagiczniejsze miejsce jakie znałam. Bardzo inspirujące.

Takie też były niderlandzkie okna. Biło z nich ciepło, radość i spokój. Wszystkie te pozytywne emocje udzielały się mi - wracałam do domu uśmiechnięta i spokojna. Często później zastanawiałam się, jakie będzie moje niderlandzkie okno. Chciałam, aby na ulicę wychodziło okno z salonu, a nie z kuchni. Chciałam, aby samotny przechodzeń patrząc w moje okno czuł to samo, co ja. Żeby widział dobro, miłość i radość. I żeby trochę mi zazdrościł, tak, jak ja zazdrościłam tym ludziom. Że są otoczeni rodziną, że kochają, że mają tę drugą osobę. Cóż, ja w sennym Obdamie często bywałam sama. Był to mój pierwszy raz, kiedy świadomie wybrałam pokój jedynkę, kiedy przytargałam do niego łóżko z innego pokoju i kiedy pierwszy raz zainspirowały mnie promienie zachodzącego słońca wpadającego przez wielkie okno do mojego pokoju. sama się sobie dziwiłam jak dotąd mogłam żyć w zgiełku akademika, w pokoju, przez który przewijało się mnóstwo ludzi. Podczas juwenaliów w naszym malutkim pokoiku spało osiem osób i normalne poruszanie się po pokoju było raczej niemożliwe. Delektowałam się swoją samotnością i aurą tajemniczości. Delektowałam się tym, że jestem wolna. Oto napisałam i pracę licencjacką i obroniłam się. Oto czekały mnie zmiany i to drastyczne, jak się później okazało, ale wtedy, w lipcu nic się nie liczyło.

Napawałam się rodzinnymi spotkaniami offline, bo sama też wtedy byłam offline. W domku agencyjnym internetu nie było, chodziliśmy więc na sesje pod Spara, ochoczo logowaliśmy w pracy, ja dużo podróżowałam wtedy pociągami. Piękne, minione czasy. Teraz, kiedy myślę o tamtym lecie i spokoju, jaki mi wtedy towarzyszył myślę sobie, że to trochę cisza przed burzą była. Wkrótce bowiem musiałam opuścić senną mieścinkę w Noord Holland. Praca się dla nas skończyła, moje współlokatorki zaczęły ochoczo pakować się do Polski, a ja... Ja nie umiałam się z tym pogodzić. Jak to?! Jest dopiero koniec lipca! Jak to do Polski? NIE!

Opracowałam plan przeprowadzki. Szczęśliwie moja siostra też spędzała wtedy wakacje w Holandii, tam pracy było więcej, postanowiłam się tam przenieść. Rozpisałam wszystko w swoim czerwonym brulionie, sprawdziłam w sieci połączenia, wydzieliłam na podróż część budżetu i spakowałam rzeczy. Było mi smutno opuszczać Noord Holland na rzecz innej, nieznanej mi dotąd prowincji. Czas pokazał, że słusznie - Flevoland nie został moją ulubioną prowincją.


Copyright © 2014 NIEPOSPOLITA NL , Blogger