Disqus for http-www-niepospolita-nl

CHARAKTERYZUJE CIĘ ROZRYWKA, KTÓREJ SZUKASZ.

Brak komentarzy:

Nic nie może przecież wiecznie trwać… śpiewała na niegdyś Anna Jantar. Owszem, nie może, zwłaszcza, jeśli o to nie dbasz. Jeśli zaniedbujesz, nie szlifujesz, jeśli nie używasz. Tak jest ze wszystkim, nic nie jest nam dane raz na zawsze. Także talent. Zgadzasz się? Tak, ja też kiedyś łudziłam się, że jest inaczej, ale życie brutalnie przekonało mnie, że żaden talent nie jest czymś, co się po prostu ma. Jeśli o niego nie dbasz on powoli zaniknie, a kiedy znów będziesz go potrzebowała… Może już nie być tym, czym był. Dlatego…

Dbaj o siebie, o to, czym obdarzył się Bóg. Pamiętam, że kiedyś bardzo lubiłam to robić - pisałam w każdej wolnej chwili, zapisywałam zeszyty, serwetki i paragony, a karteluszek wysypujących się z mojego kalendarza nie sposób było zliczyć. Było to dla mnie tak mega naturalne, że po prostu wena przychodziła, a ja w całości oddawałam się jakże błogiemu tworzeniu… Na fali tego powstał blog, najpierw taki typowo przemyśleniowy lifestyle, gdzie opisywałam otaczającą mnie rzeczywistość czasem przeplatając to jakąś zmyśloną publicystyką lub beletrystyką.  Z czasem pojawił się drugi, już bardziej ukierunkowany, z jednym tematem przewodnim etc… I kiedy wydawać by się mogło, że już wiem w jakim kierunku pisarskim chcę iść coś nie zagrało.


Nawał obowiązków, pracy a przede wszystkim chyba wypalenie sprawiły, że zaprzestałam pisania. Jak to?! Zapytasz, jak osoba, która kochała pisać nagle poczuła się tym wypalona i przestała to robić? Przestałam pisać gdzieś między wkuwaniem terminów ekonomiczno – administracyjnych po angielsku, pracą zarobkową, przeprowadzką, a podróżami po Niderlandii. Przestałam pisać na… kilka lat! Oczywiście wciąż powtarzam sobie, że jeszcze kiedyś do tego wrócę, skoro zawsze przychodziło mi to z taką łatwością, ale zawsze jest brak czasu, bo to tylko jakieś tam hobby, bo remont. 
Oczywiście – magiczne – JAK TYLKO… (wstaw tu sobie cokolwiek) to znowu zacznę pisać. Tak myślałam ja, której talent pisarski doceniony został przez wszystkie moje polonistki, a także Królową Matkę UO. W międzyczasie wiele osób, które znam, albo, których nie znam, a którym pisanie nie przychodziło tak lekko zrobiły ogromne postępy. Rozwinęły się blogi, instagramy, czasopisma, pojawiły się publikacje, a ja zostałam gdzieś daleko w tyle.

Zaniedbałam swój talent, a więc nie pisze mi się już tak lekko, jak kiedyś. Mąż podsunął mi ostatnio świetny artykuł dotyczący pewnej, jakże barwnej kobiety, która robiła furorę na Mundialu. Czytałam i zachwycałam się, nie tyle bohaterką artykułu, co stylem pisania twórcy. Czytając co ciekawsze fragmenty na głos mówiłam mężowi, że sama kiedyś potrafiłam tak pisać – używać malowniczych, niesztampowych porównań, żonglować tytułami filmów, cytatami i związkami frazeologicznymi. I wtedy padło TO pytanie. Kiedyś potrafiłaś, a teraz już nie? Dlaczego już nie piszesz? Właśnie, dlaczego? Nie, nie chcę się użalać nad sobą, sama zaprzepaściłam tę łatwość i lekkość tworzenia tekstu pisanego, ale Ty nie musisz popełniać tego błędu.


Masz jakiś talent? To dbaj o niego! Znajdź dzisiaj czas na rozwijanie swoich pasji, na coś, czego może od dawna nie robiłaś. Poświęcanie się czemuś, co lubisz robić to nie marnowanie czasu na bzdury, jak zwykli mówić Ci ludzie pracy. To, że masz pasję wiele o Tobie mówi. Człowieka charakteryzuje rozrywka, której szuka. Jakiej rozrywki Ty szukasz? Czy to, na co poświęcasz swój czas jest wartościowe? Rozwija Cię w jakiś sposób, czy raczej zamula?

Miłego dnia! Buziaki!


CZYTAJ DALEJ

NIE WYSZŁO Z PRACĄ ZA GRANICĄ I CO TERAZ?

Brak komentarzy:

Możliwe, że po części wynika to z tego, jaką ja jestem osobą, a po części z faktu, że byłam dość młoda, kiedy pierwszy raz przyjechałam do Niderlandii. No i nie sposób wspomnieć o tym, że nigdy nie trzymałam się jednego sprawdzonego biura, ale w każde wakacje testowałam inne, co pozwoliło mi na sprecyzowanie swoich oczekiwań co do pracy, ale także na na luksus, jakim było nie godzenie się na coś, co było dla mnie złe. 

Nie, żebym nie chciała znaleźć jednego, dobrego, sprawdzonego biura pośrednictwa pracy, do którego wracałabym w każde wakacje! Szukałam takiego, ale kiedy pierwszy raz myślałam, że znalazłam okazało się, że biuro rozwiązało umowę z pracodawcą, do którego chciałam trafić, a później, kiedy znów myślałam, że to już to biuro okazało się, że zmieniono koordynatora, a o tym, jak koordynatorzy (zwłaszcza) polscy wpływają na Twój wyjazd do Holandii możesz poczytać tutaj. Szukałam i szukałam i tak stałam się bardziej świadoma swoich praw i tego, czego mogę oczekiwać. W większości przypadków jest niestety tak, że biura wykorzystują Twoją niewiedzę, lęk oraz po prostu chęć zarobku i stosują różne techniki zastraszania pracowników jak: kary, szantaże, niezgodne z prawem umowy, czy w końcu brak pracy, co zmusza pracownika do dwóch rzeczy – 
  • służalczej pracy za marne pieniądze, mieszkania w złych warunkach i krótko mówiąc zaciskania zębów
  • zniechęcenia do Holandii, wręcz wypaczenia sposobu postrzegania tego kraju, powrót do Polski i frustrację z powodu słabego zarobku.

Zacznijmy jednak od początku – jak szukać pracy za granicą? Pisałam już o tym na blogu, więc odsyłam Cię do tego posta, przypominając jednocześnie o dwóch podstawowych rzeczach. Ustal swoje priorytety i nie nastawiaj się na wiele. Jeśli jedziesz do pracy pierwszy raz, lub w nowe miejsce nie oczekuj zbyt wiele i przygotuj się do tego zwłaszcza mentalnie. O pakowaniu przeczytasz tutaj. Piszę tam o regule dwóch walizek, które sprawdzają się całkiem nieźle, kiedy coś, a dokładniej praca, lub współpraca nie idzie po Twojej myśli lub zgodnie z planem, czy też wcześniejszymi ustaleniami.

PRZEZORNY ZAWSZE UBEZPIECZONY
  • Dokładnie i najlepiej dwa razy przeczytaj umowę w polskim biurze pośrednictwa pracy, zanim ją podpiszesz. Podkreśl sobie najważniejsze punkty i pamiętaj, że podana stawka jest stawką brutto, czyli od podanej kwoty będziesz musiała zapłacić podatek. 
  • Zadawaj pytania. Jaki to rodzaj pracy? Jak się dostanę do pracy? Samochód? Rower? Pociąg? Ile osób jest zakwaterowanych w tej lokalizacji? Czy można zamykać drzwi na klucz? Jak mam się zabezpieczyć przed kradzieżą? Co z ubezpieczeniem zdrowotnym? Co w razie braku pracy? Na jak długo jest to praca i ile godzin możesz się spodziewać?
  • Zapisz, z kim podpisałaś umowę – imię nazwisko, numer telefonu i mail. Możesz też, choć ja nigdy tego nie robiłam, poprosić i numer i nazwisko przełożonego danej osoby. 

ODRÓB PRACĘ DOMOWĄ
  • Zanim wyjedziesz sprawdź, w jakim rejonie Niderlandii leży dana miejscowość, obecnie mamy wiele wspaniałych narzędzi jak Google Maps, gdzie często można nawet obejrzeć daną lokalizację, więc zrób to. Znajdź i zapisz sobie jakie większe miejscowości są w pobliżu lokalizacji, do której jedziesz.
  • Sprawdź czy, i jakie są w pobliżu stacje kolejowe. Mapę Holandii z liniami kolejowymi znajdziesz tutaj. Można ją pobrać i wydrukować. Tutaj wersja online.
  • Jeśli chcesz znajdź i zapisz jakie inne biura pośrednictwa pracy są w danym rejonie. Zapisz ich adresy, numery kontaktowe etc. Wydrukuj swoje cv. Nie masz pewności, czy w razie problemów będziesz miała gdzie to zrobić. Opracuj plan awaryjny.

KIEDY JESTEŚ JUŻ NA MIEJSCU
  • Zacznij od punktu pierwszego z tej listy. Pozwoli Ci to ocenić jak daleko masz na pociąg, czy w razie problemów/ przeprowadzki będziesz musiała wynająć taksówkę. Zapewne wiesz już, dlaczego dwie torby są najbardziej optymalną opcją? Pamiętaj, że masz tylko dwie ręce!
  • Dowiedz się czy ktoś pracuje tam, gdzie Ty. Zadawaj pytania, ale pamiętaj, że przekaźnik przekazu sam jest przekazem, to komuś się podoba lub nie, nie znaczy, że w Twoim przypadku będzie tak samo. 
  • Wszelkie choroby i wolne omawiaj nie tylko z koordynatorem, ale także (a nawet przede wszystkim) z szefem w miejscu pracy. Koordynator (w większości przypadków) nie ma interesu w tym, żebyś to akurat Ty dalej pracowała w danym miejscu pracy, a szef i owszem. W końcu już jakiś czas tam jesteś, czegoś już się nauczyłaś.
Kiedyś potrzebowałam wrócić na kilka dni do Polski. Kiedy powiedziałam o tym koordynatorce powiedziała, że nie ma problemu, ale nie wiadomo, czy będę miała pracę jak wrócę. W pracy porozmawiałam z szefem i bez problemu mogłam wrócić po kilku dniach. Oczywiście nie spodobało się to mojej koordynatorce, która już zaplanowała inną osobę na moje miejsce.
  • Jeśli pracy jest mało, a Ty nie dojeżdżasz z kimś – tzn masz własny samochód lub rower – zapytaj pracodawcę czy możesz robić coś dodatkowo. W większości przypadków nie ma z tym problemów. Możesz też zapytać w biurze pośrednictwa pracy, czy nie trzeba sprzątać im biura, albo czy inny pracodawca nie szuka kogoś na nadgodziny.
  • Oczywiście w granicach rozsądku! Pamiętaj, że od pieniędzy zarobionych w ramach „nadgodzin” musisz zapłacić większy podatek, jeśli nie chcesz pracować dłużej za trzy € na rękę przekalkuluj to. Więcej pracy sprawdza się zwłaszcza wtedy, kiedy tęsknisz za domem i nie masz co ze sobą zrobić.

NIE MAM PRACY, CO TERAZ?
  • Najpierw skontaktuj się z koordynatorem w Holandii. Możliwe, że uczestniczyłaś w trzytygodniowej akcji, ale znajdą Ci coś innego. Mnie zdarzyło się to dwa razy. Za pierwszym razem pomogła interwencja w Holandii, za drugim razem interwencja w biurze w Polsce. Jeśli to nie pomoże zadzwoń do polskiego biura. Zapytaj czy mają inne oferty i gdzie. 
  • Jeśli mieszkasz w rejonie gdzie jest dużo pól/ szklarni/ hal przejdź się po okolicy i popytaj może uda Ci się znaleźć pracę bezpośrednio?
  • Jeśli znajdziesz pracę blisko miejsca zamieszkania, albo w obrębie dotychczasowego biura wspaniale. Jeśli musisz się przeprowadzić zaplanuj to. Jeśli to blisko możesz poprosić kogoś ze współlokatorów, jeśli mają własny samochód, albo wynająć taksówkę. Możesz dojechać taksówką na dworzec. Sprawdź rozkłady jazdy na ns.nl. Możesz zapytać na fejsbuku czy ktoś zajmuje się tego typu rzeczami, jednak radziłabym być ostrożna w tej kwestii.
Pamiętaj, że skupiam się tutaj głównie na pracy wakacyjnej, a więc takiej z zakwaterowaniem oferowanym przez biuro pośrednictwa pracy. Inaczej rzecz ma się, kiedy musisz opuścić lokację, a nie masz ani pracy ani innego mieszkania.

  • Hotel nie wchodzi w grę?
  • Może ktoś z Twoich znajomych wynajmuje mieszkanie (albo ma własny dom)?
  • Zapytaj na fejsie (w ostateczności).
Pamiętaj, żeby zawsze zabepieczyć się finansowo i... być dobrej myśli! Powodzenia!

CZYTAJ DALEJ

PIERWSZY PRZYJAZD DO PRACY W HOLANDII. CO ZROBIĆ?

Brak komentarzy:

OK, udało się! Praca pewna jest, pan z busa już dzwonił, walizki spakowane, a Ty pełna nerwów zastanawiasz się, czego mogłaś zapomnieć. Przeraża Cię perspektywa spędzenia tak długiego czasu za granicą, w końcu nie wiesz, czego się spodziewać. Gdzie trafisz? Jak będzie? Pierwszy raz? Znam to.  

Szybki poradnik na dziś. Nierzadko ludzie przyjeżdżają do Holandii i czują się zagubieni, nie wiedzą co ze sobą zrobić, nie wiedzą jak wygląda życie w Niderlandii, a pierwszy tydzień to niekończący się ciąg coraz dziwniejszych zdarzeń :) Doskonale pamiętam każdy swój pierwszy tydzień w Niderlandii, jak ciężko było czasem się dostosować, albo zawrzeć znajomości (a raczej nie należę do osób nieśmiałych, zwłaszcza za granicą) ale poniższe 8 rzeczy, absolutne must do po przyjeździe do Niderlandii! Zaznaczam, że to poradnik dla ludzi przyjeżdżających do Niderlandii w celach zarobkowych, oraz głównie dla tych przyjeżdżających na wakacje

1. SPACER PO OKOLICY

Zakładam, że sprawdziłaś wcześniej w google maps w jakim rejonie Niderlandii leży dana miejscowość i jakie większe miasta są w pobliżu. Na pierwszym spacerze znajdź: supermarket (obojętnie jaki, czy to będzie Jumbo, Albert Heijn, Dekamarkt, Boni, C1000, Spar, Lidl czy jakikolwiek inny gdzie możesz kupić jedzenie?), przystanek autobusowy albo stację kolejową i zorientuj się do jakich miast możesz dojechać bezpośrednio, bankomat (chyba nie trzeba tłumaczyć?), ewentualnie jakieś centrum handlowe ;) Zwiedzając okolicę na spokojnie nie tylko poznasz miejscówkę, ale także znajdziesz co najmniej pięc dróg powrotnych do domu ;)

2. OSWÓJ SIĘ Z NOWYM MIEJSCEM ZAMIESZKANIA: 

     - kuchenka gazowa czy elektryczna? To samo czajnik.
     - ile jest łazienek i gdzie są? Czy toalety są osobno + ile ich jest
     - gdzie jest lodówka, która półka jest Twoja? Wypakuj rzeczy.
     - pralka. Gdzie jest pralka? I gdzie są środki czystości, czy każdy kupuje na własną rękę czy jest jakaś składka? Jeśli tak to jaka?
     - sprzątanie: grafik? 
     - hasło do wi -fi
     - ile osób w ogóle z Tobą mieszka?
     - jeśli palisz zorientuj się gdzie można palić!

3. DAJ SIĘ POZNAĆ I POZNAJ INNYCH!

Ile osób z Tobą mieszka? Czym się zajmują, gdzie pracują i w jakich godzinach? Jest ktoś, kto pracuje tam, gdzie Ty? Sama zapewne najlepiej wiesz, żeby z granicą nie ufać ludziom bezgranicznie i nie opowiadać każdemu historii swojego życia, zapamiętaj, że wszystko, co powiesz może zostać wykorzystane przeciwko Tobie! Zorientuj się z kim dzielisz pokój, kto ceni ciszę i spokój a kto jest rozrabiaką?

4. WYBIERZ SIĘ DO POBLISKIEGO MIASTECZKA

Poznawaj okolicę, odkrywaj nowe miejsca, kto wie, może poznasz kogoś nowego, albo odkryjesz fajne miejsce? Zwiedzaj i poznawaj Holandię.

5. WYŚPIJ SIĘ! :)

Tak, bez snu ani rusz, zwłaszcza, jeśli masz ciężką pracę. Zdarza się, że trzeba wstać bardzo wcześnie - najbardziej ekstremalny przypadek jaki znam to wstawanie o 3. 30 żeby zdążyć na pociąg do pracy (która notabene zaczynała się o 6). Weź pod uwagę godzinę wstawania i nie przesiaduj przed kompem do północy. Wysypiaj się! 

6. PRZYGOTUJ JADŁOSPIS

W pierwszym tygodniu, ba, nawet w pierwszych dwóch, a jeśli to Twój pierwszy wyjazd to nawet w czterech pierwszych tygodniach nie zobaczysz wypłaty! Dlatego ważne jest zrobienie jadłospisu i używanie zapasów z Polski. Najtańszymi marketami z jedzeniem są w Niderlandii Aldi i Lidl - wróć do punktów 1 i 4 jeśli jeszcze żadnego z nich nie znalazłaś.

7. ZAKUP NIDERLANDZKIEJ KARTY SIM

Startery można kupić na każdej stacji benzynowej. Osobiście polecam Lebarę, używam jej i jestem zadowolona. Po kliknięciu w link możecie przejrzeć stawki i aktualne oferty (po polsku!). Inne sieci warte uwagi jeśli chodzi o koszty dzwonienia do Polski to Lycamobile, Ortel czy Telfort.
Często bardzo fajne taryfikatory mają operatorzy z supermarketów, np AH mobile, co więcej punkty zebrane na karcie lojalnościowej można wymieniać na doładowania ;) Myślisz, że nie musisz kupować karty, bo przyjechałaś na krótko? Kupując starter z Lebary i doładowując ją za 10 € zyskujesz 20 (w jednej z ofert), a każde doładowanie ważne jest pół roku. Jeśli wyjeżdżasz tylko na wakacje przed wyjazdem kup jedno (opcjonalnie dwa) doładowania i po pół roku doładuj kartę w Polsce. Zachowasz numer.

Są biura pośrednictwa pracy, które przy rejestracji dają pracownikom startery, zazwyczaj to Lebara lub Lyca, które i tak trzeba najpier załadować.


8. NAJWAŻNIEJSZE: ZAMELDUJ SIĘ!

Zadzwoń lub napisz do koordynatora, że dotarłaś i czekasz na dalsze instrukcje. Zadzwoń do Polski, do mamy/ taty/ chłopaka/ siostry/ brata/ przyjaciółki (niepotrzebne skreślić) do kogolwiek, kto się o Ciebie martwi i powiedz, że dojechałaś szczęśliwie, okolica wydaje się być miła etc.



Punkty nie są ponumerowane według jakiejś ścisłej kolejności,

każdy z Was może je dowolnie realizować. U mnie to zazwyczaj 8, 2, 3, 1 i 5 ;) Chyba, że akurat wyśpię się w busie, na co mam całkiem dobry myk: spakuj się i idź na imprezę do białego rana! Po powrocie spakuj resztę rzeczy (jedzenie + z lodówki + mrożonki) i jeśli bus odjeżdża o 5.00 spokojnie pożegnaj się i wsiądź. Całonocny brak snu da o sobie znać! W razie, gdybyś przespała granicę: w Niemczech zjazdy oznaczone są jako "Ausfahrt", a w Holandii "uit" ;)


Pozdrawiam,
Simona
CZYTAJ DALEJ

WYJAZD DO HOLANDII - JAK SIĘ ZA TO ZABRAĆ?

Brak komentarzy:





Wakacje to niezwykły czas. Z jednej strony kuszą nas wszechobecne zdjęcia znajomych zrobione na jednej z dzikich plaż i mamy ochotę rzucić wszystko i wyjechać np. w Bieszczady, a z drugiej strony wakacje to świetny czas, żeby zdobyć jakiekolwiek doświadczenie zawodowe za granicą. Np. w Holandii. Teraz pojawia się to pytanie: Jak znaleźć pracę w Holandii? Jak zarobić najwięcej w najkrótszym czasie?

Ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Nie ma na to jednego sposobu, przykro mi. Są jednak sposoby na to, jak zabrać się za wyjazd do Holandii tak, aby uniknąć rozczarowania. A przynajmniej zminimalizować je do minimum. Wiem jednak, że czasem nawet najlepsze wskazówki zawodzą. 


Co do mnie - owszem, wiem duzo pierdół o Holandii, ciekawostek, wiem, jak sobie tam poradzić, ale jak znaleźć pracę? Cóż... Nie mniej jednak dla wszystkich tych, którzy tylko na to czekają mam parę rad:

Po pierwsze: Musisz wiedzieć po co chcesz wyjechać.

Do pracy, po pieniądze, dla rozrywki czy dla samej podróży. Oczywiście najlepiej połączyć to wszystko w całość, ale to czasem wcale nie idzie w parze. Dlaczego to ważne? Bo czasem praca jest naprawdę ohydna, czasem jest ciężka, nieprzyjemna, śmierdząca, czasem w okropnych warunkach atmosferycznych. Czasem pracujesz po dwanaście godzin dziennie, czasem tylko po sześć. Wiadomo oczywiście od razu, że za dwanaście dostaniemy więcej pieniędzy. Ale zupełnie co innego przez dwanaście godzin plewić marchew, a co innego przez sześć uśmiechać się zza lady albo pakować talerze do zmywarki. Czasem okropne są warunki mieszkaniowe: brak internetu/ telewizora/ radia, jedna toaleta na kilkanaście nieraz osób, pająki, nieszczelne okna, brudne łazienki, odludzie, kempingi, brak bieżącej wody, okropni sąsiedzi, niepasujące Ci towarzystwo czy w końcu brak wyposażenia - brak pościeli, garnków, talerzy, sztućców itp. Dlatego na początku ustal priorytety i nie zrażaj się okropną pracą, domem na odludziu czy małą ilością godzin. Tak samo, jeśli wiesz, że nie lubisz czegoś robić i będziesz się przy tym męczyć pamiętaj, że zgadzasz się na własną odpowiedzialność. Wszystko to się opłaca, wszystko nas czegoś uczy.

Po drugie: Wiedz na jak długo chcesz wyjechać i od kiedy.

Jesteś gotowy na podróż od zaraz? Tu i teraz? Dzwoni telefon, odbierasz a tu pytanie: "Chce Pan/ Pani jechać do Holandii? Mamy pracę od zaraz. Wyjazd jutro." Decydujesz się? Wiele firm szuka pracowników na stałe, a także na okres trzech lub sześciu miesięcy. Możesz wyjechać na tak długo? Przemyśl też wszystkie ewentualne wydarzenia w kraju, które Cię ominą, ewentualne egzaminy, wesela, festyny i ogniska. Najlepiej szukać ofert typowo wakacyjnych, na krótkie okresy czasu, nierzadko są to wyjazdy krótkie i intensywne z możliwością przedłużenia kontraktów. Jeśli wiesz, że potrzebujesz więcej czasu na przygotowania nie pisz w formularzach "od zaraz". Owszem, najlepiej wpisywać jak najdłuższe okresy dyspozycyjności (wiele firm prowadzi rejestracje internetowe, w niektórych należy zgłosić się osobiście), nie mniej jednak warto zostawić sobie tydzień w zapasie. Zacznij szukać pracy wcześniej.

Po trzecie: Znaj swoją wartość.

Znasz jakieś języki obce? Na jakim poziomie? Odpowiedz sobie na to pytanie szczerze bez fałszywej skromności czy przeceniania możliwości. Niektóre firmy sprawdzają znajomość jezyków obcych podczas rozmów kwalifikacyjnych. Niektóre nie, ale zawsze warto wziąć pod uwagę fakt, że nie zawsze będziemy pracować z Polakami/ wśród Polaków, nie wszyscy Holendrzy potrafią porozumiewać się w języku angielskim (a to Ci nowość! :P), intencje tłumaczy mogą być różne, a przekaźnik przekazu sam jest przekazem. Pamiętaj też, że jesteś tylko człowiekiem, masz prawo popełniać błędy, uczyć się i czegoś nie wiedzieć. Nikt nie może Tobą pomiatać. Miej odwagę mówić o swoich problemach. Nie bój się też prosić o pomoc. Każdy był kiedyś na Twoim miejscu. Jeśli nie wiesz, komu ufać ufaj samemu sobie - intuicji, doświadczeniom, przekonaniom. Czasem wiele wyciągnąć można z przypadkowej rozmowy. Pamiętaj też, że zawsze inaczej postrzegana jest osoba, która zrazu krzyczy i mści się na innych czy robi coś szybko i na odwal a inaczej, która spokojnie prosi o wytłumaczenie czegoś i stara się robić coś dobrze.


Po czwarte: Nie kieruj się opiniami innych.

Bardzo ważna kwestia. Otóż, jak wszem i wobec wiadomo KAŻDY CZŁOWIEK JEST INNY! Co oznacza, że każdy postrzega dane zajęcie inaczej, punkt ten wiąże się z pierwszym - wiedz, czego szukasz! To, że ktoś był niezadowolony z jakiejś firmy/ pracy/ mieszkania nie znaczy, że i Tobie się to nie spodoba i odwrotnie. Innymi słowy - nie sugeruj się! Owszem, fajnie poczytać komentarze w necie i posłuchać znajomych, ale czasem lepiej jest się o czymś przekonać. Nie mówię oczywiście, że to, że biuro ma same złe opinie to ściema, bo zapewne nie bierze się to znikąd, ale często to pobożne życzenia ludzi, którym sie wydawało, że zbiją w Holandii kokosy i brutalne sprowadzenie w dół sprawia, że wyładowują swoją frustrację w taki sposób. Wiele ludzi ma skłonność do przesady, czasem lepiej wszystko przemyśleć na spokojnie. Chcesz przeczytać o moich doświadczeniach w tej kwestii? Zapraszam tu.

Po piąte: Nie nastawiaj się na wiele.

Serio. Owszem, może Ci się trafić praca, która będzie dawać ogromne zyski i zarobisz dużo w bardzo krótkim czasie. I bardzo Ci tego życzę. Nie mniej jednak pieniądze holenderskie nie są łatwym pieniądzem. Nie możesz myśleć, że dostaniesz je ot tak bez żadnego wysiłku. Jeśli nastawisz się na szybką i łatwą kasę możesz się rozczarować, a po co? System płac w Holandii posiada tzw. stawki wiekowe, według których dopiero ukończywszy 21, lub 23 lata dostajesz pełną kwotę. Nie mniej jednak stawki wiekowe są co rok wyższe to bardzo ciekawa kwestia i warto je wziąć pod lupę. Zakładam, że nie jesteś kimś takim jak ja (byle wyjechać i wierzyć w łut szczęścia) i zapoznajesz się z ofertą i tak dalej. Stawki podawane są jako stawki brutto. Może zdarzyć się tak, że przy stawce powyżej 6€ dostaniesz "na rękę" około 3. Bądź na to przygotowany. Warto też notować godziny pracy i sprawdzać rozliczenia - biurom zdarzają się pomyłki aż nadto często. Weź ze sobą pieniądze na start i jedzenie nie tylko na podróż. I miej konto w banku! Holenderskie lub walutowe (ale to chyba oczywiste?) Jeśli chcesz korzystać z karty bankomatowej w Niderlandii sprawdź, czy to karta MAESTRO. 
Bardzo ważne: Jeśli jest to Twój pierwszy wyjazd weź więcej pieniędzy, gdyż pieniądze na konto wpłyną dopiero, kiedy otrzymasz numer BSN (holenderski NIP). W teorii nie możesz zacząć pracy dopóki go nie masz. W praktyce pracę zaczynasz od zaraz (i to dosłownie, zdarza się prosto z busa iść do pracy!!), a ów numer dostajesz po około ośmiu dniach. W teorii jego wyrobienie to pięć minut, a w praktyce można na niego czekać bardzo bardzo długo, nawet do ośmiu (i więcej) tygodni, warto więc przypominać o tym koordynatorom. Jeszcze jedna kwestia: na koncie holenderskim przelewu możesz spodziewać się już w piątek, a na polskim walutowym w poniedziałek.

Po szóste: Kreuj swoją markę.

Bądź elastyczny i nie wybrzydzaj, jeśli przyjechałeś do pracy (pamiętaj o pytaniu numer jeden PO CO JA TAM CHCĘ POJECHAĆ???). Jeśli dowiesz się, że będziesz miał kilka dni wolnego pamiętaj, że o każdej porze może zadzwonić do Ciebie koordynator z możliwością pracy (co zawsze wiąże się z dodatkową kasą) i możesz się zgodzić, albo nie. Wiedz jednak, że jeśli odmówisz kilka razy następnym razem nie będziesz brany pod uwagę kiedy pojawi się jakiś wakat. Jeśli dasz się poznać jako ktoś, na kogo można liczyć (oczywiście w granicach rozsądku - punkt trzeci ZNAJ SWĄ WARTOŚĆ!) na brak pracy raczej nie będziesz mógł/ mogła narzekać. Dobro zawsze powraca.


Po siódme: Łatwiej w pojedynkę.

Przykro mi, ale tak faktycznie jest - łatwiej o pracę jednej osobie niż piątce, to tak jak z autostopem - jedną osobę łatwiej przemycić :P Ciężko mają też pary, aczkolwiek pół biedy, jeśli wystarcza Wam wspólne mieszkanie. Nie namawiam nikogo do samotnych podróży, nic z tych rzeczy. Znam osoby, które zawsze wyjeżdżają w to samo miejsce zawsze ze sporą grupką znajomych i nikt nie wychodzi na tym źle. Ja zawsze jeżdżę sama i też na tym źle nie wychodzę. Może trzeba po prostu sprawdzić obie z tych rzeczy? Nie wiem, ale jeśli chodzi o wakaty to często są pojedyncze. Oczywiście lepiej jest mieć kogoś bliskiego i znajomego ze sobą. Natomiast, kiedy jesteś sam(a) możesz mieć pewność że nie wypłynie żadne Twoje faux pas, wszystko zostaje tam. Kwestia sporna; co tam kto lubi.

Z ostatniej chwili: PO ÓSME: CZYTAJ UMOWY I DECYDUJ SIĘ NA WYJAZD TYLKO NA OKREŚLONE OFERTY.


O co chodzi? Odpowiedź może Cię zaskoczyć, ale nie zawsze to, na co się decydujesz podpisując umowę w Polsce będzie tym, co spotka Cię w Holandii. Z własnego doświadczenia to wiem: podpisałam umowę na ścinkę pomidorów, a wylądowałam na sortowni papryki. A są nawet bardziej spektakularne zmiany. To samo tyczy się ceny za zakwaterowanie; w Polsce mówią Ci o 80 €, a w Holandii okazuje się, że musisz dopłacić prawie 40% tej kwoty!

Wyjazd tylko na określone oferty? Nie ma nic gorszego niż wyjazd bez gwarancji pracy. Mam tutaj na myśli wszelkie oferty jako "skoczki" ;) Zdecydowałam się na to raz. Chciałam po prostu szybko wyjechać, a efekt był taki, że pojechałam do NL w ciemno i w ciągu miesiąca zarobiłam tyle, ile normalnie w tydzień. Jeśli "jakaś tam praca się zawsze znajdzie" to nie jest czas na wyjazd. I wszystko w temacie.

Podsumowanie: Nie chciej byle czego, bo byle co dostaniesz. Wiedz, dokąd zdążasz, jak chcesz zdążyć na czas.

Jeśli chcesz jechać do pracy to wiedz do jakiej (praca to czasem sprzątanie biura przez dwie godziny dziennie, co daje dziesięć godzin tygodniowo, a pamiętaj, że musisz zapłacić za mieszkanie, opłacić i ubezpieczenie i za coś żyć), szukaj samemu, nie nastawiaj się na nie wiadomo co i ucz się języków.

Życzę udanego wyjazdu,
Simona
CZYTAJ DALEJ

JAK INNI WPŁYWAJĄ NA JAKOŚĆ TWOJEGO POBYTU W HOLANDII?

Brak komentarzy:

Często przeglądając fejsbukowe grupy dla Polaków w Holandii natykam się na posty w stylu co powiecie o biurze XYZ? Albo Dziewczyna właśnie wyjechała do ABC i… czasem jest jeszcze stanowczo nie polecam JKL, bo… . Czytając te posty odnoszę wrażenie, że niemal każdy Polak w Holandii jest nieszczęśliwy, bo został oszukany, albo ma niską stawkę, bo przyjeżdża hołota, która się na niską stawkę zgadza i psuje standardy etc… Dlatego dziś opowiem Wam o dwóch biurach pośrednictwa pracy, w których miałam okazję pracować. A właściwie o tym, jak opinia kogoś ma się do Twojej konkretnej sytuacji i jak można z najlepszego biura przejść do najgorszego. Gotowi?

Na początek napiszę, że w większości przypadków decydując się na pracę w Holandii, decydujesz się na pracę przez biuro pośrednictwa pracy. I zazwyczaj jest to bardzo ok., zwłaszcza, jeśli jesteś studentką i nie chcesz wynajmować mieszkania na osiem tygodni, wtedy jeśli ktoś oferuje Ci pracę i jeszcze zakwaterowanie to zwyczajnie w to wchodzisz. Teraz dodam, że wiele jest biur, które nie zajmują się hotelingiem, ale skupiają się tylko i wyłącznie na organizowaniu pracy. I to też jest całkiem ok., jeśli przyjechałaś na dłuższy czas i nie zamierzasz użerać się z tabunem ludzi każdego wieczoru po przyjściu z pracy. Zakładam, że wiesz, jak działa biuro pośrednictwa pracy i przejdę do clue.

Jedno z biur, które opiszę to pierwszy przykład: polskie biuro z odpowiednikiem w Holandii, tabunem ludzi na domkach firmowych plus opieka polskiego koordynatora. Nazwę to biuro L. Drugie, to typowo niderlandzkie biuro, które poza pracą nie ogarnia nic innego, a kontakt jedynie po niderlandzku lub angielsku. I to biuro nazwę M.

I nie, nie piszę tego posta, żeby się skarżyć, ale żeby uczulić Was, że każdy jest inny, że czyjaś opinia nie powinna wpływać na wybór biura pośrednictwa pracy i że często to od innych ludzi, a nie od biura zależy jak czujemy się w danym środowisku.

Kiedy dowiedziałam się, że będę studiować w Niderlandii postanowiłam zdać wszystkie zerówki i przyjechać do Holandii wcześniej, żeby dorobić sobie do stypendium. Mój (wtedy jeszcze) chłopak i jego brat pracowali w biurze L i bardzo sobie to biuro chwalili. Miałam też wcześniej styczność z ludźmi pracującymi przez te biuro i faktycznie nikt się nie skarżył. Poszłam więc do filii w Opolu i zgłosiłam swoją kandydaturę zaznaczając jak zwykle, że mogę wyjechać od zaraz. Przemiły pan w Opolu zerknął na moje długie cv i stwierdził, że ma dla mnie pracę na cebulkach – dużo godzin, praca przyjemna, na siedząco, dla studentki jak znalazł. Przeczytałam umowę dwa razy i podpisałam wszystko.

Do domu dostałam kopię umowy i długopis. Zgrzyt pojawił się, kiedy poinformowałam miłego pana, że mam własny transport do Holandii, ale jakoś to przełknął i dwa dni później trafiłam na północny wschód Niderlandii.

Oczywiście zakwaterowano mnie razem z moim chłopakiem i poinformowano, że mam czekać na smsa, o której przyjedzie po mnie transport do pracy. Minęły trzy dni, zamiast Czekaj o… na… dostawałam smsy o treści Tomorrow free… Nieco zdezorientowana (nie był to mój pierwszy wyjazd do Holandii) i jeszcze bardziej wkurzona wybrałam się do biura L. Dowiedziałam się, że cebulki ruszą w przyszłym tygodniu i że mam czekać. Wynegocjowałam, że za ten tydzień siedzenia w Holandii nie zapłacę.

Po tygodniu darmowego mieszkania biuro L wysłało mnie do pracy. Nie, nie na cebulki, ale do odchwaszczania na pole. Praca to praca pomyślałam sobie i tu dodam – co będzie istotne później – że spośród grupy dziesięciu osób pracujących na tym polu jako jedyna mówiłam po angielsku, więc dodatkowo załapałam się na pracę tłumacza ;) Po trzech dniach na polu rozpadało się na dobre i znów przeczytałam tomorrow free. Deszcz, nie deszcz wybrałam się biura dowiedzieć się co z tymi cebulkami do cholery.

Prawda była – bądź co bądź – okrutna. Byłam po prostu za stara! Na cebulki wysyłali tylko wiekówki, a ja skończyłam 23 lata w maju. Zdziwiona i wściekła zażądałam innej pracy. Dostałam inną sezonówkę. Trwała dwa tygodnie, po czym wszystkich wysłali na domki. Przeliczyłam, ile zarobiłam przez cały miesiąc, cóż, bywało gorzej, ale miałam wtedy wiekówkę, więc postanowiłam szukać na własną rękę. Wydrukowałam kilka cv i ruszyłam w miasto. Nie mówiłam wtedy po niderlandzku, co stanowiło problem w większości wypadków, ale nie poddawałam się, skoro w biurze L wiecznie miałam tomorrow free cóż miałam do stracenia?

Po jakimś czasie dowiedziałam się, że podobno odmówiłam pracy w biurze L, że koordynator do mnie dzwonił, a ja nie chciałam pracować i byłam niemiła. Kiedy pojawiłam się w biurze, żeby to wyjaśnić okazało się, że… koordynator pomylił mnie z inną dziewczyną. Niesmak jednak pozostał, a ja postanowiłam, że nie puszczę tego płazem. Zaczęłam szukać kontaktu do właściciela biura, oczywiście strona internetowa w tamtym czasie była tragiczna, jedyna informacja, jaką można było zdobyć, to taka, że jeśli z dnia na dzień będziesz potrzebował pięćdziesięciu osób ekstra to biuro L jest w stanie Ci je zapewnić. Ciekawe, co działo się z tymi osobami, kiedy kończyła się akcja…

Pod koniec lipca w końcu zdobyłam numer do właściciela biura. Przedstawiłam się, swoją sytuację i napomknęłam przy okazji o wykształceniu itd… W odpowiedzi usłyszałam, że biuro L nie szuka ludzi z wyższym wykształceniem ani ze znajomością języka, tylko po prostu rąk do pracy. Oczywiście, bo ktoś mówiący tylko po polsku nigdy nie zadzwoniłby do Holendra, żeby poinformować go jaka samowolka panuje wśród jego koordynatorów. Kiedy poinformowałam pana właściciela, że jestem polską dziennikarką zmienił nieco ton i powiedział, że postara się mi pomóc.
Wcześniej napomknęłam, że byłam jedyną osobą, która potrafiła się porozumieć w innym języku, prawda? Nie pasowałam do grupy, ale ciekawe, kto tłumaczyłby polecenia właściciela pola? Chyba nie Pan Właściciel biura L osobiście?

Następnego dnia zadzwonił do mnie jeden z koordynatorów z zapytaniem, czy szukam pracy na dłużej. Mając w pamięci trzydniowe wypady na pole i tygodniową akcję w szklarni odpowiedziałam, że tak, z nadzieją, że znajdą mi coś do końca sierpnia. Owszem, znaleźli. Zrobiłam błyskotliwą karierę, już trzeciego dnia właścicielka szklarni zapytała, dlaczego wcześniej nie przyszłam do niej do pracy. Głupie pytanie, nieprawdaż? Pod koniec sierpnia złożyłam wypowiedzenie, gdyż rozpoczynałam studia w innej części Niderlandii. Nie obyło się bez kłótni – przecież deklarowałam gotowość na dłuższy okres czasu… Owszem, ale na koniec maja, a pracę dostałam pod koniec lipca! 

Wyprowadziłam się, ale zamiast dwóch zaległych wypłat zaczęłam otrzymywać minusowe salarisy. Kiedy zadzwoniłam do biura, żeby to wyjaśnić okazało się, że zaginął klucz od domu, który miałam zdać przy wyprowadzce i że podobno dalej pomieszkuję w ich domku firmowym. Zapytałam czy ktoś to sprawdził, oczywiście nie, ale ludzie mówią… Poinformowałam polskiego koordynatora, że zadzwonię do jego szefa, żeby to wyjaśnić, a on się tylko roześmiał.

Po raz kolejny skontaktowałam się z właścicielem biura L. Rozmowa nie była miła, ale bardzo konkretna, w końcu oboje byliśmy dorosłymi ludźmi. Znałam swoje prawa i poinformowałam go o tym, poprosił o skany niezapłaconych tygodniówek i o dyskrecję. Co więcej, okazało się, że jeden z koordynatorów wsadził mój klucz do kieszeni i o nim zapomniał (!!!). Po miesiącu odzyskałam pieniądze. Podobno jestem teraz na czarnej liście w biurze L… Ojej…



Po studiach nie potrzebowałam biura, które trudni się hotelingiem, dlatego zgłosiłam się do niderlandzkiego biura M. Trafiłam na młodą, energiczną i mega kompetentną panią koordynator. Szybko znalazła mi pracę, za dobrą stawkę na start, co więcej była koordynatorką dla ludzi, kłóciła się z szefem, jeśli źle traktował pracowników i wywalał ich z byle powodu. Przekonana, że trafiłam do najlepszego biura ever poleciłabym to biuro każdemu. Kiedy zaczynałam pracę w tej firmie na start dostałam taką stawkę, jaką inni wcześniej mieli po roku pracy. Trafiłam w dobry czas, bo szybko zmieniła się polityka firmy i znów nowi zaczynali od 9 € z groszem. W międzyczasie polityka firmy zmieniła się jeszcze kilka razy, oczywiście na gorsze…

Po roku idealnej współpracy z dziewczyną, która wiedziała, co robi i co to znaczy zarządzać ludźmi dowiedziałam się, że ona odchodzi z pracy. Na jej miejsce przyjęli dziewczynę, której jedynym atutem było to, że mówi po niderlandzku.

Pomijając fakt, że nowa kompletnie nie miała pojęcia, co robi się w firmie i oprowadzała potencjalnych pracowników nie po tym dziale, do którego docelowo mieli trafić, to w ogóle nie stanowiła oparcia dla pracowników tymczasowych – jedna z koleżanek rozchorowała się i napisała do niej, że jest chora, nie przyjdzie do pracy. Koordynatorka odpisała, że przekaże to szefowi i żeby szybko wracała do zdrowia. Szef jednak stwierdził, że koniecznie tej dziewczyny potrzebuje w pracy i nic go to nie obchodzi, że ona ma wolne. Chora i zmęczona dziewczyna przyszła do pracy, bo koordynatorka nie umiała ogarnąć zastępstwa, ani powiedzieć jasno, że ta dziewczyna jest chora, ma gorączkę. Osoby, które pracowały już na fazie B nagle dostały do podpisania umowę z fazą A, bo koordynatorka pomyliła daty. Kiedy ja zgłosiłam chorobowe zapytała mnie, czy aby na pewno chcę się zwolnić?

Dziewczynę, której nie przedłużono umowy, ponieważ z powodu ciąży zaczęła pracować nieco wolniej miła pani koordynatorka wysłała po kuroniówkę. Jedną z zasad otrzymywania tego zasiłku w Holandii jest jednak to, że trzeba stale szukać nowej pracy, czego ciężarna dziewczyna nie mogła spełnić. Na prośbę zgłoszenia chorobowego koordynatorka z biura M odpowiedziała, że jeśli ktoś się sam zwalnia to nie przysługują mu pieniądze.

Najlepsze jest to, że poprzednia dziewczyna ogarnęłaby to, zanim ciążę byłoby widać, bez stresu, kłótni i bezsensownej wymiany zdań. Z najlepszego biura trafiłam do najgorszego tak naprawdę nie ruszając się z miejsca. 

Biuro L nadal istnieje i ma się świetnie, podobnie jak biuro M. Oba „żerują” na ludziach, którzy nie walczą o swoje. A tak nie wolno! Musicie znać swoją wartość i wartość swojej pracy. A jeśli nie ma poprawy? Szukać gdzie indziej! Tak też kilka razy zrobiłam, ale to chyba innym razem ;)

Podsumowując… To, czy odnajdziecie się w danym miejscu, czasie i pracy tak naprawdę w minimalnym stopniu zależy od Was, ale głównie od osób, które będą tam z Wami. O biurze pośrednictwa pracy często świadczą koordynatorzy, a ich samowolka stanowi o…
| nie polecam 
| oszuści, złodzieje

Pamiętajcie o tym wpisując na fejsie frazę "Co sądzicie o..."

Miłego dnia,
Simona

CZYTAJ DALEJ

PIERWSZY RAZ: PAKOWANIE DO PRACY W NL (WYJAZD WAKACYJNY)

Brak komentarzy:

Jedziesz pierwszy raz do pracy w Holandii i jesteś przerażona? Znam to! Ja jestem przerażona za każdym razem ;) A wizje misia wypadającego z napakowanego bagażnika męczą mnie zawsze przed wyjazdem i tak naprawdę nie wiem, skąd mi się to wzięło. Jakoś tak już mam, że po prostu widzę, jak mały pluszak wypada gdzieś na ulicę i leży tam smutny w deszczu etc. Dobra, przecież tak naprawdę nie o tym chciałam pisać.

Tylko o pakowaniu.
Pakowanie się jest tą czynnością, której nigdy nie lubiłam. I która zajmuje mi (co najmniej!) pół dnia. W porywach do dwóch dni (jeśli jest na to czas). I o ile teraz idzie mi znacznie łatwiej - cóż, w końcu spakowanie się na tydzień do Polski nie wymaga żadnych umiejętności. Do tego jadę własnym samochodem i mogę zapakować niemal cały bagażnik. Co innego jednak, kiedy jedziesz do Holandii pierwszy raz. Na trzy miesiące. I kompletnie nie wiesz, jak się za to zabrać.

Możesz oczywiście słuchać wszystkich, którzy już to przeżyli. Możesz, a nawet powinnaś, ale zawsze powinnaś też pamiętać, żeby przede wszystkim ufać sobie!
Nie wiem, czy ta zasada nadal obowiązuje, ale kiedy jeszcze jeździłam busem do Holandii obowiązywała zasada dwóch toreb. Dwie walizki + torba podręczna. I tego powinnyśmy się trzymać.


Z kilku względów.

Po pierwsze: Masz tylko dwie ręce. Nigdy nie wiesz, gdzie przyjdzie Ci mieszkać i gdzie te torby wnieść. Nie zawsze możesz spotkać miłego gentlemana, który z gracją wniesie Twój 30 - kilogramowy bagaż na czwarte piętro. Albo chociaż na drugie.

Po drugie: Mniej rzeczy to mniej bałaganu do ogarnięcia. I kiedy Twoje biuro pośrednictwa pracy wpadnie na genialny pomysł, żeby Cię znienacka przeprowadzić spakujesz się szybciej mając mniej rzeczy.

Po trzecie: Może zdarzyć się tak, że będziesz miała tylko łóżko. Pokój bez szaf i innych mebli, o biurkach i stołach nie wspomnę. Dużo łatwiej jest zmieścić dwie torby pod łóżkiem niż - dajmy na to - cztery. Jeśli zdarzy Ci się (a zdarza się!) spanie na jakimś strychu na materacu dwie torby i tak sprawdzą się lepiej.



Jeśli to Twój pierwszy wyjazd, zakładam, że nie posiadasz numeru BSN, czyli niderlandzkiego NIPU. Pierwszą wypłatę dostaniesz dopiero wtedy, kiedy takowy numer otrzymasz (a z doświadczenia wiem, że nigdy nie wiadomo, kiedy to nastąpi - może to być dzień, ale nawet kilka tygodni!).

Stąd też przygotuj się na to i zabierz jedzenie. Dużo jedzenia. Najlepiej takiego, które lubisz. I pieniądze na pierwsze dwa tygodnie. I nie słuchaj ludzi, którzy narzekają na holenderski chleb. Może akurat Tobie zasmakuje? (Jeśli nie, w Jumbo, Coopie i oczywiście Albercie kupisz całkiem smaczny chleb za nieco ponad 2 - 3 €).

Pakuj się mądrze - jeśli wiesz, do jakiej pracy się wybierasz pomyśl pod tym kątem. Czy to:


ODCHWASZCZANIE/ POLE

Dumnie brzmiące odchwaszczanie to nic innego jak plewienie na polu. Marchwi, szpinaku, cykorii, ziemniaków, czegokolwiek. Wbrew pozorom to bardzo wymagająca praca, zwłaszcza w kontekście pakowania.

Bo potrzebujesz:
 * czegoś na deszcz
 * czegoś na słońce
 * czegoś ciepłego, na zimne, porywiste wiatry
 * gumowych butów/ gumiaków
 * miękkiej, flanelowej koszuli (na spalone plecy jak znalazł)
 * rękawiczek
 * dobrego kremu po opalaniu

Oczywiście możesz zostawić to Biurze, przez które wyjeżdżasz. Za drobną opłatą (10 € od płaszcza przeciwdeszczowego, 10 € od butów) zaoferują Ci wszystko, czego na polu potrzeba. Lepiej jednak zaopatrzyć się samemu w takie rzeczy - po pierwsze zawsze znajdziesz lepiej dopasowane do Ciebie rozmiary, a po drugie będzie to całkiem inna jakość produktu.

Są pracodawcy, którym nie będzie przeszkadzał grający na polu telefon albo słuchawki w uszach. Są i tacy, którym generalnie wszystko jest jedno gdzie i czy będziecie jedli. Czasem w deszczu i zimnie pracodawca ma w nosie, czy masz ciepłą herbatę i czy cały następny tydzień będziesz leżeć z gorączką.

Są i tacy pracodawcy, którzy wynajmują kantyny, albo przywożą Wam jedzenie. Najlepiej jednak przygotować się na wszystko. I zabrać kanapki, ale i owoce(które mają dużo wody). I własny termos z kawą lub herbatą.

MAGAZYN

Praca jako orderpicker. Nic innego jak zbieranie zamówień do sklepów, np. do Alberta Heijna, albo zbieranie tylko jednego typu produktów np. tylko mięsa, tylko ubrań, albo tylko sprzętu elektronicznego.

Co potrzebne? Przede wszystkim buty ze stalowym bądź kompozytowym noskiem! Absolutna podstawa! I zegarek na ręce (nie, czasem nie można wnosić na halę telefonu komórkowego!). Luźne spodnie, jeśli dobrze czujesz się jeansach i możesz śmiało w nic cały dzień przechodzić to wtedy jeansy. Rozpinany sweter, albo taki, który możesz szybko zdjąć. Czasem w magazynach jest naprawdę gorąco!

MAGAZYN TYPU CHŁODNIA


Na magazynie chłodni, oprócz wspomnianych już butów będziesz potrzebować ciepłych, najlepiej termicznych rajstop. Dobrze jest mieć wkładki do butów z "aluminiową" folią od spodu (nie wiem jak mam to opisać...). Spody marzną niestety bardzo szybko. Obowiązkowo rękawiczki! Swetry typu golf, albo chusty. tzw. arafatki jak najbardziej Ci się przydadzą. Jeśli pracujesz na chłodni latem przygotuj się na szok termiczny i skoki temperatur.

SZKLARNIE OGÓŁEM

Na szklarnię zabierz ze sobą butelkę z wodą. Owoce, które zawierają wodę.

 * buty ze stalowym lub kompozytowym noskiem
 * rozpinany sweter
 * krótkie spodenki (jeśli lubisz)
 * krem po opalaniu
 * antyperspirant
 * rękawiczki
 * maść na ból stawów

RÓŻE

Jeśli czeka Cię praca przy różach weź koniecznie sweter z długimi rękawami! Jeśli ktoś może dla Ciebie zrobić rękawy z jeansu, np. z za małych spodni poproś o to. Kup opaski na nadgarstki.

POMIDORY

Jest coś, co musisz o pomidorach wiedzieć: Pomidory nie dość, że śmierdzą, to jeszcze strasznie, ale to strasznie brudzą ubrania na zielono. Co gorsza, zapomnij o białych koszulkach na weekend - chyba, że masz jakiś sprawdzony sposób na zielony pot...

Kiedy jedziesz do pomidorów koniecznie spakuj: ubrania, które po powrocie będziesz mogła wyrzucić (albo zachować na przyszły rok do pomidorów). Zabierz rozpinany sweter i dużo gumek do włosów. Słońce i wplątujące się we włosy gałęzie mogą być prawdziwą zmorą. Osobiście preferuję długie spodnie na szklarnię, bo łatwiej mi wtedy uniknąć otarć od roślin, a i siniaki od wózków nie są tak bolesne. Pomidory ścina się lub zrywa do skrzynek (jeśli ścinasz) lub do wózków (jeśli zrywasz).

Koniecznie spakuj rękawiczki materiałowe. Buty ze stalowym lub kompozytowym noskiem to podstawa. Nawet, jeśli podobno "nie trzeba". Na miejscu przyjrzyj się Holendrom. Oni zawsze noszą "stalkapy".


Poza specyficznym dla danej pracy rzeczami, jakie powinnaś zmieścić w walizce pora na takie, które należy wziąć zawsze.


SPOŻYWKA:

 * chleb
 * ryż/ makaron/ kasze
 * suche sosy i "pomysły na..." - Oczywiście, jeśli używasz takich rzeczy. I weź poprawkę na fakt, że możesz nie mieć piekarnika
 * przyprawy: sól, pieprz, czosnek, paprykę etc
 * jakieś warzywo do kanapki
 * masło, bądź margarynę, Najlepiej w plastiku.
 * kawa i herbata
 * karton mleka, albo blister małych mleczek
 * słoiczki (jeśli lubisz)
 * mięso
     - może być gotowe i zamrożone, tak, że po przyjściu z pracy tylko wkładasz je do mikrofalówki i masz gotowy obiad (weź pod uwagę to, że po pracy możesz być naprawdę zmęczona!)
     - surowe jak najbardziej też. Byle nie za dużo, zwykle dostajesz tylko jedną półkę w lodówce, a o zamrażarce możesz zapomnieć. Albo jest tzw. zamrażarka zbiorcza.
 * pierogi (np. na pierwszy tydzień)
 * jeśli lubisz: jakieś słodycze

I nie bój nic - w Holandii są przecież sklepy! Jeśli czegokolwiek Ci zabraknie spokojnie to kupisz!

HIGIENA/ KOSMETYCZNE:

 * szczoteczka do zębów
 * pasta do zębów
 * mydło/ żel pod prysznic
 * gąbka
 * pumeks
 * szczotka do paznokci
 * szampon
 * odżywka do włosów (jeśli używasz)
 * grzebień/ szczotka do włosów
 * patyczki do uszu
 * waciki
 * wkładki i podpaski
 * chusteczki suche, ale i nawilżane
 * antyperspirant
 * krem do rąk
 * krem Nivea
 * antybakteryjne mydełko rąk (sprawdzi się zwłaszcza na polu!)
 * jedna rolka papieru toaletowego
 * gumki do włosów
 * coś do demakijażu
 * klapki pod prysznic

SPRZĄTANIE:

 * płyn do mycia naczyń
 * gąbka
 * płyn do prania (nie wiesz, jaka tam jest pralka, a wolałabyś uniknąć białych smug od proszku)
 * worki na śmieci

ELEKTRONICZNE:

 * telefon (najlepiej dwa!)
 * ładowarki
 * laptop + ładowarka
 * aparat (NA WŁASNE RYZYKO!)
 * inne (np. słuchawki, odtwarzacze muzyki, aparaty słuchowe etc)

LEKI:

 * magnez
 * coś na otarcia i zranienia
 * maść na ból stawów
 * coś przeciwbólowego
 * coś w rodzaju Febrisanu, Theraflu etc
 * coś na biegunkę
 * i na alergię
 * woda utleniona
 * plastry i nożyczki!
 * coś na kaszel/ bolące gardło

INNE ARTYKUŁY:

 * talerz
 * jeden komplet sztućców
 * kubek (nie bierz ulubionego, a jeśli się stłucze, albo ktoś Ci go stłucze?)
 * garnek, albo rondelek
 * deska do krojenia
 * jeden ostry nóż
 * śpiwór
 * termos
 * książki!

Są biura, które wymagają od Ciebie np. posiadania własnego prześcieradła z gumką. Czytaj umowy, które podpisujesz!


CO Z CIUCHAMI?

Spójrz na to obiektywnie: Ile czasu będziesz w pracy, a ile poza nią? Jak często będziesz robiła pranie? Weź więcej ubrań roboczych - na jeden dół weź dwie/ trzy góry.

Z ubrań nieroboczych stwórz kilka zestawów. Dwie pary spodni, kilka koszulek, dwa rozpinane swetry. Z butów weź sandałki i - jeśli lubisz - jakieś buty na obcasie. Kto wie czy sobotnich wieczorów nie będziesz spędzać w klubach?



Pozdrawiam serdecznie,
Simona


Zdjęcia pochodzą z witryny UNSPLASH i nie są moją własnością.
CZYTAJ DALEJ

WITAJ KWIETNIU ;)

Brak komentarzy:

Dzień, w którym wszystko uchodzi na sucho – telewizje mówią, że gdzieś tam spadł kolorowy deszcz, obchodzimy dziesiątą rocznicę niepodległości powstałego na poczekaniu państwa, na facebooku króluje moda na fałszywą datę urodzin albo zmianę statusu związku… Tak, to właśnie PRIMA APRLIS! Pierwszy kwiecień, z angielskiego "Dzień głupców", to dzień, w którym trzeba być wyjątkowo czujnym, ludzie na całym świecie wycinają sobie wtedy nawzajem numery, a ludzka kreatywność nie zna granic – od bitej śmietany w tubce z pastą do zębów przez przesunięcie wskazówek zegara do dziwnych telefonów z wygranymi milionami.

Rzecz zaczęła się od zmiany kalendarza na gregoriański. Wcześniej pierwszy dzień roku pokrywał się z pierwszym dniem wiosny i jego obchody trwały dłużej niż dziś (około tygodnia) i często najhuczniejszym dniem był właśnie pierwszy kwietnia. W czasie, kiedy dokonano tej reformy (rok 1582) informacje niestety rozprzestrzeniały się dosyć wolno – cóż media są wynalazkiem wieków późniejszych, podobnie jak praca u podstaw i to, że wszyscy potrafią czytać… Wracając do historii prima aprilis – osoby złapane na tym, że świętują nowy rok w kwietniu zamiast w styczniu przezywano "kwietniowymi głupcami". Z czasem doszły to do tego głupie kawały, które z pokazaniem, że ktoś jest nie na czasie miały niewiele wspólnego. Prawdopodobnie zabawa zaczęła się we Francji, choć tak naprawdę nikt nie przypisuje sobie autorstwa tego dziwacznego zwyczaju.

Na jakie żarty dały się nabrać tysiące ludzi? Na natychmiastowy odbiór telewizji w kolorze, w Szwecji w 1962 roku. Prezenterzy poinformowali swoich widzów, że odpowiednie ustawienie anteny spowoduje, że odbiorniki nadadzą ich ulubionym serialom kolorów. W 1957 roku telewizja BBC w swojej "Panoramie" wyemitowała materiał o zbiorze spaghetti w Szwajcarii. Materiał o ludziach zrywających makaron z drzew zrobiony był tak wiarygodnie, że ludzie dzwonili do telewizji z pytaniami, gdzie mogą takie drzewko kupić i jak je hodować.
Dwadzieścia lat później "Guardian" opisał jak zmyślone państwo San Seriffe obchodzi swoją dziesiątą rocznicę niepodległości. W 1965 roku duńska gazeta napisała o obowiązku pomalowania swoich psów na biało, żeby były lepiej widoczne w nocy. Kilka lat temu w Polsce wkręcono nas, że należy nad naklejką z numerem rejestracyjnym samochodu przykleić swoje dokumenty, a Holandia poinformowała imigrantów, że ich dzieci zostaną im zabrane, a rodzice będą mieli ograniczone prawa rodzicielskie. 

Dni takie jak ten sprawdzają naszą czujność, ironię i opanowanie. Nie ma nic bardziej wnerwiającego w kwietniowy poranek niż mydło pomalowane bezbarwnym lakierem do paznokci…

Jako, że w tym roku pierwszego kwietnia przypadnie Wielkanoc życzymy wszystkim wspaniałych, radosnych, rodzinnych i zdrowych świąt! 
Buziaki! 
CZYTAJ DALEJ