PIERWSZY PRZYJAZD DO PRACY W HOLANDII. CO ZROBIĆ?

Brak komentarzy:

OK, udało się! Praca pewna jest, pan z busa już dzwonił, walizki spakowane, a Ty pełna nerwów zastanawiasz się, czego mogłaś zapomnieć. Przeraża Cię perspektywa spędzenia tak długiego czasu za granicą, w końcu nie wiesz, czego się spodziewać. Gdzie trafisz? Jak będzie? Pierwszy raz? Znam to.  

Szybki poradnik na dziś. Nierzadko ludzie przyjeżdżają do Holandii i czują się zagubieni, nie wiedzą co ze sobą zrobić, nie wiedzą jak wygląda życie w Niderlandii, a pierwszy tydzień to niekończący się ciąg coraz dziwniejszych zdarzeń :) Doskonale pamiętam każdy swój pierwszy tydzień w Niderlandii, jak ciężko było czasem się dostosować, albo zawrzeć znajomości (a raczej nie należę do osób nieśmiałych, zwłaszcza za granicą) ale poniższe 8 rzeczy, absolutne must do po przyjeździe do Niderlandii! Zaznaczam, że to poradnik dla ludzi przyjeżdżających do Niderlandii w celach zarobkowych, oraz głównie dla tych przyjeżdżających na wakacje

1. SPACER PO OKOLICY

Zakładam, że sprawdziłaś wcześniej w google maps w jakim rejonie Niderlandii leży dana miejscowość i jakie większe miasta są w pobliżu. Na pierwszym spacerze znajdź: supermarket (obojętnie jaki, czy to będzie Jumbo, Albert Heijn, Dekamarkt, Boni, C1000, Spar, Lidl czy jakikolwiek inny gdzie możesz kupić jedzenie?), przystanek autobusowy albo stację kolejową i zorientuj się do jakich miast możesz dojechać bezpośrednio, bankomat (chyba nie trzeba tłumaczyć?), ewentualnie jakieś centrum handlowe ;) Zwiedzając okolicę na spokojnie nie tylko poznasz miejscówkę, ale także znajdziesz co najmniej pięc dróg powrotnych do domu ;)

2. OSWÓJ SIĘ Z NOWYM MIEJSCEM ZAMIESZKANIA: 

     - kuchenka gazowa czy elektryczna? To samo czajnik.
     - ile jest łazienek i gdzie są? Czy toalety są osobno + ile ich jest
     - gdzie jest lodówka, która półka jest Twoja? Wypakuj rzeczy.
     - pralka. Gdzie jest pralka? I gdzie są środki czystości, czy każdy kupuje na własną rękę czy jest jakaś składka? Jeśli tak to jaka?
     - sprzątanie: grafik? 
     - hasło do wi -fi
     - ile osób w ogóle z Tobą mieszka?
     - jeśli palisz zorientuj się gdzie można palić!

3. DAJ SIĘ POZNAĆ I POZNAJ INNYCH!

Ile osób z Tobą mieszka? Czym się zajmują, gdzie pracują i w jakich godzinach? Jest ktoś, kto pracuje tam, gdzie Ty? Sama zapewne najlepiej wiesz, żeby z granicą nie ufać ludziom bezgranicznie i nie opowiadać każdemu historii swojego życia, zapamiętaj, że wszystko, co powiesz może zostać wykorzystane przeciwko Tobie! Zorientuj się z kim dzielisz pokój, kto ceni ciszę i spokój a kto jest rozrabiaką?

4. WYBIERZ SIĘ DO POBLISKIEGO MIASTECZKA

Poznawaj okolicę, odkrywaj nowe miejsca, kto wie, może poznasz kogoś nowego, albo odkryjesz fajne miejsce? Zwiedzaj i poznawaj Holandię.

5. WYŚPIJ SIĘ! :)

Tak, bez snu ani rusz, zwłaszcza, jeśli masz ciężką pracę. Zdarza się, że trzeba wstać bardzo wcześnie - najbardziej ekstremalny przypadek jaki znam to wstawanie o 3. 30 żeby zdążyć na pociąg do pracy (która notabene zaczynała się o 6). Weź pod uwagę godzinę wstawania i nie przesiaduj przed kompem do północy. Wysypiaj się! 

6. PRZYGOTUJ JADŁOSPIS

W pierwszym tygodniu, ba, nawet w pierwszych dwóch, a jeśli to Twój pierwszy wyjazd to nawet w czterech pierwszych tygodniach nie zobaczysz wypłaty! Dlatego ważne jest zrobienie jadłospisu i używanie zapasów z Polski. Najtańszymi marketami z jedzeniem są w Niderlandii Aldi i Lidl - wróć do punktów 1 i 4 jeśli jeszcze żadnego z nich nie znalazłaś.

7. ZAKUP NIDERLANDZKIEJ KARTY SIM

Startery można kupić na każdej stacji benzynowej. Osobiście polecam Lebarę, używam jej i jestem zadowolona. Po kliknięciu w link możecie przejrzeć stawki i aktualne oferty (po polsku!). Inne sieci warte uwagi jeśli chodzi o koszty dzwonienia do Polski to Lycamobile, Ortel czy Telfort.
Często bardzo fajne taryfikatory mają operatorzy z supermarketów, np AH mobile, co więcej punkty zebrane na karcie lojalnościowej można wymieniać na doładowania ;) Myślisz, że nie musisz kupować karty, bo przyjechałaś na krótko? Kupując starter z Lebary i doładowując ją za 10 € zyskujesz 20 (w jednej z ofert), a każde doładowanie ważne jest pół roku. Jeśli wyjeżdżasz tylko na wakacje przed wyjazdem kup jedno (opcjonalnie dwa) doładowania i po pół roku doładuj kartę w Polsce. Zachowasz numer.

Są biura pośrednictwa pracy, które przy rejestracji dają pracownikom startery, zazwyczaj to Lebara lub Lyca, które i tak trzeba najpier załadować.


8. NAJWAŻNIEJSZE: ZAMELDUJ SIĘ!

Zadzwoń lub napisz do koordynatora, że dotarłaś i czekasz na dalsze instrukcje. Zadzwoń do Polski, do mamy/ taty/ chłopaka/ siostry/ brata/ przyjaciółki (niepotrzebne skreślić) do kogolwiek, kto się o Ciebie martwi i powiedz, że dojechałaś szczęśliwie, okolica wydaje się być miła etc.



Punkty nie są ponumerowane według jakiejś ścisłej kolejności,

każdy z Was może je dowolnie realizować. U mnie to zazwyczaj 8, 2, 3, 1 i 5 ;) Chyba, że akurat wyśpię się w busie, na co mam całkiem dobry myk: spakuj się i idź na imprezę do białego rana! Po powrocie spakuj resztę rzeczy (jedzenie + z lodówki + mrożonki) i jeśli bus odjeżdża o 5.00 spokojnie pożegnaj się i wsiądź. Całonocny brak snu da o sobie znać! W razie, gdybyś przespała granicę: w Niemczech zjazdy oznaczone są jako "Ausfahrt", a w Holandii "uit" ;)


Pozdrawiam,
Simona
CZYTAJ DALEJ

JAK INNI WPŁYWAJĄ NA JAKOŚĆ TWOJEGO POBYTU W HOLANDII?

Brak komentarzy:

Często przeglądając fejsbukowe grupy dla Polaków w Holandii natykam się na posty w stylu co powiecie o biurze XYZ? Albo Dziewczyna właśnie wyjechała do ABC i… czasem jest jeszcze stanowczo nie polecam JKL, bo… . Czytając te posty odnoszę wrażenie, że niemal każdy Polak w Holandii jest nieszczęśliwy, bo został oszukany, albo ma niską stawkę, bo przyjeżdża hołota, która się na niską stawkę zgadza i psuje standardy etc… Dlatego dziś opowiem Wam o dwóch biurach pośrednictwa pracy, w których miałam okazję pracować. A właściwie o tym, jak opinia kogoś ma się do Twojej konkretnej sytuacji i jak można z najlepszego biura przejść do najgorszego. Gotowi?

Na początek napiszę, że w większości przypadków decydując się na pracę w Holandii, decydujesz się na pracę przez biuro pośrednictwa pracy. I zazwyczaj jest to bardzo ok., zwłaszcza, jeśli jesteś studentką i nie chcesz wynajmować mieszkania na osiem tygodni, wtedy jeśli ktoś oferuje Ci pracę i jeszcze zakwaterowanie to zwyczajnie w to wchodzisz. Teraz dodam, że wiele jest biur, które nie zajmują się hotelingiem, ale skupiają się tylko i wyłącznie na organizowaniu pracy. I to też jest całkiem ok., jeśli przyjechałaś na dłuższy czas i nie zamierzasz użerać się z tabunem ludzi każdego wieczoru po przyjściu z pracy. Zakładam, że wiesz, jak działa biuro pośrednictwa pracy i przejdę do clue.

Jedno z biur, które opiszę to pierwszy przykład: polskie biuro z odpowiednikiem w Holandii, tabunem ludzi na domkach firmowych plus opieka polskiego koordynatora. Nazwę to biuro L. Drugie, to typowo niderlandzkie biuro, które poza pracą nie ogarnia nic innego, a kontakt jedynie po niderlandzku lub angielsku. I to biuro nazwę M.

I nie, nie piszę tego posta, żeby się skarżyć, ale żeby uczulić Was, że każdy jest inny, że czyjaś opinia nie powinna wpływać na wybór biura pośrednictwa pracy i że często to od innych ludzi, a nie od biura zależy jak czujemy się w danym środowisku.

Kiedy dowiedziałam się, że będę studiować w Niderlandii postanowiłam zdać wszystkie zerówki i przyjechać do Holandii wcześniej, żeby dorobić sobie do stypendium. Mój (wtedy jeszcze) chłopak i jego brat pracowali w biurze L i bardzo sobie to biuro chwalili. Miałam też wcześniej styczność z ludźmi pracującymi przez te biuro i faktycznie nikt się nie skarżył. Poszłam więc do filii w Opolu i zgłosiłam swoją kandydaturę zaznaczając jak zwykle, że mogę wyjechać od zaraz. Przemiły pan w Opolu zerknął na moje długie cv i stwierdził, że ma dla mnie pracę na cebulkach – dużo godzin, praca przyjemna, na siedząco, dla studentki jak znalazł. Przeczytałam umowę dwa razy i podpisałam wszystko.

Do domu dostałam kopię umowy i długopis. Zgrzyt pojawił się, kiedy poinformowałam miłego pana, że mam własny transport do Holandii, ale jakoś to przełknął i dwa dni później trafiłam na północny wschód Niderlandii.

Oczywiście zakwaterowano mnie razem z moim chłopakiem i poinformowano, że mam czekać na smsa, o której przyjedzie po mnie transport do pracy. Minęły trzy dni, zamiast Czekaj o… na… dostawałam smsy o treści Tomorrow free… Nieco zdezorientowana (nie był to mój pierwszy wyjazd do Holandii) i jeszcze bardziej wkurzona wybrałam się do biura L. Dowiedziałam się, że cebulki ruszą w przyszłym tygodniu i że mam czekać. Wynegocjowałam, że za ten tydzień siedzenia w Holandii nie zapłacę.

Po tygodniu darmowego mieszkania biuro L wysłało mnie do pracy. Nie, nie na cebulki, ale do odchwaszczania na pole. Praca to praca pomyślałam sobie i tu dodam – co będzie istotne później – że spośród grupy dziesięciu osób pracujących na tym polu jako jedyna mówiłam po angielsku, więc dodatkowo załapałam się na pracę tłumacza ;) Po trzech dniach na polu rozpadało się na dobre i znów przeczytałam tomorrow free. Deszcz, nie deszcz wybrałam się biura dowiedzieć się co z tymi cebulkami do cholery.

Prawda była – bądź co bądź – okrutna. Byłam po prostu za stara! Na cebulki wysyłali tylko wiekówki, a ja skończyłam 23 lata w maju. Zdziwiona i wściekła zażądałam innej pracy. Dostałam inną sezonówkę. Trwała dwa tygodnie, po czym wszystkich wysłali na domki. Przeliczyłam, ile zarobiłam przez cały miesiąc, cóż, bywało gorzej, ale miałam wtedy wiekówkę, więc postanowiłam szukać na własną rękę. Wydrukowałam kilka cv i ruszyłam w miasto. Nie mówiłam wtedy po niderlandzku, co stanowiło problem w większości wypadków, ale nie poddawałam się, skoro w biurze L wiecznie miałam tomorrow free cóż miałam do stracenia?

Po jakimś czasie dowiedziałam się, że podobno odmówiłam pracy w biurze L, że koordynator do mnie dzwonił, a ja nie chciałam pracować i byłam niemiła. Kiedy pojawiłam się w biurze, żeby to wyjaśnić okazało się, że… koordynator pomylił mnie z inną dziewczyną. Niesmak jednak pozostał, a ja postanowiłam, że nie puszczę tego płazem. Zaczęłam szukać kontaktu do właściciela biura, oczywiście strona internetowa w tamtym czasie była tragiczna, jedyna informacja, jaką można było zdobyć, to taka, że jeśli z dnia na dzień będziesz potrzebował pięćdziesięciu osób ekstra to biuro L jest w stanie Ci je zapewnić. Ciekawe, co działo się z tymi osobami, kiedy kończyła się akcja…

Pod koniec lipca w końcu zdobyłam numer do właściciela biura. Przedstawiłam się, swoją sytuację i napomknęłam przy okazji o wykształceniu itd… W odpowiedzi usłyszałam, że biuro L nie szuka ludzi z wyższym wykształceniem ani ze znajomością języka, tylko po prostu rąk do pracy. Oczywiście, bo ktoś mówiący tylko po polsku nigdy nie zadzwoniłby do Holendra, żeby poinformować go jaka samowolka panuje wśród jego koordynatorów. Kiedy poinformowałam pana właściciela, że jestem polską dziennikarką zmienił nieco ton i powiedział, że postara się mi pomóc.
Wcześniej napomknęłam, że byłam jedyną osobą, która potrafiła się porozumieć w innym języku, prawda? Nie pasowałam do grupy, ale ciekawe, kto tłumaczyłby polecenia właściciela pola? Chyba nie Pan Właściciel biura L osobiście?

Następnego dnia zadzwonił do mnie jeden z koordynatorów z zapytaniem, czy szukam pracy na dłużej. Mając w pamięci trzydniowe wypady na pole i tygodniową akcję w szklarni odpowiedziałam, że tak, z nadzieją, że znajdą mi coś do końca sierpnia. Owszem, znaleźli. Zrobiłam błyskotliwą karierę, już trzeciego dnia właścicielka szklarni zapytała, dlaczego wcześniej nie przyszłam do niej do pracy. Głupie pytanie, nieprawdaż? Pod koniec sierpnia złożyłam wypowiedzenie, gdyż rozpoczynałam studia w innej części Niderlandii. Nie obyło się bez kłótni – przecież deklarowałam gotowość na dłuższy okres czasu… Owszem, ale na koniec maja, a pracę dostałam pod koniec lipca! 

Wyprowadziłam się, ale zamiast dwóch zaległych wypłat zaczęłam otrzymywać minusowe salarisy. Kiedy zadzwoniłam do biura, żeby to wyjaśnić okazało się, że zaginął klucz od domu, który miałam zdać przy wyprowadzce i że podobno dalej pomieszkuję w ich domku firmowym. Zapytałam czy ktoś to sprawdził, oczywiście nie, ale ludzie mówią… Poinformowałam polskiego koordynatora, że zadzwonię do jego szefa, żeby to wyjaśnić, a on się tylko roześmiał.

Po raz kolejny skontaktowałam się z właścicielem biura L. Rozmowa nie była miła, ale bardzo konkretna, w końcu oboje byliśmy dorosłymi ludźmi. Znałam swoje prawa i poinformowałam go o tym, poprosił o skany niezapłaconych tygodniówek i o dyskrecję. Co więcej, okazało się, że jeden z koordynatorów wsadził mój klucz do kieszeni i o nim zapomniał (!!!). Po miesiącu odzyskałam pieniądze. Podobno jestem teraz na czarnej liście w biurze L… Ojej…



Po studiach nie potrzebowałam biura, które trudni się hotelingiem, dlatego zgłosiłam się do niderlandzkiego biura M. Trafiłam na młodą, energiczną i mega kompetentną panią koordynator. Szybko znalazła mi pracę, za dobrą stawkę na start, co więcej była koordynatorką dla ludzi, kłóciła się z szefem, jeśli źle traktował pracowników i wywalał ich z byle powodu. Przekonana, że trafiłam do najlepszego biura ever poleciłabym to biuro każdemu. Kiedy zaczynałam pracę w tej firmie na start dostałam taką stawkę, jaką inni wcześniej mieli po roku pracy. Trafiłam w dobry czas, bo szybko zmieniła się polityka firmy i znów nowi zaczynali od 9 € z groszem. W międzyczasie polityka firmy zmieniła się jeszcze kilka razy, oczywiście na gorsze…

Po roku idealnej współpracy z dziewczyną, która wiedziała, co robi i co to znaczy zarządzać ludźmi dowiedziałam się, że ona odchodzi z pracy. Na jej miejsce przyjęli dziewczynę, której jedynym atutem było to, że mówi po niderlandzku.

Pomijając fakt, że nowa kompletnie nie miała pojęcia, co robi się w firmie i oprowadzała potencjalnych pracowników nie po tym dziale, do którego docelowo mieli trafić, to w ogóle nie stanowiła oparcia dla pracowników tymczasowych – jedna z koleżanek rozchorowała się i napisała do niej, że jest chora, nie przyjdzie do pracy. Koordynatorka odpisała, że przekaże to szefowi i żeby szybko wracała do zdrowia. Szef jednak stwierdził, że koniecznie tej dziewczyny potrzebuje w pracy i nic go to nie obchodzi, że ona ma wolne. Chora i zmęczona dziewczyna przyszła do pracy, bo koordynatorka nie umiała ogarnąć zastępstwa, ani powiedzieć jasno, że ta dziewczyna jest chora, ma gorączkę. Osoby, które pracowały już na fazie B nagle dostały do podpisania umowę z fazą A, bo koordynatorka pomyliła daty. Kiedy ja zgłosiłam chorobowe zapytała mnie, czy aby na pewno chcę się zwolnić?

Dziewczynę, której nie przedłużono umowy, ponieważ z powodu ciąży zaczęła pracować nieco wolniej miła pani koordynatorka wysłała po kuroniówkę. Jedną z zasad otrzymywania tego zasiłku w Holandii jest jednak to, że trzeba stale szukać nowej pracy, czego ciężarna dziewczyna nie mogła spełnić. Na prośbę zgłoszenia chorobowego koordynatorka z biura M odpowiedziała, że jeśli ktoś się sam zwalnia to nie przysługują mu pieniądze.

Najlepsze jest to, że poprzednia dziewczyna ogarnęłaby to, zanim ciążę byłoby widać, bez stresu, kłótni i bezsensownej wymiany zdań. Z najlepszego biura trafiłam do najgorszego tak naprawdę nie ruszając się z miejsca. 

Biuro L nadal istnieje i ma się świetnie, podobnie jak biuro M. Oba „żerują” na ludziach, którzy nie walczą o swoje. A tak nie wolno! Musicie znać swoją wartość i wartość swojej pracy. A jeśli nie ma poprawy? Szukać gdzie indziej! Tak też kilka razy zrobiłam, ale to chyba innym razem ;)

Podsumowując… To, czy odnajdziecie się w danym miejscu, czasie i pracy tak naprawdę w minimalnym stopniu zależy od Was, ale głównie od osób, które będą tam z Wami. O biurze pośrednictwa pracy często świadczą koordynatorzy, a ich samowolka stanowi o…
| nie polecam 
| oszuści, złodzieje

Pamiętajcie o tym wpisując na fejsie frazę "Co sądzicie o..."

Miłego dnia,
Simona

CZYTAJ DALEJ

PIERWSZY RAZ: PAKOWANIE DO PRACY W NL (WYJAZD WAKACYJNY)

Brak komentarzy:

Jedziesz pierwszy raz do pracy w Holandii i jesteś przerażona? Znam to! Ja jestem przerażona za każdym razem ;) A wizje misia wypadającego z napakowanego bagażnika męczą mnie zawsze przed wyjazdem i tak naprawdę nie wiem, skąd mi się to wzięło. Jakoś tak już mam, że po prostu widzę, jak mały pluszak wypada gdzieś na ulicę i leży tam smutny w deszczu etc. Dobra, przecież tak naprawdę nie o tym chciałam pisać.

Tylko o pakowaniu.
Pakowanie się jest tą czynnością, której nigdy nie lubiłam. I która zajmuje mi (co najmniej!) pół dnia. W porywach do dwóch dni (jeśli jest na to czas). I o ile teraz idzie mi znacznie łatwiej - cóż, w końcu spakowanie się na tydzień do Polski nie wymaga żadnych umiejętności. Do tego jadę własnym samochodem i mogę zapakować niemal cały bagażnik. Co innego jednak, kiedy jedziesz do Holandii pierwszy raz. Na trzy miesiące. I kompletnie nie wiesz, jak się za to zabrać.

Możesz oczywiście słuchać wszystkich, którzy już to przeżyli. Możesz, a nawet powinnaś, ale zawsze powinnaś też pamiętać, żeby przede wszystkim ufać sobie!
Nie wiem, czy ta zasada nadal obowiązuje, ale kiedy jeszcze jeździłam busem do Holandii obowiązywała zasada dwóch toreb. Dwie walizki + torba podręczna. I tego powinnyśmy się trzymać.


Z kilku względów.

Po pierwsze: Masz tylko dwie ręce. Nigdy nie wiesz, gdzie przyjdzie Ci mieszkać i gdzie te torby wnieść. Nie zawsze możesz spotkać miłego gentlemana, który z gracją wniesie Twój 30 - kilogramowy bagaż na czwarte piętro. Albo chociaż na drugie.

Po drugie: Mniej rzeczy to mniej bałaganu do ogarnięcia. I kiedy Twoje biuro pośrednictwa pracy wpadnie na genialny pomysł, żeby Cię znienacka przeprowadzić spakujesz się szybciej mając mniej rzeczy.

Po trzecie: Może zdarzyć się tak, że będziesz miała tylko łóżko. Pokój bez szaf i innych mebli, o biurkach i stołach nie wspomnę. Dużo łatwiej jest zmieścić dwie torby pod łóżkiem niż - dajmy na to - cztery. Jeśli zdarzy Ci się (a zdarza się!) spanie na jakimś strychu na materacu dwie torby i tak sprawdzą się lepiej.



Jeśli to Twój pierwszy wyjazd, zakładam, że nie posiadasz numeru BSN, czyli niderlandzkiego NIPU. Pierwszą wypłatę dostaniesz dopiero wtedy, kiedy takowy numer otrzymasz (a z doświadczenia wiem, że nigdy nie wiadomo, kiedy to nastąpi - może to być dzień, ale nawet kilka tygodni!).

Stąd też przygotuj się na to i zabierz jedzenie. Dużo jedzenia. Najlepiej takiego, które lubisz. I pieniądze na pierwsze dwa tygodnie. I nie słuchaj ludzi, którzy narzekają na holenderski chleb. Może akurat Tobie zasmakuje? (Jeśli nie, w Jumbo, Coopie i oczywiście Albercie kupisz całkiem smaczny chleb za nieco ponad 2 - 3 €).

Pakuj się mądrze - jeśli wiesz, do jakiej pracy się wybierasz pomyśl pod tym kątem. Czy to:


ODCHWASZCZANIE/ POLE

Dumnie brzmiące odchwaszczanie to nic innego jak plewienie na polu. Marchwi, szpinaku, cykorii, ziemniaków, czegokolwiek. Wbrew pozorom to bardzo wymagająca praca, zwłaszcza w kontekście pakowania.

Bo potrzebujesz:
 * czegoś na deszcz
 * czegoś na słońce
 * czegoś ciepłego, na zimne, porywiste wiatry
 * gumowych butów/ gumiaków
 * miękkiej, flanelowej koszuli (na spalone plecy jak znalazł)
 * rękawiczek
 * dobrego kremu po opalaniu

Oczywiście możesz zostawić to Biurze, przez które wyjeżdżasz. Za drobną opłatą (10 € od płaszcza przeciwdeszczowego, 10 € od butów) zaoferują Ci wszystko, czego na polu potrzeba. Lepiej jednak zaopatrzyć się samemu w takie rzeczy - po pierwsze zawsze znajdziesz lepiej dopasowane do Ciebie rozmiary, a po drugie będzie to całkiem inna jakość produktu.

Są pracodawcy, którym nie będzie przeszkadzał grający na polu telefon albo słuchawki w uszach. Są i tacy, którym generalnie wszystko jest jedno gdzie i czy będziecie jedli. Czasem w deszczu i zimnie pracodawca ma w nosie, czy masz ciepłą herbatę i czy cały następny tydzień będziesz leżeć z gorączką.

Są i tacy pracodawcy, którzy wynajmują kantyny, albo przywożą Wam jedzenie. Najlepiej jednak przygotować się na wszystko. I zabrać kanapki, ale i owoce(które mają dużo wody). I własny termos z kawą lub herbatą.

MAGAZYN

Praca jako orderpicker. Nic innego jak zbieranie zamówień do sklepów, np. do Alberta Heijna, albo zbieranie tylko jednego typu produktów np. tylko mięsa, tylko ubrań, albo tylko sprzętu elektronicznego.

Co potrzebne? Przede wszystkim buty ze stalowym bądź kompozytowym noskiem! Absolutna podstawa! I zegarek na ręce (nie, czasem nie można wnosić na halę telefonu komórkowego!). Luźne spodnie, jeśli dobrze czujesz się jeansach i możesz śmiało w nic cały dzień przechodzić to wtedy jeansy. Rozpinany sweter, albo taki, który możesz szybko zdjąć. Czasem w magazynach jest naprawdę gorąco!

MAGAZYN TYPU CHŁODNIA


Na magazynie chłodni, oprócz wspomnianych już butów będziesz potrzebować ciepłych, najlepiej termicznych rajstop. Dobrze jest mieć wkładki do butów z "aluminiową" folią od spodu (nie wiem jak mam to opisać...). Spody marzną niestety bardzo szybko. Obowiązkowo rękawiczki! Swetry typu golf, albo chusty. tzw. arafatki jak najbardziej Ci się przydadzą. Jeśli pracujesz na chłodni latem przygotuj się na szok termiczny i skoki temperatur.

SZKLARNIE OGÓŁEM

Na szklarnię zabierz ze sobą butelkę z wodą. Owoce, które zawierają wodę.

 * buty ze stalowym lub kompozytowym noskiem
 * rozpinany sweter
 * krótkie spodenki (jeśli lubisz)
 * krem po opalaniu
 * antyperspirant
 * rękawiczki
 * maść na ból stawów

RÓŻE

Jeśli czeka Cię praca przy różach weź koniecznie sweter z długimi rękawami! Jeśli ktoś może dla Ciebie zrobić rękawy z jeansu, np. z za małych spodni poproś o to. Kup opaski na nadgarstki.

POMIDORY

Jest coś, co musisz o pomidorach wiedzieć: Pomidory nie dość, że śmierdzą, to jeszcze strasznie, ale to strasznie brudzą ubrania na zielono. Co gorsza, zapomnij o białych koszulkach na weekend - chyba, że masz jakiś sprawdzony sposób na zielony pot...

Kiedy jedziesz do pomidorów koniecznie spakuj: ubrania, które po powrocie będziesz mogła wyrzucić (albo zachować na przyszły rok do pomidorów). Zabierz rozpinany sweter i dużo gumek do włosów. Słońce i wplątujące się we włosy gałęzie mogą być prawdziwą zmorą. Osobiście preferuję długie spodnie na szklarnię, bo łatwiej mi wtedy uniknąć otarć od roślin, a i siniaki od wózków nie są tak bolesne. Pomidory ścina się lub zrywa do skrzynek (jeśli ścinasz) lub do wózków (jeśli zrywasz).

Koniecznie spakuj rękawiczki materiałowe. Buty ze stalowym lub kompozytowym noskiem to podstawa. Nawet, jeśli podobno "nie trzeba". Na miejscu przyjrzyj się Holendrom. Oni zawsze noszą "stalkapy".


Poza specyficznym dla danej pracy rzeczami, jakie powinnaś zmieścić w walizce pora na takie, które należy wziąć zawsze.


SPOŻYWKA:

 * chleb
 * ryż/ makaron/ kasze
 * suche sosy i "pomysły na..." - Oczywiście, jeśli używasz takich rzeczy. I weź poprawkę na fakt, że możesz nie mieć piekarnika
 * przyprawy: sól, pieprz, czosnek, paprykę etc
 * jakieś warzywo do kanapki
 * masło, bądź margarynę, Najlepiej w plastiku.
 * kawa i herbata
 * karton mleka, albo blister małych mleczek
 * słoiczki (jeśli lubisz)
 * mięso
     - może być gotowe i zamrożone, tak, że po przyjściu z pracy tylko wkładasz je do mikrofalówki i masz gotowy obiad (weź pod uwagę to, że po pracy możesz być naprawdę zmęczona!)
     - surowe jak najbardziej też. Byle nie za dużo, zwykle dostajesz tylko jedną półkę w lodówce, a o zamrażarce możesz zapomnieć. Albo jest tzw. zamrażarka zbiorcza.
 * pierogi (np. na pierwszy tydzień)
 * jeśli lubisz: jakieś słodycze

I nie bój nic - w Holandii są przecież sklepy! Jeśli czegokolwiek Ci zabraknie spokojnie to kupisz!

HIGIENA/ KOSMETYCZNE:

 * szczoteczka do zębów
 * pasta do zębów
 * mydło/ żel pod prysznic
 * gąbka
 * pumeks
 * szczotka do paznokci
 * szampon
 * odżywka do włosów (jeśli używasz)
 * grzebień/ szczotka do włosów
 * patyczki do uszu
 * waciki
 * wkładki i podpaski
 * chusteczki suche, ale i nawilżane
 * antyperspirant
 * krem do rąk
 * krem Nivea
 * antybakteryjne mydełko rąk (sprawdzi się zwłaszcza na polu!)
 * jedna rolka papieru toaletowego
 * gumki do włosów
 * coś do demakijażu
 * klapki pod prysznic

SPRZĄTANIE:

 * płyn do mycia naczyń
 * gąbka
 * płyn do prania (nie wiesz, jaka tam jest pralka, a wolałabyś uniknąć białych smug od proszku)
 * worki na śmieci

ELEKTRONICZNE:

 * telefon (najlepiej dwa!)
 * ładowarki
 * laptop + ładowarka
 * aparat (NA WŁASNE RYZYKO!)
 * inne (np. słuchawki, odtwarzacze muzyki, aparaty słuchowe etc)

LEKI:

 * magnez
 * coś na otarcia i zranienia
 * maść na ból stawów
 * coś przeciwbólowego
 * coś w rodzaju Febrisanu, Theraflu etc
 * coś na biegunkę
 * i na alergię
 * woda utleniona
 * plastry i nożyczki!
 * coś na kaszel/ bolące gardło

INNE ARTYKUŁY:

 * talerz
 * jeden komplet sztućców
 * kubek (nie bierz ulubionego, a jeśli się stłucze, albo ktoś Ci go stłucze?)
 * garnek, albo rondelek
 * deska do krojenia
 * jeden ostry nóż
 * śpiwór
 * termos
 * książki!

Są biura, które wymagają od Ciebie np. posiadania własnego prześcieradła z gumką. Czytaj umowy, które podpisujesz!


CO Z CIUCHAMI?

Spójrz na to obiektywnie: Ile czasu będziesz w pracy, a ile poza nią? Jak często będziesz robiła pranie? Weź więcej ubrań roboczych - na jeden dół weź dwie/ trzy góry.

Z ubrań nieroboczych stwórz kilka zestawów. Dwie pary spodni, kilka koszulek, dwa rozpinane swetry. Z butów weź sandałki i - jeśli lubisz - jakieś buty na obcasie. Kto wie czy sobotnich wieczorów nie będziesz spędzać w klubach?



Pozdrawiam serdecznie,
Simona


Zdjęcia pochodzą z witryny UNSPLASH i nie są moją własnością.
CZYTAJ DALEJ

WITAJ KWIETNIU ;)

Brak komentarzy:

Dzień, w którym wszystko uchodzi na sucho – telewizje mówią, że gdzieś tam spadł kolorowy deszcz, obchodzimy dziesiątą rocznicę niepodległości powstałego na poczekaniu państwa, na facebooku króluje moda na fałszywą datę urodzin albo zmianę statusu związku… Tak, to właśnie PRIMA APRLIS! Pierwszy kwiecień, z angielskiego "Dzień głupców", to dzień, w którym trzeba być wyjątkowo czujnym, ludzie na całym świecie wycinają sobie wtedy nawzajem numery, a ludzka kreatywność nie zna granic – od bitej śmietany w tubce z pastą do zębów przez przesunięcie wskazówek zegara do dziwnych telefonów z wygranymi milionami.

Rzecz zaczęła się od zmiany kalendarza na gregoriański. Wcześniej pierwszy dzień roku pokrywał się z pierwszym dniem wiosny i jego obchody trwały dłużej niż dziś (około tygodnia) i często najhuczniejszym dniem był właśnie pierwszy kwietnia. W czasie, kiedy dokonano tej reformy (rok 1582) informacje niestety rozprzestrzeniały się dosyć wolno – cóż media są wynalazkiem wieków późniejszych, podobnie jak praca u podstaw i to, że wszyscy potrafią czytać… Wracając do historii prima aprilis – osoby złapane na tym, że świętują nowy rok w kwietniu zamiast w styczniu przezywano "kwietniowymi głupcami". Z czasem doszły to do tego głupie kawały, które z pokazaniem, że ktoś jest nie na czasie miały niewiele wspólnego. Prawdopodobnie zabawa zaczęła się we Francji, choć tak naprawdę nikt nie przypisuje sobie autorstwa tego dziwacznego zwyczaju.

Na jakie żarty dały się nabrać tysiące ludzi? Na natychmiastowy odbiór telewizji w kolorze, w Szwecji w 1962 roku. Prezenterzy poinformowali swoich widzów, że odpowiednie ustawienie anteny spowoduje, że odbiorniki nadadzą ich ulubionym serialom kolorów. W 1957 roku telewizja BBC w swojej "Panoramie" wyemitowała materiał o zbiorze spaghetti w Szwajcarii. Materiał o ludziach zrywających makaron z drzew zrobiony był tak wiarygodnie, że ludzie dzwonili do telewizji z pytaniami, gdzie mogą takie drzewko kupić i jak je hodować.
Dwadzieścia lat później "Guardian" opisał jak zmyślone państwo San Seriffe obchodzi swoją dziesiątą rocznicę niepodległości. W 1965 roku duńska gazeta napisała o obowiązku pomalowania swoich psów na biało, żeby były lepiej widoczne w nocy. Kilka lat temu w Polsce wkręcono nas, że należy nad naklejką z numerem rejestracyjnym samochodu przykleić swoje dokumenty, a Holandia poinformowała imigrantów, że ich dzieci zostaną im zabrane, a rodzice będą mieli ograniczone prawa rodzicielskie. 

Dni takie jak ten sprawdzają naszą czujność, ironię i opanowanie. Nie ma nic bardziej wnerwiającego w kwietniowy poranek niż mydło pomalowane bezbarwnym lakierem do paznokci…

Jako, że w tym roku pierwszego kwietnia przypadnie Wielkanoc życzymy wszystkim wspaniałych, radosnych, rodzinnych i zdrowych świąt! 
Buziaki! 
CZYTAJ DALEJ

ŚWIAT Z SZAFY

Brak komentarzy:

Gdyby żył obchodziłby dziś swoje 119 urodziny. Zmarł tydzień przed swoją 65 rocznicą urodzin. Urodził się w irlandzkim Belfaście, jako drugi syn Alberta i Flory Lewisów. O jego życiu opowiada film „Cienista dolina” z 1993 roku z Anthonym Hopkinsem w roli głównej.

C. S. Lewis, bo o nim mowa studiował na uniwersytecie oksfordzkim, gdzie zdobył nawet tytuł najlepszego studenta w Anglii, a także wiele państwowych wyróżnień. Interesował się literaturą renesansową i średniowieczną. Do tego stopnia, że został pierwszym w tej dziedzinie profesorem w Magdalen College w Cambridge.  Poznał tam twórcę „Władcy Pierścieni”, J. R. R. Tolkiena, z którym później długo się przyjaźnił. Wraz z Charlesem Williamsem należeli do Wielkiej Trójki The Mythpoetic Society, czyli nieformalnego towarzystwa intelektualistów oksfordzkich.

Najbardziej znanym dziełem Lewisa są Opowieści z Narnii. Cykl siedmiu książek traktujący o baśniowej krainie ukrytym w szafie i w obrazach. Dziś podawana jako klasyka literatury mówi tak naprawdę o oderwaniu się od rzeczywistości, ucieczce od zniszczonej wojną Anglii, choć nie obiło się bez krytyki, zwłaszcza, jeśli chodzi o kwestie równości płci i seksizmu. Najbardziej kontrowersyjną w tej kwestii bohaterką jest Zuzanna, która pewnego dnia zostaje z Narnii wykluczona gdyż dorasta i zaczyna interesować się chłopakami (po niewinnym pocałunku z filmowym Kaspianem Aslan mówi jej, że już nie wróci do Narnii). Zuzanna zresztą długo nie wierzy w mityczną krainę w szafie, a w końcu uważa ją tylko za dziecinną mrzonkę i wyobrażenie.

Inna kwestia dotyczy kolejności książek w cyklu. Sam autor nie numerował ich. Obecnie przyjmuje się numerację zgodną z datami wydań wydawnictwa Harper Collins.

W magicznej Narnii rządzi król Lew Aslan, jednakże nie niepodzielnie i dzieci pomagają mu odzyskać władzę i zażegnać kryzys. Głównymi bohaterami cyklu jest czwórka rodzeństwa Pevensie – Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Towarzyszą im wspomniany już wcześniej Lew Aslan, książę Kaspian, Biała Czarownica, Eustachy i Zuchon. W Narnii splatają się ze sobą motywy chrześcijańskie, mityczne, starogreckie oraz celtyckie. Na szczególne wyróżnienie zasługują tu motyw chrześcijańskie właśnie - w literaturze nie brak odwołań do życia Jezusa Chrystusa, nawoływań do zachowania czystości i niewinności. Wiele także mówi się o zazdrości i pożądaniu rzeczy bliźniego swego.
Nazwa mitycznej krainy pochodzi od włoskiego miasteczka Narni.

CZYTAJ DALEJ

NARODOWE DNI SZTUKI W HOLANDII

Brak komentarzy:
niepospolita.nl

Discover art – doesn’t it sound like a sentence from another book about slow life? Well, it turns out, that sometimes this is that thing we really need nowadays. In these times of rat races, pragmatism, minimalism and living for later – you may not believe it, but there still so many Poles in the Netherlands, who decided to live somewhen later – it’s very important to stop for a while, go to the museum, see something new, like exhibition or at least check some exposure or performance. Thanks to Teodozja and Jolanta from T&J Muurschilderingen, we had recently this pleasure to participate the National Days of Art in the Netherlands (Nationale Kunst Dagen).

Obcowanie ze sztuką – czyż nie brzmi to jak zdanie z kolejnej książki o slow life? Okazuje się jednak, że właśnie tego czasem naprawdę potrzebujemy. W dobie bieganiny, pragmatyzmu i życia na potem – a możecie mi wierzyć, w Niderlandii wciąż wiele, wiele Polaków żyje na potem! – bardzo ważne jest, żeby choć na chwilę się zatrzymać, pójść do muzeum, zobaczyć jakąś ekspozycję, albo chociaż wystawę. Dzięki Teodozji i Jolancie z T&J Muurschilderingen mieliśmy ostatnio przyjemność uczestniczyć w Narodowych Dniach Sztuki w Niderlandii (Nationale Kunst Dagen).

So once upon a Saturday we jumped into a car and reached Nieuwegein, where NKD where placed, even before the whole event has started. Exposure was made in an old factory, which was an excellent background for it. The large hangar was divided into numbered boxes, in which each artist could present himself. Art in every form - hence, apart from the paintings, you could admire beautiful photos, sculptures, lamps, and finally wooden ornaments.

W pewną deszczową sobotę wsiedliśmy w samochód i jeszcze przed otwarciem wystawy dotarliśmy do Nieuwegein, gdzie NKD miały miejsce. Wystawę zorganizowano w starej fabryce, która stanowiła doskonałe tło dla ekspozycji. Wielki hangar podzielony został na ponumerowane boksy, w których każdy artysta mógł się zaprezentować. Technika i forma dowolna – stąd też poza obrazami można było podziwiać przepiękne zdjęcia, rzeźby, lampy, czy w końcu drewniane ornamenty.

niepospolita.nl

niepospolita.nl

Many installations have naturally inspired us to create something of our own, but also to simply lose ourselves in what we see and experience. We could make small talks with every artist, ask questions about inspirations, time spent on making these masterpieces or find out, where they get their ideas from… One of the girls we met there told us, that she creates one painting during more than hundred hours! Here you can check out why. There were a few paintings we couldn’t take our eyes off, but there were also some of them, which seemed to shout for your attention.

Wiele instalacji w naturalny sposób zainspirowało nas do stworzenia czegoś swojego, ale także do tego, żeby po prostu zatracić się w tym, co widzimy i czego doświadczamy. Z każdym z artystów można było porozmawiać, zapytać go czym się inspiruje, jak długo maluje, skąd czerpie pomysły… Jedna z dziewczyn powiedziała nam, że jeden jej obraz powstaje w ponad sto godzin. Tutaj możecie sprawdzić, dlaczego. Były też dzieła, od których nie można było oderwać wzroku oraz takie, które krzyczały do Ciebie z daleka. 

niepospolita.nl

niepospolita.nl

niepospolita.nl

Teodozja and Jolanta showed two paintings, which were directly related to the Netherlands. In the corner of the big depot was a special exhibition named  Nederland Kunst Land (Holland Country of Art), where many artists exhibited their paintings inspired by this country. Therefore, you could admire here windmills, canals, and sunsets under the dutch open sky. Teodozja performed Molen (Windmill) and Klompen (Clogs aka wooden shoes). These two are very characteristic for us, Poles. There is another thing, why you should check out T & J Muurschilderingen - their paintings have hand-made, personalized frames. Each is different, tailored to the painting.

Teodozja i Jolanta wystawiły dwa obrazy związane bezpośrednio z Niderlandią. W kącie hali zrobiono specjalną wystawę pod tytułem Nederland Kunst Land (Holandia Kraj Sztuki), w którym wielu artystów wystawiło swoje obrazy inspirowane właśnie Niderlandią. Stąd też podziwiać było można wiatraki, kanały i zachody słońca na niderlandzkim niebie. Nie zabrakło też tradycyjnego niderlandzkiego open sky. Teodozja wystawiła Molen, czyli wiatrak i Klompen, czyli klompeny, czy też drewniane chodaki. Dwa bardzo dla nas, Polaków charakterystyczne symbole. T&J Muurschilderingen charakteryzuje też jeszcze jedno – ich obrazy mają ręcznie robione, personalizowane ramy. Każda jest inna, dopasowana dla danego obrazu.

niepospolita.nl
tutaj możecie zobaczyć, jak powstają obrazy Teodozji. To jeden z moich ulubionych obrazów, a także jeden z najczęściej docenianych przez Holendrów.
Here you can see where and how Teozdozja is creating.  This is one of my favorite paintings, and also one of the most appreciated by the Dutch people.
niepospolita.nl
Każdy obraz Todzi jest przemyślany w najdrobniejszym szczególe - najpierw szkic, potem farby
All we will remember and keep is a lot of memories, inspirations and of course photo. Unfortunately, many artists only agreed to make personal use photos. Hence, I leave you with a few links and a sincere invitation to discover some art!

Zachowaliśmy z tej imprezy wiele wspomnień, inspiracji i zdjęć. Niestety wielu artystów zgadzało się tylko na zdjęcia na własny użytek. Stąd też zostawiam Was z kilkoma linkami oraz serdecznym zaproszeniem do obcowania ze sztuką

AKWARELE FERNAND THIENPONDT polecam zajrzeć na jego prace. Przez cały czas trwania wystawy pan Thienpondt dopracowywał jedno ze swoich dzieł.  
CARINE MEUNIER od jej obrazów nie można oderwać wzroku. Zwłaszca od jednego. Co ciekawe Carine sprzedaje tylko kopie swoich obrazów opatrzone specjanym certyfikatem. 
MARINA CLEIREN przepiękne twarze, spójrzcie tylko na jej Michelle Pfeiffer! I bardzo miła kobieta.
KIM WIGGERS młoda dziewczyna, która poświęca na jeden obraz ponad sto godzin. Efekt jest taki, że zastanawiasz się, czy to jeszcze obraz, czy już zdjęcie. 
JOANNA SMOLARZ polski akcent. W pamięć zapadł nam obraz pary kąpiącej się w rzece (tutaj). 
DIDO DESIGN kobieta, która rysuje graficzne twarze. Jej dzieła spodobają się fanom pop - artu, ale także osobom, które szukają podobizny idola do pokoju nastolatka. 
ELS KRANENDONK również portrety. Tymrazem każdy obraz utrzymany w innej kolorystyce.
HANNEKE RIJKS cuda z drewna! I ciekawe wariacje na temat kostki rubika. 
MARGA BOOGAARD - ceramika

Listę wszystkich zobaczyć możecie tutaj - Nationale Kunst Dagen
CZYTAJ DALEJ

KUP PAN ROWER W NIDERLANDII

Brak komentarzy:
niepospolita.nl

Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego, niż kupienie roweru w Niderlandii. Wiecie, trochę to paradoks, ale ja na swój rower czekałam bardzo długo. O ile mój pierwszy rower tutaj zdobyłam raczej szybko, o tyle po przeprowadzce i rozpoczęciu studiów roweru dorobiłam się dopiero pod koniec października. Masakra, co? Nie móc kupić roweru w kraju rowerów! Nie żeby nie było ich pod dostatkiem...

W samym Nijmegen jest chyba z dziesięć sklepów, gdzie mogłabym swoje dwa kółka zakupić... W ramach oszczędności postanowiliśmy jednak szukać w internecie. Co wcale nie jest takie proste, pomijając już fakt, że niektórzy Holendrzy chyba nie wiedzą jak używać aparatu, albo nie znają opcji "obróć w prawo/ lewo"... Albo to, że rower pojawił się 10 minut temu, dzwonisz, a oni mówią, że sprzedane...

niepospolita.nl

Jednym z największych problemów jeśli chodzi o Niderlandię i rowery są kradzieże. Sama słyszałam kilka opowieści w stylu "Nie chciało mi się wracać z imprezy pieszo..." i wierzcie mi lub nie to wcale nie są przypadki odosobnione. Już na pierwszych zajęciach z Dutch History & Culture mój wykładowca powiedział nam, żeby nasze kłódki w rowerach były większe niż rowery :D Pół żartem, pół serio, ale coś w tym jest.
Kradzione rowery trafiają potem masowo na marktplaats (holenderski odpowiednik Allegro) i są sprzedawane za 1/5 wartości. Ty cieszysz się, że masz tani rower, ale wcale może nie być Ci do śmiechu, jeśli pewnego dnia skontroluje Cię policja. A powodem może być choćby niesprawne światło. Mnie kiedyś zatrzymała, kiedy wracałam do domu w bardzo późnych i ciemnych godzinach wieczornych, żeby zapytać "Czy się nie boję" :)

Warto dobrze się zastanowić, zanim napalicie się za rower, który jest podejrzanie tani. Nie mówię o wszystkich przypadkach, ale warto podejść do szukania na spokojnie. Przejrzyj wiele ofert, zapisz numery, zadzwoń, zapytaj, kiedy można rower zobaczyć, czy sprzedający ma jakieś dokumenty poświadczające własność (np. paragon), jeśli nie czy nie ma nic przeciwko podpisania umowy kupna sprzedaży. Jeśli już oglądasz rower na żywo koniecznie sprawdź numer ramy! (na samym spodzie ramy) Jeśli nie jesteś pewien czy sprzedający ma czyste intencje poproś kogoś o pomoc i przez telefon przedyktuj mu numer ramy, jeśli okaże się, że jest bazie rowerów kradzionych lepiej zrezygnuj z transakcji... Strona do sprawdzania czipów i numerów ram tutaj.
niepospolita.nl

Nie skreślajcie też ofert rowerów, które nie są do końca sprawne. Mój rower miał przebitą oponę (a właściwie dętkę, bo opona była dobra) i dlatego kupiłam go poniżej 100 euro. 
Oczywiście nie każdy tani rower jest kradziony! Czasem ludzie po prostu kupują coś elektrycznego, czasem po prostu chcą za symboliczną kwotę "oddać w dobre ręce". Rozsądek powinien być z Wami! I kiedy w końcu zauważycie coś godnego uwagi nie bójcie się napisać! Wystarczy proste "Hi, I am interested to buy your bike, can you tell me... (tu wstaw cokolwiek, np. kiedy mogę go zobaczyć, jaki jest wysoki, w jakim jest stanie, czy ma pan dokumenty, czy możemy podpisać umowę kupna sprzedaży/ papiery etc).
  • when and where I can see it?
  • how tall is this bike?
  • everything works properly?
  • do you have any documents on this bike? Any bill or something?
  • can we sign an agreement/ do you mind to sign some papers?
Jak sporządzić umowę kupna - sprzedaży po niderlandzku? Można poszukać w internecie (aan-/verkoopovereenkomst fiets), oczywiście, ale można także napisać ją samemu. Kilka zwrotów przydatnych (dzięki uprzejmości naszego holenderskiego kolegi):

  • verkoper – sprzedający
  • koper – kupujący
  • fietsgegevens - dane o rowerze
  • naam (en voorleter) - imię i nazwisko (inicjały imion)
  • geboortedatum - data urodzenia
  • straat - ulica,
  • huisnummer - numer domu
  • plaats – miejscowość
  • postcode - kod pocztowy
  • documentnr identititeit bewijs - numer dowodu osobistego
  • (ewentualnie numer telefonu (telefoonnummer) lub obywatelstwo (nationaliteit))
  • merk en type - typ i marka
  • bouwjaar - rok (produkcji, lub wiek)
  • framenummer - numer ramy
  • de verkoopprijs bedraagt - cena
  • datum - data
  • handtekening - podpis

Niderlandia to rowerowe zagłębie, mówi się, że w Amsterdamie jest więcej rowerów niż ludzi. Grzechem byłoby nie mieć rowera w Holandii, po pierwsze rowerzyści mają tu ogromne prawa (co czyni ich strasznie pewnymi siebie, nic mnie bardziej nie wnerwia na drodze niż to, że nie patrzą na drogę i przejeżdżają na czerwonym "bo przecież mają pierwszeństwo"), po drugie oszczędzacie na benzynie i PARKINGACH (parkometry uliczne w Nijmegen liczą sobie 2 euro za niecałą godzinę...), a po trzecie któż nie lubi jeździć na rowerze i czuć, że wszystko zależy od niego?
Ja lubię. Pozdrawiam :)
niepospolita.nl

CZYTAJ DALEJ